Syn zaprosił mnie na ślub przyjaciela. Kiedy zobaczyłam pannę młodą, poczułam, że ziemia usuwa mi się spod nóg…

– Mamo, proszę cię, to dla mnie ważne – powtórzył Bartek, patrząc na mnie tym swoim upartym wzrokiem, który odziedziczył po ojcu. Stał w progu kuchni, a ja mieszałam zupę, próbując ukryć niechęć. Nie znałam tego chłopaka, tego jego przyjaciela – Michała. Po co miałabym iść na jego ślub? Ale Bartek nie odpuszczał.

– Dobrze, pójdę – westchnęłam w końcu. – Ale nie oczekuj, że będę się świetnie bawić.

W dniu ślubu założyłam granatową sukienkę, tę „na specjalne okazje”. Włosy upięłam w kok, chociaż już dawno straciły dawny blask. W kościele pachniało liliami i świeżością. Usiadłam w ławce, próbując nie myśleć o tym, jak bardzo czuję się tu obco.

Bartek uśmiechał się do mnie z drugiego rzędu. Widziałam, że jest dumny, że przyszłam. Organy zagrały marsza weselnego i wszyscy odwrócili głowy. Wtedy ją zobaczyłam.

Panna młoda szła powoli przez nawę. Miała na sobie prostą suknię z koronką i długi welon. Ale to nie suknia sprawiła, że serce mi stanęło. To była ona. Marta. Moja córka.

Nie widziałam jej od piętnastu lat.

Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Przez chwilę myślałam, że zemdleję. Siedziałam jak sparaliżowana, podczas gdy wszyscy wokół szeptali z zachwytem o urodzie panny młodej. Bartek spojrzał na mnie z niepokojem.

– Mamo? Wszystko w porządku?

Nie mogłam wydusić słowa. Marta spojrzała w moją stronę – nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy. W jej oczach zobaczyłam szok i coś jeszcze – ból? Złość? Sama nie wiem.

Przypomniałam sobie ten dzień sprzed lat, kiedy Marta wybiegła z domu po naszej kłótni. Miała wtedy siedemnaście lat i była przekonana, że wiem wszystko najlepiej. Ja… byłam surowa. Może za bardzo? Chciałam ją chronić przed błędami, których sama żałowałam przez całe życie. Ale ona nie chciała słuchać.

Po tamtej nocy nie wróciła już do domu.

Przez lata próbowałam ją odnaleźć – pisałam listy, dzwoniłam do jej przyjaciółek, nawet do jej ojca, który odszedł od nas jeszcze wcześniej. Bez skutku. Bartek był wtedy mały – nie rozumiał, dlaczego jego siostra nagle zniknęła.

A teraz siedziałam w kościele na jej ślubie, zaproszona przez własnego syna, który nie miał pojęcia, kim jest panna młoda.

Msza ciągnęła się w nieskończoność. Każde słowo księdza odbijało się echem w mojej głowie: „Miłość cierpliwa jest… wszystko znosi… wszystkiemu wierzy…”

Po ceremonii Bartek podszedł do mnie.

– Mamo, poznaj Martę – powiedział z dumą. – To żona Michała…

Marta stała przede mną blada jak ściana.

– Dzień dobry – wyszeptała.

Bartek spojrzał na nas zdziwiony.

– Wy się znacie?

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Marta patrzyła na mnie z mieszaniną lęku i nadziei.

– Tak… – odpowiedziałam cicho. – Znamy się bardzo dobrze.

Bartek roześmiał się nerwowo.

– No to świetnie! To może razem pójdziemy na salę?

Szliśmy w milczeniu przez tłum gości. Czułam na sobie spojrzenia ludzi – czy ktoś jeszcze wiedział? Czy tylko ja i ona?

Na sali weselnej Marta podeszła do mnie w końcu sama.

– Dlaczego tu jesteś? – zapytała cicho.

– Bartek mnie zaprosił… Nie wiedziałam…

– Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę – powiedziała drżącym głosem. – Że nie chcesz mnie widzieć.

Łzy napłynęły mi do oczu.

– Szukałam cię… Przez tyle lat…

Marta spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

– Nie znalazłaś mnie. Nie chciałaś znaleźć.

– To nieprawda! – wybuchłam z rozpaczą. – Byłam głupia… Uparta… Ale nigdy cię nie przestałam kochać!

Goście zaczęli patrzeć w naszą stronę. Marta odwróciła się gwałtownie i wybiegła na taras. Poszłam za nią.

Stała oparta o balustradę, drżąc na całym ciele.

– Dlaczego wtedy… dlaczego nie pozwoliłaś mi być sobą? – zapytała przez łzy. – Chciałam tylko twojego wsparcia…

– Bałam się o ciebie – odpowiedziałam szczerze. – Bałam się, że popełnisz te same błędy co ja…

Marta spojrzała na mnie z goryczą.

– Ale to były moje błędy do popełnienia! Odebrałaś mi wybór…

Milczałyśmy długo. W końcu wyciągnęłam do niej rękę.

– Przepraszam cię… Za wszystko…

Marta zawahała się przez chwilę, ale potem wtuliła się we mnie jak wtedy, gdy była małą dziewczynką.

Wróciłyśmy razem na salę weselną. Bartek patrzył na nas zdziwiony, ale nic nie powiedział. Wiedziałam, że przed nami długa droga do przebaczenia i odbudowania więzi. Ale pierwszy krok został zrobiony.

Czasem życie pisze najbardziej nieprawdopodobne scenariusze. Czy można naprawić to, co zostało złamane tak dawno temu? Czy rodzina może być jeszcze rodziną po tylu latach bólu i milczenia?