Mój syn wrócił do domu: Miłość, strata i trudne wybory w ciasnym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie
— Mamo, nie zostawiaj mnie teraz samego — usłyszałam cichy głos Michała zza drzwi łazienki. Była druga w nocy, a ja już dawno powinnam spać. Ale odkąd wrócił do mojego mieszkania po rozwodzie, noc stała się dla nas obu czasem czuwania i niepokoju.
Michał, mój dorosły syn, trzydziestopięcioletni mężczyzna z siwymi pasmami we włosach, które pojawiły się nagle po rozstaniu z Agnieszką. Kiedyś był duszą towarzystwa, teraz zamykał się w sobie, godzinami wpatrywał się w okno na szare podwórko kamienicy na Mokotowie. Nasze dwupokojowe mieszkanie, pełne starych zdjęć i zapachu kawy, stało się areną jego żałoby i mojej bezradności.
— Michał, jestem tu. Zawsze będę — odpowiedziałam, choć w środku czułam się coraz bardziej zmęczona. Pragnęłam dla niego wszystkiego, co najlepsze, ale nie wiedziałam już, jak mu pomóc. Każdego ranka budziłam się z nadzieją, że dziś będzie lepiej, że może wyjdzie na spacer albo zadzwoni do przyjaciela. Ale on tylko wzdychał ciężko i zamykał się w swoim pokoju.
Pewnego popołudnia, kiedy wróciłam z pracy w bibliotece, zastałam go siedzącego przy stole z pustym kubkiem po herbacie. Na stole leżały papiery rozwodowe i zdjęcie jego córki, Zosi. Michał podniósł wzrok i powiedział:
— Mamo, czuję się jak cień. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś będę szczęśliwy.
Usiadłam naprzeciwko niego. Chciałam go przytulić, ale wiedziałam, że tego nie chce. Zamiast tego zaczęłam mówić o codziennych sprawach — o sąsiadce z parteru, która znów zgubiła klucze, o promocji na jabłka w sklepie za rogiem. Michał słuchał obojętnie.
Wieczorami nasze mieszkanie wypełniała cisza. Słychać było tylko szum tramwajów za oknem i ciche łkanie Michała. Czasem miałam ochotę krzyczeć — ze zmęczenia, z żalu, z poczucia winy. Czy to moja wina? Czy mogłam go lepiej wychować? Może gdyby ojciec Michała był inny… Ale odszedł dawno temu i zostawił nas samych z tym wszystkim.
Pewnego dnia przyszła Agnieszka. Przyniosła Zosię na weekend. Michał otworzył drzwi i przez chwilę patrzył na byłą żonę tak, jakby chciał cofnąć czas. Zosia rzuciła mu się na szyję.
— Tato! — krzyknęła radośnie.
Patrzyłam na nich z ukrycia, zza drzwi kuchni. Michał rozpromienił się na chwilę, ale potem znów spochmurniał. Agnieszka spojrzała na mnie bez słowa — w jej oczach widziałam zmęczenie i ulgę jednocześnie.
Po ich wyjściu Michał długo siedział przy stole. W końcu powiedział:
— Mamo, nie chcę tu być ciężarem.
Zacisnęłam dłonie na filiżance.
— Jesteś moim synem. Nigdy nie będziesz ciężarem.
Ale w środku czułam inaczej. Nasze życie zamieniło się w czekanie: aż Michał stanie na nogi, aż ja odzyskam spokój, aż mieszkanie znów będzie tylko moje.
Zaczęliśmy się kłócić o drobiazgi: o brudne naczynia w zlewie, o to, kto kupi mleko, o to, czy można zostawić buty na środku przedpokoju. Pewnego wieczoru wybuchłam:
— Michał! Mam już swoje lata! Chcę trochę spokoju! Nie mogę ciągle żyć twoim bólem!
Spojrzał na mnie z wyrzutem.
— Myślisz, że mi jest łatwo? Straciłem wszystko! Żonę, dziecko… siebie!
Zamilkliśmy oboje. Przez chwilę miałam ochotę go przeprosić, ale nie potrafiłam. Wyszłam na balkon i patrzyłam na światła miasta. Pomyślałam o wszystkich matkach w Polsce — tych samotnych i tych zmuszonych do dzielenia życia z dorosłym dzieckiem po przejściach.
Następnego dnia Michał przyniósł mi kwiaty.
— Przepraszam — powiedział cicho. — Wiem, że ci ciężko ze mną.
Objęliśmy się pierwszy raz od miesięcy. Poczułam ulgę i smutek jednocześnie. Wiedziałam już wtedy, że muszę pozwolić mu odejść — znaleźć własną drogę, nawet jeśli oznacza to pustkę w moim mieszkaniu.
Dziś piszę te słowa przy kuchennym stole. Michał znalazł pracę i wynajął kawalerkę kilka ulic dalej. Często dzwoni lub wpada na herbatę. Zosia przychodzi do mnie na weekendy — razem pieczemy szarlotkę i śmiejemy się z dawnych zdjęć.
Ale czasem nocą pytam siebie: czy zrobiłam wszystko dobrze? Czy można naprawdę nauczyć się puszczać tych, których kochamy najbardziej?
A wy? Czy potrafilibyście pozwolić odejść własnemu dziecku — nawet jeśli serce krzyczy inaczej?