Kiedy teściowa przynosi wiadro przerośniętych ogórków: Moje lato pełne emocji i rodzinnych zawirowań
– No, Aniu, masz tu wiadro ogórków. Zrób z nich coś, bo szkoda wyrzucić – powiedziała teściowa, stawiając z hukiem plastikowy pojemnik na mojej kuchennej podłodze. Ogórki były wielkie, pokrzywione, niektóre już żółtawe. W tym samym czasie przez okno widziałam, jak Zuzanna, moja szwagierka, odbiera od niej koszyk małych, jędrnych korniszonów. Uśmiechały się do siebie, a ja poczułam, jak w gardle rośnie mi gula.
„Dlaczego zawsze ja dostaję resztki? Czy naprawdę jestem dla niej gorsza?” – myślałam, patrząc na te zielone potwory. Mój mąż, Tomek, próbował mnie pocieszyć: – Może po prostu Zuzka bardziej lubi korniszony? – Ale wiedziałam, że to nie o ogórki chodzi. To był kolejny raz, kiedy czułam się w tej rodzinie jak ktoś obcy.
Wieczorem siedziałam przy stole i patrzyłam na wiadro. Dzieci biegały po domu, a ja nie mogłam się pozbierać. W końcu podeszła do mnie córka, Hania:
– Mamo, a co zrobimy z tymi ogórkami?
– Nie wiem, kochanie. Może wyrzucimy?
– Ale przecież babcia się starała…
Te słowa zabolały mnie jeszcze bardziej. Czy naprawdę byłam tak niewdzięczna? Przecież teściowa mogła wcale nic nie przynieść. Ale dlaczego zawsze to ja muszę być tą „gorszą synową”? Przypomniałam sobie wszystkie święta, kiedy Zuzanna dostawała od teściowej nową sukienkę, a ja tylko czekoladki. Wszystkie niedzielne obiady, podczas których Zuzka była chwalona za swoje pierogi, a moje ciasto ledwo zauważane.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama:
– Aniu, co u was?
– A co ma być… Teściowa przyniosła mi wiadro przerośniętych ogórków.
– I co z nimi zrobisz?
– Nie wiem. Może zupę? Może wyrzucę…
– Nie wyrzucaj! Zrób coś razem z dziećmi. To może być fajna zabawa.
Z ciężkim sercem postanowiłam spróbować. Zaprosiłam dzieci do kuchni i zaczęliśmy myć ogórki. Hania śmiała się z ich kształtów:
– Ten wygląda jak dinozaur!
– A ten jak statek kosmiczny! – dodał Staś.
Zaczęliśmy kroić ogórki na różne sposoby: w plasterki, w słupki, nawet w gwiazdki. Wyszukaliśmy w internecie przepisy na zupę ogórkową z przerośniętych ogórków, na sałatkę i nawet na placki ogórkowe. Kuchnia zamieniła się w pole bitwy – wszędzie leżały pestki i skórki, ale dzieci były zachwycone.
Wieczorem Tomek wrócił z pracy i zobaczył nasze dzieło:
– O matko… Co tu się stało?
– To nasza zielona rewolucja – odpowiedziałam z uśmiechem.
Zjedliśmy razem kolację: zupa ogórkowa była kwaśna i trochę za słona, ale dzieci jadły ze smakiem. Nawet Tomek pochwalił:
– Wiesz co? Te ogórki są całkiem niezłe.
Przez kolejne dni robiliśmy kolejne eksperymenty: kiszone plastry do kanapek, ogórkowe smoothie (którego nikt nie chciał pić), a nawet ogórkowe chipsy. Dzieci opowiadały babci przez telefon o naszych wynalazkach. Teściowa była wyraźnie zdziwiona:
– Naprawdę wam smakują te ogórki?
– Tak! Mama zrobiła super placki! – krzyczał Staś.
W weekend zaprosiłam całą rodzinę na obiad. Zuzanna przyszła z własnym słoikiem korniszonów i spojrzała na nasze dania trochę z góry:
– Nie wiedziałam, że można tyle zrobić z takich starych ogórków…
Teściowa próbowała mojej zupy i powiedziała cicho:
– W sumie… całkiem dobra.
Po obiedzie usiadłam z Zuzanną na tarasie. Przez chwilę milczałyśmy, aż w końcu ona odezwała się pierwsza:
– Wiesz… Mama zawsze mówiła mi, że ty jesteś taka zaradna i dasz sobie radę ze wszystkim. Dlatego daje ci trudniejsze rzeczy.
Spojrzałam na nią zdziwiona:
– Naprawdę tak myśli?
– Tak. Ja zawsze dostaję to, co łatwe…
Te słowa zmieniły wszystko. Przez lata czułam się gorsza, a tymczasem teściowa po prostu wierzyła we mnie bardziej niż w kogokolwiek innego. Poczułam ulgę i jednocześnie żal za wszystkie niewypowiedziane pretensje.
Wieczorem siedziałam sama w kuchni i patrzyłam na ostatniego przerośniętego ogórka. Przez chwilę zastanawiałam się nad wszystkim, co wydarzyło się tego lata. Czy naprawdę tak łatwo jest źle odczytać czyjeś intencje? Ile razy jeszcze pozwolę drobiazgom ranić moje serce?
Może czasem warto spojrzeć na świat oczami innych… A wy? Czy też czasem czujecie się w rodzinie nie na swoim miejscu? Jak radzicie sobie z takimi uczuciami?