„Dlaczego zawsze ja muszę za wszystko płacić?” – Moje życie między miłością, pieniędzmi i milczeniem
– Anna, zapłaciłaś już za prąd? – Tomek nawet nie podniósł wzroku znad telefonu, kiedy rzucił to pytanie. Siedział na kanapie, nogi wyciągnięte, a ja stałam w kuchni z rachunkiem w ręku i czułam, jak coś we mnie pęka.
– Tak, zapłaciłam – odpowiedziałam cicho, choć w środku aż się gotowałam. To już trzeci rachunek w tym miesiącu, który opłaciłam z własnej pensji. I trzeci raz, kiedy Tomek nawet nie zapytał, czy potrzebuję pomocy.
Pamiętam, jak było kiedyś. Gdy się poznaliśmy na studiach w Krakowie, byliśmy biedni, ale szczęśliwi. Dzieliliśmy się wszystkim – kanapką, biletami do kina, marzeniami o wspólnej przyszłości. Tomek zawsze powtarzał: „Będziemy mieć wszystko, zobaczysz”.
Minęło dziesięć lat. Mamy dwupokojowe mieszkanie na Ruczaju, kredyt hipoteczny i dwójkę dzieci: Zosię i Michała. Ja pracuję jako nauczycielka polskiego w liceum, Tomek jest informatykiem – zdalnie, z domu. Zarabia więcej ode mnie, ale to ja płacę za przedszkole, zakupy, rachunki i ubrania dla dzieci. Nawet za jego nowe buty zimowe.
Na początku myślałam: „To tylko chwilowe. Może ma gorszy miesiąc”. Ale miesiące zamieniły się w lata. Zawsze miał wymówkę: „Wypłata jeszcze nie przyszła”, „Muszę coś odłożyć”, „Zapomniałem portfela”.
Wczoraj wieczorem usiedliśmy razem przy stole. Dzieci już spały. Zbierałam się do tej rozmowy od tygodni.
– Tomek, musimy pogadać – zaczęłam niepewnie.
– O czym? – spojrzał na mnie z lekkim zniecierpliwieniem.
– O pieniądzach. O tym, że wszystko jest na mojej głowie. Czuję się jak bankomat.
Zamilkł na chwilę. Potem wzruszył ramionami.
– Przesadzasz. Przecież płacę za internet i czasem tankuję samochód.
– Ale to kropla w morzu! – głos mi się załamał. – Nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o to, że czuję się sama ze wszystkim.
Tomek westchnął ciężko.
– Zawsze znajdziesz powód do narzekania…
Poczułam łzy pod powiekami. Przecież nie chciałam kłótni. Chciałam tylko być partnerką, a nie księgową i sponsorką.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama.
– Aniu, wyglądasz na zmęczoną. Co się dzieje?
Chciałam jej powiedzieć wszystko, ale wiedziałam, jak zareaguje: „Mężczyźni już tacy są”, „Nie rób afery”, „Najważniejsze, że dzieci zdrowe”.
Zamiast tego powiedziałam tylko:
– Wszystko w porządku, mamo.
Ale nic nie było w porządku. Czułam się coraz bardziej samotna w tym małżeństwie.
W pracy koleżanka zapytała:
– Anka, czemu jesteś taka przygaszona?
Wybuchłam:
– Bo mam dość bycia jedyną dorosłą osobą w domu!
Ona spojrzała na mnie ze współczuciem.
– Pogadaj z nim szczerze. Albo postaw sprawę jasno.
Wieczorem znów próbowałam rozmawiać z Tomkiem.
– Tomek, musimy ustalić budżet domowy. Podzielić się wydatkami.
– Po co komplikować? – burknął. – I tak sobie radzimy.
Wtedy coś we mnie pękło.
– Radzimy? Ja sobie radzę! Ty tylko bierzesz!
Krzyknęłam głośniej niż chciałam. Dzieci obudziły się i zaczęły płakać. Pobiegłam do nich z poczuciem winy i bezsilności.
Przez kolejne dni unikaliśmy się wzrokiem. W domu panowała cisza pełna napięcia.
W końcu przyszła wypłata Tomka. Przyszedł do kuchni i położył na stole 200 złotych.
– Na zakupy – rzucił oschle.
Popatrzyłam na te pieniądze jak na jałmużnę.
– To nie rozwiązuje problemu – powiedziałam cicho.
Nie odpowiedział. Wyszedł z domu bez słowa.
Zaczęłam zastanawiać się: czy to jeszcze ma sens? Czy jestem tylko portfelem dla własnej rodziny? Czy dzieci widzą, jak mama płacze po nocach?
Kilka dni później Zosia przyszła do mnie z rysunkiem: cała nasza rodzina trzymająca się za ręce. Tylko ja byłam narysowana z wielkim portfelem zamiast serca.
Zrobiło mi się zimno. Czy naprawdę tak mnie widzą?
Wieczorem usiadłam sama przy stole i napisałam list do Tomka:
„Albo zaczniemy być partnerami także w codziennych sprawach, albo nie dam rady dalej tak żyć.”
Nie miałam odwagi mu go dać… Jeszcze nie teraz.
Czasem myślę: czy miłość może przetrwać tam, gdzie brakuje szacunku i współpracy? Czy jestem egoistką, bo chcę czegoś więcej niż tylko spłacania rachunków? A może powinnam po prostu milczeć i robić swoje?
Czy ktoś z Was też czuje się czasem samotny w swoim własnym domu? Jak długo można udawać, że wszystko jest w porządku?