Ojciec w cieniu: Jak uciekłem przed własną rodziną i próbuję naprawić to, co zniszczyłem

– Nie możesz tak po prostu odejść, Michał! – krzyczała Agnieszka, łzy spływały jej po policzkach, a ja stałem w progu naszego mieszkania na osiedlu Azory w Krakowie. W rękach ściskałem torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami. W głowie miałem tylko jedno: muszę uciec. Muszę zniknąć, zanim to wszystko mnie przytłoczy.

Wiedziałem, że to, co robię, jest podłe. Ale kiedy usłyszałem od Agnieszki: „Będziemy mieli trojaczki”, poczułem, jakby ktoś przyłożył mi pistolet do głowy. Nie byłem gotowy na jedno dziecko, a co dopiero na trójkę. Praca w magazynie nie dawała mi żadnej stabilności, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Moja matka zawsze powtarzała: „Michał, nie nadajesz się na ojca, jesteś za słaby”. I wtedy jej głos wrócił do mnie ze zdwojoną siłą.

– Michał, błagam cię… – Agnieszka próbowała mnie zatrzymać, ale ja już byłem poza zasięgiem jej słów. Zostawiłem ją samą z brzuchem i strachem. Wyszedłem na klatkę schodową i poczułem ulgę pomieszaną z obrzydzeniem do samego siebie.

Przez kolejne lata tułałem się po Polsce. Pracowałem na budowie w Katowicach, potem przez chwilę byłem kierowcą tira pod Wrocławiem. Piłem za dużo, spałem za mało. Każdego dnia myślałem o tym, co zostawiłem za sobą. Czasem śniło mi się, że wracam do domu i widzę trójkę dzieci patrzących na mnie z wyrzutem. Budziłem się zlany potem.

Nie miałem odwagi zadzwonić do Agnieszki. Wiedziałem tylko od wspólnych znajomych, że dzieci urodziły się zdrowe – dwie dziewczynki i chłopiec: Zosia, Lena i Kuba. Podobno Agnieszka radziła sobie sama, jej matka pomagała jej w opiece. Ja byłem nikim – cieniem ojca.

Minęło siedem lat. Siedem lat uciekania przed odpowiedzialnością i przed samym sobą. Pewnego dnia dostałem list od mojej siostry Magdy:

„Michał, tata jest ciężko chory. Jeśli chcesz go jeszcze zobaczyć – wracaj do Krakowa.”

Wróciłem. Ojciec leżał w szpitalu na Kopernika. Nie powiedział mi ani słowa – tylko patrzył na mnie z wyrzutem. Wyszedłem stamtąd roztrzęsiony i wtedy po raz pierwszy od lat poszedłem pod blok Agnieszki. Stałem pod oknem jak złodziej.

Nagle drzwi klatki otworzyły się i wyszła ona – starsza, zmęczona, ale piękna jak dawniej. Zamarłem.

– Michał? – zapytała cicho.

Nie wiedziałem, co powiedzieć. Chciałem ją przeprosić za wszystko naraz, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.

– Przyszedłeś zobaczyć dzieci? – Jej głos był twardy jak stal.

– Tak… Chciałbym… jeśli pozwolisz…

Patrzyła na mnie długo. W końcu skinęła głową.

Weszliśmy do mieszkania. W środku było ciasno i głośno – troje dzieci biegało po pokoju, śmiały się i kłóciły o klocki Lego. Zosia miała rude włosy po babci, Lena była drobna i poważna jak Agnieszka, a Kuba… Kuba miał moje oczy.

– To jest wasz tata – powiedziała Agnieszka spokojnie.

Dzieci spojrzały na mnie nieufnie. Próbowałem się uśmiechnąć.

– Cześć…

Zosia schowała się za siostrą. Kuba patrzył na mnie długo.

– Dlaczego cię nie było? – zapytał nagle.

To pytanie przebiło mnie na wylot. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć siedmioletniemu chłopcu, który nigdy nie miał ojca.

– Bałem się… – wyszeptałem. – Byłem głupi i tchórzliwy. Bardzo was przepraszam.

Dzieci milczały. Agnieszka odwróciła wzrok.

Przez kolejne tygodnie próbowałem odzyskać ich zaufanie. Zabierałem dzieci na lody do Parku Jordana, pomagałem im w lekcjach, naprawiałem rowery. Ale wiedziałem, że nie da się naprawić wszystkiego jednym gestem czy prezentem.

Pewnego wieczoru Lena przyszła do mnie z zeszytem:

– Tato… pomożesz mi z zadaniem?

To jedno słowo – „tato” – sprawiło, że łzy napłynęły mi do oczu.

Agnieszka patrzyła na mnie z dystansem. Wiedziałem, że jej ból jest największy. Próbowałem z nią rozmawiać:

– Przepraszam cię za wszystko…

– Michał… ja już nie czekam na ciebie ani na twoje przeprosiny. Dzieci cię potrzebują – ja już nie.

Zrozumiałem wtedy, że nie odzyskam jej miłości. Ale mogę być ojcem dla moich dzieci – jeśli tylko mi pozwolą.

Czasami patrzę na nich i myślę: ile można naprawić po tylu latach? Czy człowiek zasługuje na drugą szansę? Czy wy byście wybaczyli komuś takiemu jak ja?