Kiedy moje dziecko powiedziało, że mnie już nie kocha: Historia matki z Krakowa

– Nie chcę tu być! Chcę do taty! – krzyknął Kuba, trzaskając drzwiami swojego pokoju. Jego głos przeszył mnie jak nóż. Stałam w kuchni, z dłonią zaciśniętą na kubku herbaty, która już dawno wystygła. Zawsze myślałam, że jestem dobrą matką. Przecież wszystko robiłam dla niego – dla nas. A teraz? Mój dziewięcioletni syn patrzył na mnie z nienawiścią, której nie potrafiłam pojąć.

To był zwykły poniedziałek. Wróciłam z pracy w urzędzie miasta, zmęczona, ale szczęśliwa, że zaraz zobaczę Kubę. Odkąd rozstałam się z Pawłem dwa lata temu, wszystko było inne. Kuba miał dwa domy, dwa łóżka, dwa zestawy ubrań i dwa kalendarze świąt. Ale zawsze wracał do mnie z uśmiechem. Do wczoraj.

Wczoraj Paweł przyszedł po Kubę wcześniej niż zwykle. Widziałam przez okno, jak razem śmieją się na podwórku. Paweł zawsze był tym „fajnym” rodzicem – pozwalał na lody przed obiadem i granie na PlayStation do późna. Ja byłam tą od obowiązków: lekcje, sprzątanie pokoju, zdrowe jedzenie. Może dlatego Kuba coraz częściej mówił: „U taty jest lepiej”.

Wieczorem usiadłam na kanapie i zaczęłam płakać. Nie cicho, nie dyskretnie – to był szloch rozpaczy. Zadzwoniłam do mojej mamy:
– Mamo, Kuba powiedział, że mnie nie kocha…
– Dziecko, on jest jeszcze mały. Nie wie, co mówi – próbowała mnie pocieszyć.
Ale ja wiedziałam, że coś się zmieniło. Że to nie tylko słowa rzucone w złości.

Następnego dnia próbowałam rozmawiać z Kubą.
– Synku, dlaczego tak powiedziałeś? – zapytałam cicho.
– Bo ty zawsze krzyczysz! U taty jest fajniej! – odpowiedział bez wahania.
– Krzyczę, bo się martwię… Bo cię kocham…
– Nie chcę tu być! – powtórzył i odwrócił się do ściany.

Poczułam się jak najgorsza matka świata. Przypomniałam sobie wszystkie chwile, kiedy podnosiłam głos, kiedy byłam zmęczona i nie miałam siły na zabawę. Czy to wtedy go straciłam? Czy rozwód zabrał mi syna?

W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Ania, zauważyła moje zaczerwienione oczy.
– Co się stało?
Opowiedziałam jej wszystko. Ania westchnęła:
– Dzieci są okrutne, ale to minie. Musisz być cierpliwa.
Ale ja nie chciałam czekać. Chciałam działać.

Wieczorem zadzwoniłam do Pawła.
– Paweł, musimy porozmawiać o Kubie.
– Co się stało?
– On mówi, że chce mieszkać tylko z tobą…
– Wiesz, że go kocham, ale… on potrzebuje też ciebie. Może po prostu za bardzo go przyciskasz?
Zabolało mnie to. Czy naprawdę byłam taka surowa? Czy przez własne lęki i frustracje zamieniłam się w matkę-potwora?

Przez kolejne dni próbowałam być inną mamą. Pozwoliłam Kubie na lody po szkole, razem graliśmy w planszówki. Ale on był zamknięty w sobie. Czułam się bezradna.

Pewnego wieczoru usłyszałam jego cichy płacz przez drzwi pokoju.
– Kuba… mogę wejść?
Nie odpowiedział. Usiadłam obok niego na łóżku.
– Wiesz… ja też czasem płaczę – powiedziałam cicho.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
– Naprawdę?
– Tak. Bo bardzo cię kocham i boję się cię stracić.
Zamilkł na chwilę.
– Ja… ja też się boję – wyszeptał.
Objęłam go mocno i płakaliśmy razem.

Od tego dnia zaczęliśmy rozmawiać więcej. O tym, jak bardzo rozwód nas wszystkich zranił. O tym, że czasem można być smutnym i złym jednocześnie. O tym, że miłość nie znika tylko dlatego, że czasem jest trudno.

Ale rany zostały. Kuba nadal często powtarzał: „U taty jest lepiej”. Czasem miałam ochotę krzyczeć: „To idź do niego!”, ale wiedziałam, że to tylko pogorszy sprawę.

Najtrudniejsze były weekendy bez niego. Siedziałam wtedy sama w pustym mieszkaniu i zastanawiałam się: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy gdybym była mniej wymagająca, bardziej wyluzowana… czy wtedy Kuba by mnie kochał?

Czasem spotykam inne samotne matki na placu zabaw czy w sklepie. Widzę ten sam smutek w ich oczach. Rozmawiamy o naszych dzieciach, o byłych mężach, o tym, jak trudno być „tą gorszą”.

Dziś wiem jedno: miłość matki nie jest idealna. Popełniamy błędy, czasem ranimy nawet tych, których kochamy najbardziej. Ale nigdy nie przestajemy walczyć o ich serca.

Patrzę na Kubę śpiącego obok mnie i pytam siebie: czy on kiedyś mi wybaczy? Czy ja sama sobie wybaczę? A może każda matka musi przejść przez własne piekło winy i zwątpienia?

Czy wy też czasem czujecie się jak najgorszy rodzic świata? Jak radzicie sobie z dziecięcą złością i odrzuceniem?