Kiedy mój mąż wybrał rodzinę swojego brata zamiast nas – prawdziwa historia o zdradzie, lojalności i samotności w małżeństwie
– Znowu tam idziesz? – zapytałam cicho, ledwo powstrzymując łzy. Stałam w kuchni, ściskając kubek z zimną już herbatą. Michał nawet nie spojrzał mi w oczy. Zakładał kurtkę, jakby się spieszył, jakby każda sekunda spędzona ze mną była stratą czasu.
– Muszę. Justyna sama sobie nie poradzi – odpowiedział, a w jego głosie nie było ani cienia wątpliwości. – Dzieci płaczą za ojcem.
– A nasze dzieci? – wyszeptałam, ale on już zamykał za sobą drzwi.
To był trzeci tydzień po pogrzebie Pawła, brata Michała. Wszyscy byliśmy rozbici, ale to, co działo się później, przerosło moje najgorsze wyobrażenia. Michał niemal zamieszkał u Justyny i ich dzieci. Wracał późno, czasem nie wracał wcale. Nasze dzieci – Ania i Kuba – coraz częściej pytały, gdzie jest tata. A ja? Ja czułam się coraz bardziej niewidzialna.
Wszystko zaczęło się od tragedii. Paweł zginął nagle w wypadku samochodowym. Był starszym bratem Michała, takim „starszym bratem idealnym” – zawsze pomagał, zawsze można było na niego liczyć. Michał był zdruzgotany. Przez pierwsze dni trzymałam go za rękę, płakałam razem z nim, tuliłam do snu. Ale potem coś się zmieniło.
Pewnego wieczoru usiadłam przy stole z teściową. Była u nas od kilku dni, pomagała przy dzieciach.
– On musi pomóc Justynie – powiedziała stanowczo. – Ona została sama z dwójką maluchów. Ty byś nie chciała pomocy?
– Ale ja też zostałam sama – odpowiedziałam szeptem. – On zapomina o własnej rodzinie.
Teściowa spojrzała na mnie z wyrzutem. – Jesteś egoistką, Karolina. To rodzina. Trzeba być razem.
Poczułam się winna. Może rzeczywiście powinnam być bardziej wyrozumiała? Ale ile można czekać na męża, który codziennie wybiera kogoś innego?
Dni mijały. Michał coraz rzadziej odbierał telefony ode mnie i dzieci. Kiedy wracał do domu, był zmęczony, rozdrażniony. Czasem nawet nie jadł kolacji z nami.
– Tato, pobawisz się ze mną? – zapytał Kuba pewnego wieczoru.
– Nie teraz, synku. Jestem zmęczony – odpowiedział Michał i zamknął się w sypialni.
Ania zaczęła mieć problemy w szkole. Nauczycielka zadzwoniła do mnie zaniepokojona jej smutkiem i wycofaniem.
– Czy coś się dzieje w domu? – zapytała delikatnie.
Zacisnęłam usta. Nie wiedziałam, co powiedzieć.
W końcu zebrałam się na odwagę i postanowiłam porozmawiać z Michałem szczerze.
– Michał, musimy pogadać – zaczęłam wieczorem, kiedy dzieci już spały.
– O czym? – burknął bez entuzjazmu.
– O nas. O tym, że cię tu nie ma. Że nasze dzieci cię potrzebują tak samo jak dzieci Pawła.
Spojrzał na mnie z wyrzutem.
– Ty nic nie rozumiesz! Oni stracili ojca! Justyna jest sama! Muszę jej pomóc!
– A my? My też cię tracimy! – krzyknęłam przez łzy. – Każdego dnia jesteś coraz dalej!
Michał milczał długo. W końcu wyszedł z domu bez słowa.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie Justyna.
– Karolina… przepraszam, że dzwonię… ale Michał zostawił u mnie portfel…
W jej głosie słyszałam zmęczenie i smutek. Wiedziałam, że ona też cierpi. Ale czy to znaczyło, że ja muszę cierpieć jeszcze bardziej?
Wieczorami siedziałam sama w salonie i patrzyłam na zdjęcia z wakacji sprzed kilku lat. Wtedy byliśmy szczęśliwi. Michał śmiał się z dziećmi, trzymał mnie za rękę…
Zaczęły się plotki w rodzinie i sąsiedztwie. Ktoś powiedział mi w sklepie:
– Twój mąż chyba znalazł sobie nową rodzinę…
Poczułam się upokorzona. Zaczęłam unikać ludzi, przestałam odbierać telefony od znajomych.
Dzieci coraz częściej płakały wieczorami. Ania przestała mówić o tacie, Kuba zaczął moczyć się w nocy.
Pewnego dnia usiadłam z nimi na dywanie i przytuliłam mocno.
– Kocham was bardzo – powiedziałam drżącym głosem. – I zawsze będę przy was.
Ale czy to wystarczy?
Michał wrócił późno tej nocy. Pachniał obcym domem i cudzymi problemami.
– Karolina… ja nie wiem już, co robić…
Spojrzałam mu prosto w oczy.
– Wybierz nas albo ich – powiedziałam cicho. – Bo ja dłużej tak nie wytrzymam.
Nie odpowiedział od razu. Wyszedł do kuchni i długo stał przy oknie.
Następnego dnia spakował torbę i powiedział tylko:
– Muszę pomóc Justynie…
Zostałam sama z dziećmi i tysiącem pytań bez odpowiedzi. Czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy powinnam była być bardziej cierpliwa? Czy on jeszcze wróci?
Czasem myślę: ile można poświęcić dla innych, zanim straci się siebie? Czy lojalność wobec rodziny to zawsze poświęcenie własnego szczęścia? Co wy byście zrobili na moim miejscu?