Mama wybrała nowe życie, a ja zostałam sama – historia o tęsknocie, żalu i nadziei na pojednanie
– Mamo, czy możesz dziś przyjść? Michałek ma gorączkę, a ja już nie wiem, co robić… – mój głos drżał, kiedy trzymałam telefon przy uchu, próbując nie rozpłakać się na oczach dzieci.
– Kochanie, dziś nie dam rady. Obiecałam Zbyszkowi, że pojedziemy na działkę. Może jutro? – odpowiedziała mama, a w jej głosie słyszałam zniecierpliwienie. Zbyszek. Nowy partner mamy. Od kiedy pojawił się w jej życiu, wszystko się zmieniło.
Odłożyłam słuchawkę i przez chwilę patrzyłam w ścianę. Michałek płakał w pokoju obok, a Zosia ciągnęła mnie za rękaw, domagając się uwagi. Czułam się jak w pułapce – sama z dwójką małych dzieci, bez wsparcia, które kiedyś wydawało mi się oczywiste.
Jeszcze dwa lata temu mama była moją najlepszą przyjaciółką. Po śmierci taty trzymałyśmy się razem. Pomagała mi przy dzieciach, gotowała rosół w niedzielę, dzwoniła codziennie. Ale potem poznała Zbyszka na wycieczce do Ciechocinka. Nagle zaczęła żyć własnym życiem: wyjazdy, spacery, kino, spotkania ze znajomymi. Zamiast ciepłych obiadów i rozmów przy kawie – krótkie SMS-y i wieczne „nie mam czasu”.
Pamiętam pierwszy raz, kiedy poczułam ukłucie zazdrości. Mama wróciła z weekendu u Zbyszka i opowiadała mi o spacerach po lesie, o tym, jak śmiali się przy ognisku. Słuchałam jej opowieści i czułam, jak narasta we mnie żal. Dlaczego ona może być szczęśliwa, a ja muszę walczyć sama?
Zaczęłam zamykać się w sobie. Przestałam dzwonić do mamy tak często. Kiedy pytała, czy wszystko w porządku, odpowiadałam zdawkowo. W środku jednak krzyczałam: „Dlaczego mnie zostawiłaś?!”
Mój mąż, Tomek, pracował po dwanaście godzin dziennie. Wracał zmęczony i nie miał siły na rozmowy o moich lękach czy samotności. Wieczorami siadałam w kuchni z kubkiem zimnej herbaty i patrzyłam na zdjęcia z czasów, gdy mama była zawsze obok.
Pewnego dnia Zosia zapytała: – Mamo, dlaczego babcia już nas nie odwiedza?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przecież nie powiem czteroletniej dziewczynce, że babcia ma teraz „nowe życie”. Uśmiechnęłam się więc blado i powiedziałam: – Babcia jest bardzo zajęta.
Ale prawda była taka, że czułam się zdradzona. Jakby mama wybrała kogoś innego zamiast mnie i moich dzieci.
W końcu zebrałam się na odwagę i postanowiłam porozmawiać z mamą szczerze. Zaprosiłam ją na kawę.
– Mamo… – zaczęłam niepewnie. – Czuję się ostatnio bardzo samotna. Brakuje mi ciebie.
Mama spojrzała na mnie zaskoczona.
– Joasiu, przecież jestem! Tylko… teraz też chcę trochę pożyć dla siebie. Przez tyle lat wszystko było dla was…
– Wiem – przerwałam jej cicho. – Ale ja naprawdę potrzebuję twojej pomocy. Czasem mam wrażenie, że już ci nie zależy.
Mama westchnęła ciężko.
– To nie tak… Po prostu pierwszy raz od dawna czuję się szczęśliwa. Chcę korzystać z życia póki mogę.
Wtedy poczułam mieszankę żalu i zrozumienia. Przecież ona też ma prawo do szczęścia. Ale dlaczego to musi oznaczać moją samotność?
Przez kolejne tygodnie próbowałyśmy znaleźć kompromis. Mama wpadała raz na jakiś czas, ale już nie była tą samą osobą co dawniej. Często myślami była gdzie indziej – przy Zbyszku, przy swoich nowych planach.
Zaczęłam szukać wsparcia gdzie indziej: u sąsiadki Ewy, która czasem zabierała Zosię na plac zabaw; w grupie mam na Facebooku; nawet u teściowej, choć nasze relacje zawsze były chłodne.
Ale to nie było to samo. Brakowało mi tej bezwarunkowej bliskości z mamą.
Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie Ewa:
– Asia, słyszałam od Zosi, że płakałaś dziś rano. Wszystko w porządku?
I wtedy pękłam. Opowiedziałam jej wszystko: o mamie, o samotności, o tym jak bardzo boję się być niewystarczająco dobrą matką.
Ewa przytuliła mnie mocno.
– Każda z nas czasem czuje się samotna – powiedziała cicho. – Ale masz prawo prosić o pomoc. I masz prawo być zła na mamę.
Te słowa były jak balsam na moje serce.
Zaczęłam powoli godzić się z myślą, że mama już nie wróci do dawnej roli. Że muszę nauczyć się być silna sama dla siebie i dla dzieci.
Ale czasem wieczorami nadal patrzę na zdjęcie mamy z czasów mojego dzieciństwa i pytam siebie: czy kiedyś jeszcze będziemy sobie tak bliskie jak dawniej? Czy potrafię jej wybaczyć to poczucie opuszczenia?
Może każda matka i córka muszą przejść przez taki kryzys? Może to właśnie jest dorosłość – nauczyć się żyć bez tych, którzy byli dla nas wszystkim?
A wy? Czy też czuliście kiedyś żal do swoich rodziców? Jak poradziliście sobie z poczuciem opuszczenia?