Zdradzona przez własną matkę: Jak moja mama ukradła mi spadek po ojcu

— Nie rozumiem, mamo, dlaczego nie mogę zobaczyć testamentu taty! — krzyknęłam, czując jak łzy napływają mi do oczu. Stałyśmy naprzeciw siebie w kuchni, tej samej, w której jeszcze niedawno tata parzył mi herbatę i opowiadał o swoim dzieciństwie w Bieszczadach. Teraz czułam się jak intruz we własnym domu.

Mama odwróciła wzrok. — To nie jest czas na takie rozmowy, Martyna. Musisz mi zaufać.

Ale ja już jej nie ufałam. Wszystko zaczęło się miesiąc temu, kiedy tata nagle zmarł na zawał. Byłam wtedy na studiach w Krakowie, wróciłam do rodzinnego Rzeszowa na pogrzeb. Wydawało mi się, że najgorsze już za mną — strata ukochanego ojca, który był moim przyjacielem i powiernikiem. Nie wiedziałam jeszcze, że prawdziwy dramat dopiero się zacznie.

Po pogrzebie mama zamknęła się w sobie. Przestała odbierać telefony od rodziny, unikała sąsiadów, a mnie traktowała jak powietrze. Próbowałam z nią rozmawiać, ale zawsze zbywała mnie krótkimi odpowiedziami. W końcu postanowiłam dowiedzieć się, co dzieje się ze spadkiem po tacie. Wiedziałam, że tata miał oszczędności, działkę pod miastem i mieszkanie po babci. Zawsze powtarzał, że wszystko zapisze mnie i mojemu młodszemu bratu, Kubie.

Pewnego wieczoru podsłuchałam rozmowę mamy przez telefon:

— Nie martw się, wszystko załatwiłam u notariusza. Martyna niczego się nie dowie. Kuba jest jeszcze za młody, żeby cokolwiek rozumieć…

Serce mi zamarło. O czym ona mówiła? Dlaczego miałabym niczego się nie dowiedzieć? Następnego dnia postanowiłam działać. Pojechałam do kancelarii notarialnej, gdzie tata sporządzał testament. Tam dowiedziałam się, że mama pojawiła się kilka dni po śmierci taty i przedstawiła nowy dokument — rzekomo podpisany przez tatę na miesiąc przed śmiercią. W testamencie wszystko zostawiał jej.

— To niemożliwe! — wykrzyknęłam do notariusza. — Tata nigdy by tak nie zrobił!

Notariusz wzruszył ramionami. — Dokument wygląda na autentyczny.

Wróciłam do domu roztrzęsiona. Zastałam mamę w salonie, oglądała telewizję jak gdyby nigdy nic.

— Jak mogłaś?! — wybuchłam. — Ukradłaś mi spadek po tacie! Przecież on obiecał…

Mama spojrzała na mnie chłodno. — Nie masz pojęcia, ile kosztowało mnie utrzymanie tego domu przez te wszystkie lata. Twój ojciec był dobrym człowiekiem, ale nie zawsze odpowiedzialnym. Musiałam zadbać o siebie i Kubę.

— Ale to nie powód, żeby mnie okłamywać! — krzyczałam przez łzy.

Wtedy mama po raz pierwszy od śmierci taty naprawdę na mnie spojrzała. W jej oczach zobaczyłam coś dziwnego — może żal, może strach?

— Martyna… Ty nic nie rozumiesz. Gdybyś wiedziała wszystko o swoim ojcu…

— Co mam wiedzieć?! — przerwałam jej.

Mama zamilkła. Przez chwilę myślałam, że powie mi prawdę, ale tylko westchnęła i wyszła z pokoju.

Przez kolejne tygodnie żyliśmy jak obcy ludzie pod jednym dachem. Kuba był zagubiony i przestraszony, nie rozumiał co się dzieje. Ja próbowałam znaleźć dowody na to, że testament jest fałszywy. Przeszukiwałam stare dokumenty taty, rozmawiałam z jego przyjaciółmi i kolegami z pracy. Wszyscy byli zaskoczeni zmianą testamentu.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie ciotka Basia, siostra taty:

— Martynko, musisz wiedzieć jedno: twój tata bardzo cię kochał i nigdy by cię nie skrzywdził. Twoja mama… ona zawsze była zazdrosna o waszą relację.

Zaczęłam łączyć fakty. Mama od lat czuła się odsunięta na boczny tor przez moją bliskość z tatą. Może dlatego postanowiła odebrać mi wszystko po jego śmierci? Ale czy to usprawiedliwia zdradę?

W końcu zdecydowałam się na konfrontację.

— Mamo, wiem o wszystkim — powiedziałam pewnego wieczoru. — Wiem też, że podrobiłaś testament.

Mama pobladła.

— Nie masz dowodów — wyszeptała.

— Może jeszcze nie mam, ale znajdę je. I wtedy odpowiesz za to przed sądem.

Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu. Widziałam w jej oczach panikę i rozpacz.

— Martyna… ja tylko chciałam mieć pewność, że nie zostanę sama…

— Ale zostałaś sama — odpowiedziałam cicho i wyszłam z domu.

Od tamtej pory mieszkam u ciotki Basi. Sprawa trafiła do sądu. Mama próbowała wszystkiego — płaczu, szantażu emocjonalnego, nawet grożenia mi wydziedziczeniem Kuby. Ale ja już nie byłam tą naiwną dziewczyną sprzed kilku miesięcy.

Dziś wiem jedno: czasem największą zdradę przeżywamy ze strony tych, których kochamy najbardziej. Czy można wybaczyć matce coś takiego? Czy kiedykolwiek będziemy jeszcze rodziną?

Może ktoś z was przeżył podobną historię? Jak poradzić sobie z bólem po zdradzie najbliższych?