Zdrada w kawiarni naprzeciwko – historia, która rozdarła moje życie na pół

– Dlaczego wychodzisz tak wcześnie? – zapytałam go jeszcze wczoraj, patrząc jak nerwowo szuka kluczy w przedpokoju.
– Nowy projekt, Aniu. Muszę być wcześniej, zanim wszyscy się zlecą i zacznie się harmider – odpowiedział, nie patrząc mi w oczy. Uśmiechnął się, ale ten uśmiech był inny niż kiedyś. Pusty. Jakby nie był już dla mnie.

Od kilku tygodni czułam, że coś się zmieniło. Najpierw wychodził o kwadrans wcześniej, potem o pół godziny. W końcu wstawał jeszcze przed budzikiem, cicho zamykał drzwi i znikał w szarości poranka. Zawsze mówił, że to przez pracę. A ja? Wierzyłam mu. Przecież to mój mąż, Michał. Zawsze był odpowiedzialny, troskliwy, nigdy nie dał mi powodu do niepokoju.

Tego ranka musiałam wyjść wcześniej – badania krwi, autobus uciekł mi sprzed nosa. Zdecydowałam się pójść pieszo na przystanek przy rynku. Było jeszcze ciemno, powietrze pachniało wilgocią i kawą z pobliskiej kawiarni „Pod Lipą”. Przechodząc obok, kątem oka zobaczyłam znajomą sylwetkę. Michał. Siedział przy stoliku pod oknem. Naprzeciwko niego kobieta – młoda, z rudymi włosami spiętymi w kok. Śmiała się cicho i… głaskała go po dłoni.

Zatrzymałam się jak sparaliżowana. Serce waliło mi w piersi tak głośno, że bałam się, iż ktoś to usłyszy. Michał nachylił się do niej i powiedział coś, czego nie mogłam usłyszeć przez szybę. Ona uśmiechnęła się szeroko i dotknęła jego policzka. Wszystko we mnie krzyczało: „To nieprawda! To nie on!” Ale przecież znałam każdy jego gest, każdy ruch ramienia.

Stałam tam kilka minut, nie mogąc oderwać wzroku od tej sceny. W końcu ruszyłam dalej, nogi miałam jak z waty. W przychodni pielęgniarka musiała mnie dwa razy poprosić, żebym usiadła do pobrania krwi.

Cały dzień chodziłam jak we śnie. W pracy popełniałam błędy, szefowa patrzyła na mnie z niepokojem. W domu Michał był jak zwykle uprzejmy, zapytał nawet, jak poszły badania.
– Wszystko dobrze – skłamałam.

Wieczorem długo siedziałam w łazience. Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze i próbowałam znaleźć odpowiedź: co zrobiłam źle? Czy przestałam być dla niego atrakcyjna? Może za bardzo zajęłam się dziećmi? Przecież ostatnio ciągle tylko praca, dom, zakupy…

Następnego dnia znów wyszedł wcześnie. Tym razem postanowiłam go śledzić. Czułam się jak bohaterka taniego serialu, ale musiałam wiedzieć prawdę. Szłam za nim w bezpiecznej odległości. Wszedł do tej samej kawiarni. Ona już tam była – czekała na niego z dwoma kawami i croissantem.

Usiadł naprzeciwko niej i… pocałował ją w dłoń. Poczułam mdłości.

Nie wiem, jak wróciłam do domu. Dzieci były już w szkole, a ja siedziałam na kanapie i płakałam. Po raz pierwszy od lat poczułam się zupełnie sama.

Wieczorem Michał wrócił później niż zwykle.
– Coś się stało? – zapytał.
– Tak – odpowiedziałam cicho. – Musimy porozmawiać.

Usiedliśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole. Drżały mi ręce.
– Widziałam cię dziś rano w kawiarni – powiedziałam bez ogródek.
Zbladł.
– Aniu… To nie tak jak myślisz…
– A jak? – przerwałam mu ostro. – Kim ona jest?
Zamilkł na chwilę.
– To koleżanka z pracy…
– Koleżanka? Michał, widziałam jak ją dotykasz! Jak ją całujesz!

Zaczął tłumaczyć się pokrętnie: że to tylko przyjaźń, że ona przechodzi trudny okres i potrzebuje wsparcia… Ale przecież widziałam ich razem dwa dni z rzędu! Sposób, w jaki na siebie patrzyli…

Wybiegłam z kuchni i zamknęłam się w sypialni. Michał próbował wejść za mną, ale przekręciłam klucz.
– Aniu! Proszę cię! To nic nie znaczy!
Nie odpowiedziałam.

Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Dzieci coś wyczuwały – młodsza córka zapytała nawet:
– Mamo, dlaczego tata jest taki smutny?
Nie umiałam jej odpowiedzieć.

W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do mojej siostry Magdy.
– Anka… Musisz z nim porozmawiać szczerze – powiedziała stanowczo. – Albo wybaczysz i spróbujecie to naprawić, albo odejdź póki masz siłę.

Ale jak wybaczyć zdradę? Jak zaufać komuś, kto złamał ci serce?

Któregoś wieczoru Michał przyszedł do mnie sam:
– Aniu… Popełniłem błąd. Nie wiem dlaczego to zrobiłem… Może czułem się niedoceniony? Może chciałem poczuć się znowu młody? Ale kocham cię i chcę być z tobą…
Patrzyłam na niego długo. Widziałam łzy w jego oczach – pierwszy raz od lat płakał przy mnie.

Nie wiem jeszcze co zrobię. Może powinnam walczyć o naszą rodzinę? A może lepiej odejść i zacząć wszystko od nowa?

Czy można odbudować zaufanie po zdradzie? Czy warto próbować dla dzieci? A może czasami lepiej pozwolić odejść temu, co już dawno umarło? Co byście zrobili na moim miejscu?