W cieniu ojca: Czy można wybaczyć komuś, kto nigdy nie przeprosił?

– Marta, musisz to zrobić. Jesteś jego jedyną szansą – głos mamy drżał, jakby każde słowo ważyło tonę. Stałam przy oknie w kuchni, patrząc na szarą ulicę, gdzie dzieciaki grały w piłkę, jakby świat nie miał żadnych problemów. W środku czułam się jakby ktoś rozrywał mnie na pół.

Ojciec leżał w szpitalu na Banacha. Lekarze powiedzieli jasno: bez przeszczepu nerki nie przeżyje kolejnych miesięcy. A ja byłam jedyną zgodną dawczynią. Tylko że przez całe życie byłam dla niego nikim więcej niż rozczarowaniem.

Pamiętam, jak miałam dziesięć lat i wróciłam do domu z czwórką z matematyki. Ojciec nawet nie spojrzał na zeszyt. – Czwórka? To nie jest powód do dumy. Zawsze możesz lepiej – rzucił przez zaciśnięte zęby. Potem długo siedziałam w swoim pokoju, próbując zrozumieć, dlaczego nigdy nie jestem wystarczająca.

Teraz miałam trzydzieści dwa lata i pierwszy raz w życiu czułam, że mam wybór. Ale czy naprawdę miałam?

– Mamo, a co jeśli nie chcę? – zapytałam cicho.

Mama spojrzała na mnie z bólem. – On cię potrzebuje, Marto. Jesteś jego córką.

– Ale czy on kiedykolwiek był moim ojcem? – odpowiedziałam ostrzej, niż zamierzałam.

W domu panowała cisza. Brat, Tomek, wyjechał do Anglii zaraz po maturze i od lat nie utrzymywał kontaktu z ojcem. Zawsze powtarzał: „Nie pozwól mu sobą rządzić”. Ale ja zostałam. Z poczucia obowiązku? Z lęku? Sama już nie wiem.

Przez kolejne dni chodziłam do szpitala jak automat. Ojciec był słaby, ale jego spojrzenie wciąż miało ten sam chłód.

– Przyszłaś w końcu – powiedział bez cienia wdzięczności.

– Tak, przyszłam – odpowiedziałam, siadając na krześle obok łóżka.

– Lekarze mówią, że możesz mi pomóc. Zrobisz to? – zapytał bez ogródek.

Zacisnęłam dłonie na kolanach. – Nie wiem.

Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. – Jesteś moją córką. To twój obowiązek.

Wyszłam z sali, zanim zdążyłam się rozpłakać. W głowie dudniło mi jedno pytanie: gdzie kończy się obowiązek dziecka wobec rodzica?

Wieczorem zadzwoniła do mnie ciocia Basia, siostra mamy. – Martuś, wiem, że ci ciężko. Ale pamiętaj, to twoje życie. Nikt nie ma prawa cię zmuszać.

– Ale jeśli odmówię, wszyscy będą mnie nienawidzić – wyszeptałam.

– A jeśli się zgodzisz, czy będziesz mogła spojrzeć sobie w oczy? – zapytała spokojnie.

Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, wspominając dzieciństwo: krzyki ojca, jego wieczne niezadowolenie, to jak nigdy nie przytulił mnie ani razu po maturze, kiedy dostałam się na studia. Zawsze mówił tylko: „To twój obowiązek”.

Następnego dnia poszłam do szpitala z decyzją. Ojciec spał. Usiadłam obok i patrzyłam na jego wychudzoną twarz. Po raz pierwszy zobaczyłam w nim człowieka, a nie potwora z dzieciństwa.

Kiedy się obudził, spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.

– Zdecydowałaś się? – zapytał cicho.

– Tak – odpowiedziałam drżącym głosem. – Oddam ci nerkę. Ale chcę coś usłyszeć…

Spojrzał na mnie pytająco.

– Chcę usłyszeć jedno słowo: „przepraszam”. Za wszystko.

Przez chwilę myślałam, że się zgodzi. Ale on tylko odwrócił wzrok.

– Nie mam za co przepraszać. Robiłem to dla twojego dobra.

Wstałam powoli i poczułam, jak coś we mnie pęka.

– W takim razie nie mogę ci pomóc – powiedziałam cicho i wyszłam z sali.

Mama płakała przez telefon, błagała mnie o zmianę decyzji. Rodzina podzieliła się na dwa obozy: jedni mówili, że jestem egoistką, inni – że wreszcie postawiłam granicę.

Ojciec zmarł trzy miesiące później. Nie pożegnałyśmy się już nigdy więcej.

Często wracam myślami do tamtych dni. Czy mogłam postąpić inaczej? Czy wybaczenie komuś, kto nigdy nie przeprosił, jest możliwe?

Może czasem trzeba wybrać siebie – nawet jeśli oznacza to samotność i niezrozumienie ze strony najbliższych.

Czy naprawdę jesteśmy winni rodzicom wszystko tylko dlatego, że nas wychowali? Gdzie kończy się obowiązek dziecka, a zaczyna prawo do własnego życia?