„To już koniec?” – Historia polskiej kobiety na krawędzi rozwodu

– To już koniec, Aniu. Nie chcę dalej tak żyć.

Słowa Piotra rozbrzmiewały mi w głowie jak echo, choć minęły już trzy dni od tamtego wieczoru. Stał w progu kuchni, z torbą w ręku, a ja patrzyłam na niego, nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nasza córka, Zosia, spała w swoim pokoju, nieświadoma, że jej świat właśnie się rozpada.

– Piotr, co ty mówisz? – wyszeptałam, czując jak łzy napływają mi do oczu.

– Przepraszam. Po prostu… już nie mogę – odpowiedział cicho, unikając mojego wzroku.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam wszystkiego. Nie wiedziałam o tej drugiej kobiecie, o sekretach i kłamstwach, które przez miesiące narastały między nami jak gruba warstwa kurzu na starych fotografiach. Przez całą noc siedziałam przy kuchennym stole, wpatrując się w pustą filiżankę po herbacie. W głowie dudniły mi słowa mojej mamy: „Nigdy nie pozwól, żeby ktoś inny decydował o twoim szczęściu”.

Następnego dnia zadzwoniłam do niej. Wiedziałam, że będzie zła na Piotra, ale nie spodziewałam się takiej reakcji.

– Mówiłam ci, Aniu! On zawsze był za bardzo zapatrzony w siebie! – krzyczała przez telefon. – Ale ty jesteś silna. Dasz sobie radę.

Nie czułam się silna. Czułam się jak dziecko we mgle. W pracy ledwo mogłam się skupić. Koleżanki z biura patrzyły na mnie ukradkiem, szeptały coś między sobą. W małym mieście plotki rozchodzą się szybciej niż zapach świeżo pieczonego chleba z piekarni na rynku.

Wieczorem Piotr przyszedł po swoje rzeczy. Zosia siedziała przy stole i rysowała kotka. Spojrzała na ojca z pytaniem w oczach.

– Tato, zostaniesz dzisiaj na kolacji?

Piotr zamarł. Przez chwilę widziałam w jego oczach żal. Uklęknął przy Zosi.

– Kochanie, muszę dzisiaj wyjść. Ale zobaczymy się niedługo.

Zosia przytuliła go mocno. Ja stałam z boku, czując jak serce rozpada mi się na kawałki.

Po jego wyjściu zadzwoniła do mnie teściowa.

– Aniu, co się dzieje? Piotr mówił coś o rozwodzie…

– Tak, mamo Krysiu. Chce odejść.

– Ale dlaczego? Coś zrobiłaś?

Poczułam ukłucie złości. Zawsze to ja byłam winna w oczach teściowej. Odetchnęłam głęboko.

– Nie wiem, mamo Krysiu. Może powinna pani zapytać swojego syna.

Rozłączyłam się i poczułam ulgę. Po raz pierwszy od dawna postawiłam granicę.

Kilka dni później dowiedziałam się prawdy od wspólnej znajomej. Piotr miał romans z koleżanką z pracy – Magdą. Znałam ją pobieżnie: zawsze uśmiechnięta, zadbana, pewna siebie. Poczułam się jakby ktoś uderzył mnie w twarz.

Przez kolejne tygodnie żyłam jak automat. Rano szykowałam Zosię do przedszkola, potem praca, zakupy, domowe obowiązki. Wieczorami płakałam w poduszkę, żeby Zosia nie słyszała. Czasem zadawałam sobie pytanie: „Co zrobiłam źle?”

Pewnego dnia spotkałam Magdę na rynku. Uśmiechnęła się do mnie sztucznie.

– Cześć Aniu…

Przeszłam obok niej bez słowa. W środku kipiałam ze złości i żalu.

Mama przyjechała do mnie na weekend.

– Musisz zacząć żyć dla siebie – powiedziała stanowczo. – Piotr nie jest wart twoich łez.

– Ale jak mam żyć? Wszystko było dla mnie rodziną…

Mama objęła mnie ramieniem.

– Jesteś młoda, masz Zosię i siebie. To wystarczy na początek.

Zaczęłam chodzić na spacery po lesie za miastem. Tam mogłam krzyczeć, płakać i oddychać pełną piersią bez strachu przed oceną innych. Powoli zaczynałam dostrzegać drobiazgi: śpiew ptaków, zapach ziemi po deszczu, uśmiech Zosi gdy wracała z przedszkola.

Któregoś dnia Zosia zapytała:

– Mamusiu, czy tata już nas nie kocha?

Zatkało mnie. Uklęknęłam przy niej i spojrzałam jej w oczy.

– Tata cię bardzo kocha, kochanie. Po prostu czasem dorośli się kłócą i muszą mieszkać osobno.

Przytuliła mnie mocno i wtedy poczułam pierwszy raz od miesięcy coś na kształt spokoju.

Z czasem zaczęłam spotykać się z przyjaciółkami – Ewą i Martą. Rozmawiałyśmy godzinami o wszystkim i o niczym. One też miały swoje problemy: Ewa walczyła z chorobą syna, Marta była po rozwodzie i wiedziała, co przeżywam.

– Najgorsze minie – powiedziała Marta pewnego wieczoru przy winie. – Potem zaczniesz oddychać pełną piersią.

Miała rację. Z każdym tygodniem czułam się silniejsza. Przestałam śledzić Piotra na Facebooku, przestałam analizować każdą rozmowę z Magdą w głowie. Skupiłam się na sobie i Zosi.

Po kilku miesiącach Piotr zadzwonił:

– Aniu… Przepraszam za wszystko. Chciałem tylko powiedzieć… Dziękuję ci za wszystko co zrobiłaś dla mnie i dla Zosi.

Nie odpowiedziałam od razu. Po raz pierwszy poczułam ulgę zamiast bólu.

Dziś wiem jedno: nie jestem już tą samą osobą co kiedyś. Przeszłam przez piekło zdrady i rozstania, ale odnalazłam siebie na nowo. Zosia jest moją siłą i powodem do uśmiechu każdego dnia.

Czasem zastanawiam się: czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy lepiej nauczyć się żyć bez tych, którzy nas skrzywdzili? A może najważniejsze to nauczyć się kochać siebie – nawet jeśli wszystko inne runie?