Szokująca prawda: Jak moja szwagierka udawała ciążę, by nie pracować i zostać w naszym domu
– Marzena, musisz mi pomóc! – głos Agaty drżał, a jej oczy były pełne łez. Stała w progu naszej kuchni, trzymając się za brzuch. Był wczesny poranek, a ja właśnie nalewałam sobie kawę, próbując zebrać myśli przed kolejnym dniem pracy w urzędzie.
– Co się stało? – zapytałam zaniepokojona, odstawiając kubek na blat.
– Źle się czuję… chyba to przez ciążę – wyszeptała, spuszczając wzrok.
Zamarłam. O ciąży Agaty dowiedzieliśmy się kilka dni wcześniej. Ona i mój brat, Tomek, mieszkali z nami od kilku miesięcy, odkąd stracili mieszkanie po pożarze. Było ciasno, ale przecież rodzina jest najważniejsza. Gdy Agata ogłosiła, że spodziewają się dziecka, wszyscy byliśmy szczęśliwi. Nawet jeśli oznaczało to jeszcze większy ścisk i więcej obowiązków.
Z czasem jednak zaczęłam zauważać coś dziwnego. Agata coraz częściej narzekała na złe samopoczucie, przestała wychodzić z domu, a jej wizyty u lekarza zawsze kończyły się wymówkami. – Lekarz miał awarię systemu, nie przyjął mnie – tłumaczyła raz. Innym razem: – Zgubiłam skierowanie, muszę poczekać na nowe.
Tomek był ślepo zakochany i nie widział niczego podejrzanego. Ja jednak zaczęłam mieć wątpliwości. Pewnego wieczoru usłyszałam ich rozmowę przez uchylone drzwi:
– Agata, kiedy w końcu pójdziesz do pracy? – spytał cicho Tomek.
– Przecież wiesz, że nie mogę! Jestem w ciąży! – odpowiedziała ostro.
– Ale lekarz mówił, że możesz pracować…
– Co ty wiesz o ciąży?!
Te słowa nie dawały mi spokoju. Zaczęłam obserwować Agatę uważniej. Jej brzuch nie rósł, a ona sama unikała kontaktu z rodziną. Pewnego dnia postanowiłam działać. Zaproponowałam, że pójdę z nią na kolejną wizytę kontrolną.
– Nie trzeba, dam sobie radę – powiedziała nerwowo.
– Ale chcę być przy tobie. To ważne dla nas wszystkich – nalegałam.
Agata nie miała wyjścia. W dniu wizyty ubrała się wyjątkowo starannie i wyszłyśmy razem z domu. Po drodze była milcząca i spięta. Gdy dotarłyśmy do przychodni, poprosiła mnie, żebym poczekała na korytarzu. Czekałam ponad godzinę. W końcu wyszła z gabinetu, blada jak ściana.
– Wszystko w porządku? – zapytałam.
– Tak… tylko muszę więcej odpoczywać – wymamrotała.
Tego wieczoru zadzwoniłam do przychodni pod pretekstem umówienia własnej wizyty. Przy okazji zapytałam o Agatę. Pani w rejestracji powiedziała mi coś, co zmroziło mi krew w żyłach:
– Pani Agata nie jest u nas pacjentką od ponad roku.
Nie spałam całą noc. Rano postanowiłam porozmawiać z Tomkiem.
– Tomek, musimy pogadać – zaczęłam ostrożnie.
– O co chodzi?
– Czy Agata naprawdę jest w ciąży?
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
– Oczywiście! Dlaczego pytasz?
Opowiedziałam mu o moich podejrzeniach i rozmowie z przychodnią. Tomek pobladł.
– To niemożliwe…
Wieczorem doszło do konfrontacji. Siedzieliśmy wszyscy przy stole: ja, mój mąż Piotr, Tomek i Agata. Atmosfera była gęsta jak mgła nad Wisłą.
– Agata, powiedz prawdę – zaczął Piotr spokojnie. – Czy naprawdę jesteś w ciąży?
Agata spuściła głowę i zaczęła płakać.
– Przepraszam… Ja… Ja nie wiedziałam już co robić… Straciłam pracę, nie miałam gdzie pójść… Bałam się…
Tomek był w szoku. Ja czułam gniew i żal jednocześnie.
– Dlaczego nam to zrobiłaś? – zapytałam drżącym głosem.
– Bo tylko tu czułam się bezpieczna… Nie chciałam wracać do matki… Ona zawsze mówiła, że jestem nikim…
Wtedy zrozumiałam, jak bardzo Agata była zagubiona i samotna. Ale czy to usprawiedliwiało jej kłamstwo? Czy można wybaczyć taką zdradę?
Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta. Tomek nie odzywał się do Agaty. Ja próbowałam zająć się codziennością, ale wszystko przypominało mi o tym, co się wydarzyło. Nawet zwykłe śniadanie było pełne niezręcznego milczenia.
W końcu podjęliśmy decyzję: Agata musi znaleźć pracę i wyprowadzić się do końca miesiąca. Pomogliśmy jej napisać CV i szukać ogłoszeń. Tomek postanowił zostać z nią – mimo wszystko ją kochał.
Dziś minął już rok od tamtych wydarzeń. Nasze relacje są poprawne, choć nigdy już nie będą takie same jak kiedyś. Często zastanawiam się nad granicami zaufania i tym, jak łatwo można je przekroczyć nawet wśród najbliższych.
Czy można odbudować zaufanie po takim kłamstwie? Czy rodzina powinna wybaczać wszystko? A może są granice, których nie wolno przekraczać – nawet dla tych, których kochamy?