Po 30 latach mąż zostawił mnie dla młodszej. Ale to słowa moich synów złamały mi serce…
– Mamo, przestań już płakać. Tata miał rację – usłyszałam głos starszego syna, Michała, który stał w drzwiach kuchni z rękami skrzyżowanymi na piersi. Jego twarz była zamknięta, obca, jakby nie należała do chłopca, którego tuliłam do snu przez tyle lat.
Zamarłam z dłonią zaciśniętą na kubku herbaty. Woda już dawno wystygła. W powietrzu unosił się zapach niedopitego naparu i… czegoś jeszcze. Czegoś, co pachniało końcem.
Tamten wieczór zaczął się zwyczajnie. O 18:00 wróciłam z pracy, jak zawsze zmęczona, ale szczęśliwa, że w domu czeka na mnie rodzina. W kuchni krzątałam się przy kolacji, kroiłam ogórki do sałatki, kiedy usłyszałam trzask drzwi wejściowych. Myślałam, że to Paweł – mój mąż – wraca z pracy. Ale on nie wszedł do kuchni. Zamiast tego usłyszałam jego głos w przedpokoju:
– Chłopaki, chodźcie na chwilę.
Nie zwróciłam na to uwagi. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że coś jest nie tak. Zbyt długo trwała ta rozmowa szeptem. Zbyt długo nie słyszałam ich śmiechu.
Weszłam do salonu i zobaczyłam Pawła stojącego z walizką w ręku. Obok niego stali nasi synowie – Michał i Tomek. Wszyscy trzej patrzyli na mnie tak, jakby już mnie nie było.
– Co się dzieje? – zapytałam cicho.
Paweł spojrzał na mnie chłodno. – Odchodzę, Aniu. To koniec. Zakochałem się w kimś innym.
Zamarłam. Przez chwilę miałam wrażenie, że śnię. Że zaraz się obudzę i wszystko wróci do normy. Ale to nie był sen.
– Jak to…? Po trzydziestu latach? – głos mi się załamał.
Paweł wzruszył ramionami. – Przepraszam. Tak wyszło.
Nie pamiętam, co powiedziałam potem. Chyba nic. Stałam tylko i patrzyłam, jak mój świat rozpada się na kawałki.
Najgorsze przyszło później. Kiedy Paweł wyszedł, a ja zostałam sama z synami. Myślałam, że przyjdą do mnie, przytulą mnie, powiedzą coś ciepłego. Ale oni tylko siedzieli na kanapie i patrzyli w telewizor.
– Michał… Tomek… – zaczęłam nieśmiało. – Może porozmawiamy?
Michał spojrzał na mnie z irytacją. – Mamo, daj spokój. Tata miał rację. Od dawna nie byliście szczęśliwi.
Tomek dodał cicho: – Lepiej, że odszedł teraz niż później.
Poczułam, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi i rzucił na podłogę. Przecież to ja ich wychowałam! To ja siedziałam przy nich nocami, kiedy mieli gorączkę, to ja rezygnowałam z własnych marzeń dla ich dobra…
– Myślicie, że to takie proste? – zapytałam drżącym głosem.
Michał wzruszył ramionami. – Może gdybyś była inna…
Nie dokończył zdania. Ale ja już wiedziałam, co chciał powiedzieć.
Przez kolejne dni chodziłam po domu jak cień samej siebie. Próbowałam rozmawiać z synami, ale oni unikali mnie wzrokiem. Siedzieli zamknięci w swoich pokojach albo wychodzili z domu bez słowa.
W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku. Koleżanki pytały:
– Aniu, co się dzieje? Wyglądasz na zmęczoną.
Uśmiechałam się sztucznie i mówiłam: – Nic takiego.
Ale w środku krzyczałam z bólu.
Wieczorami siadałam przy stole i patrzyłam na zdjęcia rodzinne rozstawione na półkach. Na jednym z nich Paweł trzyma mnie za rękę, a chłopcy śmieją się do obiektywu. Kiedy to wszystko się skończyło? Kiedy przestaliśmy być rodziną?
Pewnego dnia zebrałam się na odwagę i poszłam do Tomka do pokoju.
– Synku… Porozmawiasz ze mną?
Spojrzał na mnie niechętnie znad telefonu.
– O czym?
– O nas… O tym wszystkim…
Westchnął ciężko.
– Mamo, nie rozumiesz? Tata był nieszczęśliwy przez ciebie! Ciągle narzekałaś, byłaś wiecznie niezadowolona…
Zatkało mnie.
– Myślisz, że to łatwo być matką? Żoną? Pracować, gotować, sprzątać i jeszcze udawać szczęśliwą?
Tomek wzruszył ramionami.
– Może trzeba było spróbować bardziej…
Wyszłam z jego pokoju i zamknęłam się w łazience. Płakałam długo i cicho, żeby nikt nie słyszał.
Zaczęły się plotki wśród sąsiadów. Pani Grażyna z naprzeciwka zagadywała mnie na klatce schodowej:
– Aniu, słyszałam… Jak ty sobie radzisz?
Nie radziłam sobie wcale.
Najgorsze były weekendy. Dom był pusty i cichy jak nigdy wcześniej. Synowie coraz częściej wychodzili do ojca i jego nowej partnerki – Magdy. Młodej, uśmiechniętej blondynki, która miała być teraz ich „nową mamą”.
Pewnego dnia Michał wrócił od ojca i rzucił niedbale:
– Magda robi najlepsze naleśniki na świecie! Powinnaś spróbować jej przepisu.
Poczułam ukłucie zazdrości i żalu.
– To dobrze, że wam smakuje – odpowiedziałam chłodno.
W nocy nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok i myślałam o tym wszystkim, co straciłam. O tym, jak łatwo można zostać wymazanym z życia własnej rodziny.
Zaczęły się kłótnie o pieniądze. Paweł przestał płacić alimenty na Tomka (był jeszcze studentem), tłumacząc się trudną sytuacją finansową po przeprowadzce do Magdy. Musiałam pójść do sądu.
W sądzie Paweł patrzył na mnie jak na obcą osobę.
– Przesadzasz – powiedział mi po rozprawie na korytarzu. – Chcesz tylko zrobić mi na złość.
Chciałam krzyczeć: „To ty zrobiłeś mi krzywdę! To ty zostawiłeś nas dla młodszej kobiety!” Ale nie powiedziałam nic.
Po powrocie do domu znalazłam Tomka pakującego swoje rzeczy do torby sportowej.
– Wyprowadzam się do taty – rzucił bez emocji.
– Dlaczego? – zapytałam cicho.
– Bo tam jest normalniej…
Usiadłam na łóżku i poczułam się kompletnie pusta w środku.
Minęły tygodnie. Michał też coraz rzadziej bywał w domu. Zostałam sama w czterech ścianach pełnych wspomnień i żalu.
Czasem zastanawiam się: gdzie popełniłam błąd? Czy naprawdę byłam taka zła? Czy można jeszcze zaufać najbliższym po tym wszystkim?
Może ktoś z was zna odpowiedź? Może ktoś też przeżył podobny dramat? Czy naprawdę można odbudować siebie po takim upadku?