Nieplanowana wizyta o dziesiątej rano: Co odkryłam za zamkniętymi drzwiami mojego syna?
— Michał, otwórz drzwi! — wołałam, stukając coraz mocniej. Była dziesiąta rano, a ja stałam pod drzwiami mieszkania mojego syna z torbą pełną świeżych bułek i domowego sernika. Zawsze mówił, że tęskni za moim sernikiem. Nie planowałam tej wizyty, ale coś mnie tknęło. Może matczyna intuicja? Może po prostu samotność.
Cisza. Zza drzwi nie dobiegał żaden dźwięk. Zaczęłam się niepokoić. Michał zawsze odbierał telefon, a dziś nie odezwał się od wczorajszego wieczora. Magda, jego żona, też nie odpisywała na moje wiadomości. Przekręciłam klucz, który miałam od czasu ich przeprowadzki. Weszłam do środka.
W mieszkaniu panował półmrok i dziwna cisza. Z kuchni dochodził cichy szmer. Zawołałam jeszcze raz:
— Michał? Magda?
Nikt nie odpowiedział. Przeszłam przez przedpokój, czując narastający niepokój. W salonie na kanapie siedział Michał. Głowę miał schowaną w dłoniach, a obok niego leżała otwarta butelka wódki i kilka pustych kieliszków. Magdy nie było widać.
— Synku… co się stało? — zapytałam cicho, podchodząc bliżej.
Michał podniósł głowę. Jego oczy były czerwone od płaczu.
— Mama… przepraszam, że tak… — zająknął się i odwrócił wzrok.
— Gdzie jest Magda?
Nie odpowiedział od razu. Wtedy usłyszałam trzask drzwi w sypialni. Magda wyszła, ubrana w pośpiechu, z rozmazanym makijażem i spojrzeniem pełnym wyrzutów.
— Pani Anno… — zaczęła niepewnie, ale urwała.
Zapanowała nieznośna cisza. Czułam, jak serce wali mi jak młotem.
— Co tu się dzieje? — spytałam drżącym głosem.
Michał spojrzał na Magdę z bólem.
— Mama… Magda… ona…
Magda przerwała mu gwałtownie:
— To nie twoja sprawa!
Poczułam się jak intruz we własnej rodzinie. Ale przecież to mój syn! Moje dziecko! Nie mogłam tak po prostu odejść.
— Michał, powiedz mi prawdę — poprosiłam łagodnie.
Michał spuścił głowę.
— Magda mnie zdradziła — wyszeptał tak cicho, że ledwo go usłyszałam.
Poczułam, jak nogi uginają się pode mną. Oparłam się o stół.
— To nie tak… — zaczęła Magda, ale Michał jej przerwał:
— Przestań! Widziałem was razem! Wiem wszystko!
Magda zaczęła płakać. Ja stałam jak sparaliżowana. Przez chwilę miałam ochotę wyjść i zamknąć za sobą drzwi na zawsze. Ale zostałam.
— Magda… dlaczego? — zapytałam cicho.
Magda spojrzała na mnie z rozpaczą.
— Bo czułam się samotna! Michał ciągle pracował, wracał późno, był zmęczony… Ja… ja potrzebowałam kogoś blisko siebie…
Michał zacisnął pięści.
— To nie powód! Mogłaś ze mną porozmawiać!
Magda odwróciła wzrok. Widziałam w niej dziewczynę zagubioną, nieszczęśliwą, ale też winą obarczoną.
Przez chwilę nikt się nie odzywał. Słychać było tylko tykanie zegara na ścianie i szloch Magdy.
Wtedy przypomniały mi się wszystkie nasze rodzinne spotkania: święta przy jednym stole, wspólne wakacje nad morzem, urodziny wnuczki Oliwki… Czy to wszystko było kłamstwem? Czy naprawdę znałam swoją rodzinę?
Usiadłam na krześle i ukryłam twarz w dłoniach. Czułam się bezradna jak nigdy wcześniej.
— Co teraz zrobicie? — zapytałam cicho.
Michał spojrzał na mnie z bólem.
— Nie wiem, mamo… Nie wiem już nic…
Magda podeszła do niego i dotknęła jego ramienia, ale Michał odsunął się gwałtownie.
— Proszę cię… daj mi spokój — powiedział przez zaciśnięte zęby.
Wstałam i podeszłam do okna. Za szybą świat toczył się dalej: ktoś wyprowadzał psa, dzieci bawiły się na placu zabaw, sąsiadka podlewała kwiaty na balkonie. A mój świat właśnie runął.
Przez głowę przelatywały mi setki myśli: czy mogłam coś zrobić inaczej? Czy powinnam była wcześniej zauważyć sygnały? Czy to moja wina?
Odwróciłam się do nich:
— Kochani… rodzina to nie tylko wspólne zdjęcia i święta. To codzienna praca, rozmowa, wsparcie… Może wszyscy gdzieś po drodze o tym zapomnieliśmy?
Michał spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
— Mamo… ja już nie mam siły walczyć…
Magda wybiegła z mieszkania, trzaskając drzwiami. Michał osunął się na podłogę i zaczął płakać jak dziecko. Uklękłam obok niego i objęłam go ramionami.
Nie wiem, ile tak siedzieliśmy w milczeniu. Czułam tylko jego drżące ciało i własne łzy spływające po policzkach.
Kiedy w końcu podniosłam głowę, spojrzałam na zdjęcie naszej rodziny stojące na komodzie. Uśmiechnięci, szczęśliwi… Jak łatwo można coś stracić przez brak rozmowy i zrozumienia.
Dziś wiem jedno: nigdy nie można być pewnym drugiego człowieka do końca. Nawet jeśli to własny syn czy synowa. Ale czy to znaczy, że mamy przestać ufać? Czy można odbudować rodzinę po takim ciosie?
Może ktoś z was zna odpowiedź? Może ktoś przeżył coś podobnego? Jak poradzić sobie z bólem zdrady i rozczarowania najbliższymi?