Napisała do mnie kobieta: „Nie chcę twojego męża. Ale musisz wiedzieć, kim naprawdę jest” – historia, która rozdarła moje życie na pół

Napisała do mnie kobieta: „Nie chcę twojego męża. Ale musisz wiedzieć, kim naprawdę jest”. Czytałam to zdanie trzy razy, zanim dotarł do mnie sens. Zdążyłam już odłożyć telefon, zrobić łyk kawy i wrócić, jakby ekran mógł zdjąć ze mnie ciężar słów. Palce miałam zimne, jak po zimowym spacerze, chociaż w kuchni grzał kaloryfer.

To był zwykły poniedziałek. Dzieci jeszcze spały, a ja szykowałam się do pracy. Michał wyszedł wcześniej, jak zwykle – twierdził, że musi być w biurze przed szefem. Zawsze taki obowiązkowy, taki przewidywalny. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Wpatrywałam się w telefon, a wiadomość od nieznajomej kobiety pulsowała na ekranie. „Nie chcę twojego męża. Ale musisz wiedzieć, kim naprawdę jest”. Przesunęłam palcem, żeby zobaczyć całość. „Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy. Nie wiedziałam, że jest żonaty. Kiedy się dowiedziałam, zerwałam kontakt. Ale on nie przestaje pisać. Przepraszam, jeśli cię ranię, ale zasługujesz na prawdę”.

Serce waliło mi jak młotem. Przez chwilę miałam ochotę wyrzucić telefon przez okno. Zamiast tego usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać – cicho, żeby dzieci nie usłyszały. W głowie miałam mętlik: może to pomyłka? Może ktoś robi mi żart? Ale im dłużej czytałam wiadomość, tym bardziej czułam, że to prawda.

Wstałam i zaczęłam chodzić po kuchni tam i z powrotem. Przypominały mi się wszystkie wieczory, kiedy Michał wracał późno z pracy. Wszystkie weekendy „u mamy”, kiedy nie chciał, żebym jechała z nim. Wszystkie te drobne kłamstewka, które tłumaczyłam sobie zmęczeniem albo stresem.

Zadzwoniłam do mojej siostry, Magdy. Odebrała od razu.
– Coś się stało? – zapytała zaniepokojona.
– Magda… – głos mi się załamał. – Chyba Michał mnie zdradza.
– Skąd wiesz?
– Napisała do mnie jakaś kobieta… Wszystko opisała. Nie wiem, co mam robić.
– Spokojnie – powiedziała Magda stanowczo. – Najpierw musisz z nim porozmawiać. Może to jakaś pomyłka?

Ale ja już wiedziałam, że to nie pomyłka.

Przez cały dzień chodziłam jak w transie. W pracy popełniałam błędy, szefowa patrzyła na mnie dziwnie. W domu dzieci pytały, czemu jestem smutna. Wieczorem Michał wrócił jak gdyby nigdy nic.

– Cześć kochanie – powiedział i pocałował mnie w policzek.
Poczułam odrazę.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam zimno.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
– O co chodzi?
– O ciebie i inną kobietę.
Zbladł natychmiast. Przez chwilę milczał, potem usiadł przy stole i schował twarz w dłoniach.
– To nie tak… – zaczął cicho.
– To jak? – przerwałam mu ostro.
– To był błąd… Ja… Nie wiem, co się ze mną stało.

Zaczął mówić coś o kryzysie wieku średniego, o tym, że czuł się niedoceniony w domu i w pracy. Że tamta kobieta była tylko ucieczką od problemów. Że nic dla niego nie znaczyła.

– A ja? – zapytałam przez łzy. – Ja nic dla ciebie nie znaczę?
– Znaczysz wszystko! Przepraszam… Proszę cię…

Nie mogłam patrzeć na jego łzy. Wyszłam z kuchni i zamknęłam się w łazience. Siedziałam na zimnych kafelkach i myślałam o naszym życiu: o ślubie w kościele na Grochowie, o pierwszym wspólnym mieszkaniu na kredyt, o narodzinach naszych dzieci. Czy to wszystko było kłamstwem?

Następnego dnia Michał próbował rozmawiać ze mną wielokrotnie. Pisał SMS-y z pracy: „Kocham cię”, „Nie zostawiaj mnie”. Ale ja nie potrafiłam mu wybaczyć. Każde jego słowo bolało jak kolejne uderzenie.

Magda przyjechała wieczorem z winem i czekoladą.
– I co teraz? – zapytała cicho.
– Nie wiem – odpowiedziałam szczerze. – Chciałabym wierzyć, że można to naprawić… Ale nie umiem już mu ufać.
– Może terapia? – zaproponowała Magda.
Pokręciłam głową.
– On już raz wybrał inną kobietę zamiast mnie. Jak mam wierzyć, że to się nie powtórzy?

Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak współlokatorzy. Dzieci wyczuwały napięcie, pytały czemu tata śpi na kanapie. Michał starał się być idealnym ojcem i mężem – gotował obiady, sprzątał, przynosił kwiaty bez okazji. Ale dla mnie to było za mało.

Pewnego wieczoru usiadłam z nim przy stole.
– Michał… Ja już nie potrafię tak żyć – powiedziałam spokojnie.
Spojrzał na mnie błagalnie.
– Proszę cię…
– Muszę myśleć o sobie i dzieciach. Potrzebuję czasu i przestrzeni.

Spakował walizkę i pojechał do matki. Dzieci płakały przez kilka dni, a ja czułam się winna wszystkiemu. Ale wiedziałam, że muszę być silna – dla nich i dla siebie.

Minęły miesiące. Zaczęłam chodzić na terapię. Powoli odzyskiwałam spokój i poczucie własnej wartości. Michał próbował wrócić – pisał listy, prosił o drugą szansę. Ale ja już byłam inną osobą.

Dziś wiem jedno: zdrada boli bardziej niż cokolwiek innego. Ale można po niej wstać i zacząć żyć od nowa.

Czasem patrzę w lustro i pytam samą siebie: czy gdybym wtedy nie przeczytała tej wiadomości, byłabym szczęśliwsza? A może prawda zawsze znajdzie drogę do naszego życia?