Mój syn odszedł, ale nie mogłam zostawić wnuczka – historia o walce z bólem, wstydem i miłością
— Jak on mógł nam to zrobić? — głos mojej synowej, Ani, drżał, gdy stała w progu kuchni, trzymając w ramionach zapłakanego Jasia. Ja sama nie potrafiłam odpowiedzieć. Wpatrywałam się w zimną herbatę na stole, próbując zrozumieć, gdzie popełniłam błąd jako matka. Marek, mój jedyny syn, wyszedł z domu tydzień temu i nie wrócił. Zostawił po sobie tylko kilka słów na kartce: „Nie dam rady. Przepraszam.”
W małym miasteczku pod Radomiem takie rzeczy nie przechodzą bez echa. Już następnego dnia sąsiadka, pani Halina, zaczepiła mnie pod sklepem.
— Pani Zosiu, co się u was dzieje? Marek wyjechał? — zapytała z udawaną troską, a ja poczułam, jak policzki mi płoną.
— Ma swoje sprawy — odpowiedziałam cicho i uciekłam wzrokiem.
W domu Ania siedziała na kanapie, tuląc Jasia. Miała podkrążone oczy i nie jadła od dwóch dni. Ja starałam się być silna dla niej i dla wnuczka, ale w środku czułam się jak wydmuszka. Każdego dnia powtarzałam sobie: „Musisz być twarda, Zosiu. Dla nich.”
Wieczorami słyszałam przez cienką ścianę jej cichy płacz. Czasem chciałam wejść do niej i powiedzieć: „Nie martw się, damy radę”, ale bałam się, że się rozpadnę na kawałki.
Najgorsze były poranki. Jasio budził się i pytał:
— Babciu, gdzie tata?
Za każdym razem ściskało mnie w gardle. — Tata musiał wyjechać do pracy — kłamałam, bo nie umiałam powiedzieć prawdy.
Ania próbowała wrócić do pracy w sklepie spożywczym, ale szefowa patrzyła na nią z góry.
— Sama z dzieckiem? To kto ci pomoże? — pytała z niedowierzaniem.
Zgodziłam się zostać z Jasiem. Miałam już swoje lata i siły nie te, co kiedyś, ale nie mogłam pozwolić, żeby wnuczek trafił do obcych ludzi.
Z czasem plotki zaczęły narastać. Słyszałam szepty na ulicy: „To ta rodzina, co syn uciekł”, „Pewnie coś przeskrobała”. Nawet w kościele czułam na sobie spojrzenia.
Pewnego dnia Ania wróciła do domu zapłakana.
— Zosiu… ktoś napisał na drzwiach sklepu „Zostawił cię, bo jesteś nikim”.
Przytuliłam ją mocno. — Nie słuchaj ich. Nie jesteś winna.
Ale sama miałam wątpliwości. Czy to ja wychowałam Marka na człowieka, który potrafił tak po prostu odejść? Przypominałam sobie jego dzieciństwo — był cichy, zamknięty w sobie. Po śmierci męża to ja byłam dla niego wszystkim. Może za bardzo go chroniłam? Może nie nauczyłam go odpowiedzialności?
Wieczorami rozmawiałyśmy z Anią przy herbacie.
— Myślisz, że wróci? — pytała cicho.
— Nie wiem… Ale nawet jeśli nie wróci, musimy żyć dalej — odpowiadałam, choć serce mi pękało.
Jasio coraz częściej zamykał się w sobie. Przestał rysować swoje ulubione samochody. Pewnego dnia znalazłam go skulonego pod stołem.
— Boję się, babciu… że mama też mnie zostawi — wyszeptał.
Łzy napłynęły mi do oczu. Przytuliłam go mocno.
— Nigdy cię nie zostawię. Obiecuję.
Zaczęłyśmy z Anią szukać pomocy. Poszłyśmy do psychologa dziecięcego w Radomiu. Pani psycholog powiedziała:
— Najważniejsze to dać mu poczucie bezpieczeństwa. Musicie być razem.
Ale jak być razem, kiedy wszystko się wali?
Finanse zaczęły się kończyć. Moja emerytura ledwo starczała na rachunki i jedzenie. Ania brała dodatkowe zmiany w sklepie, a ja sprzedawałam na targu domowe przetwory. Czułam się upokorzona — kiedyś byłam szanowaną nauczycielką, teraz musiałam prosić o pomoc sąsiadów.
Pewnego dnia przyszła do mnie siostra mojego męża, ciotka Basia.
— Zosiu, po co ci to wszystko? Marek odszedł, Ania to nie twoja rodzina…
Popatrzyłam jej prosto w oczy.
— Ale Jasio jest moją rodziną. I Ania też. Nie zostawię ich.
Basia pokręciła głową i wyszła bez słowa.
Czułam się coraz bardziej samotna w tej walce. Ale wiedziałam jedno: nie mogę się poddać.
Minęły miesiące. Plotki ucichły, ludzie przywykli do naszej nowej sytuacji. Jasio zaczął znowu rysować samochody. Ania powoli odzyskiwała siły. Ja nauczyłam się prosić o pomoc i przyjmować ją bez wstydu.
Czasem wieczorem siadałam przy oknie i patrzyłam na drogę prowadzącą do naszego domu. Wciąż miałam nadzieję, że Marek wróci. Ale nawet jeśli nie wróci — wiem już, że potrafię być silna dla tych, którzy mnie potrzebują.
Czy można wybaczyć dziecku taką zdradę? Czy miłość do wnuka jest silniejsza niż ból po stracie własnego syna? Może to właśnie w najtrudniejszych chwilach rodzi się prawdziwa rodzina…