Mój mąż wysłał mi fakturę za nasze wspólne życie – historia o miłości, pieniądzach i zdradzie
– To chyba jakiś żart, Marek? – zapytałam, patrząc na ekran telefonu, na którym wyświetlała się wiadomość od niego. W załączniku była faktura. Prawdziwa, z nagłówkiem „Rozliczenie kosztów wspólnego życia 2012-2024”. Suma na dole: 187 400 złotych.
Siedziałam w kuchni, wciąż w płaszczu po powrocie z pracy. Dzieci bawiły się w pokoju obok, a ja czułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. Przecież jeszcze rano Marek pocałował mnie w czoło i powiedział: „Miłego dnia, Aniu”.
Zadzwoniłam do niego od razu. Odebrał po kilku sygnałach.
– O co chodzi? – zapytałam drżącym głosem.
– O sprawiedliwość – odpowiedział chłodno. – Skoro chcesz rozwodu, to chcę rozliczyć się z tym wszystkim, co włożyłem w nasze życie.
Zamarłam. Rozwodu? Przecież nigdy nie powiedziałam tego słowa na głos. Owszem, ostatnio było między nami źle. Marek coraz częściej wracał późno, unikał rozmów, a ja czułam się coraz bardziej samotna. Ale faktura? Za wspólne życie?
Przez kolejne dni chodziłam jak cień. W pracy nie mogłam się skupić, a w domu udawałam przed dziećmi, że wszystko jest w porządku. Wieczorami Marek zamykał się w swoim gabinecie i nie odzywał się do mnie słowem. Czułam się jak intruz we własnym domu.
Pamiętam naszą pierwszą randkę. Był listopad, padał deszcz, a Marek przyniósł mi termos z herbatą i powiedział: „Chcę cię chronić przed całym światem”. Wtedy uwierzyłam, że razem możemy wszystko. Przez lata budowaliśmy dom, wychowywaliśmy dzieci, wspieraliśmy się nawzajem. A teraz dostałam rachunek za każdy wspólny obiad, wakacje nad morzem i nawet za pralkę kupioną po narodzinach Zosi.
Nie mogłam spać. W głowie kłębiły mi się pytania: kiedy Marek zaczął mnie traktować jak dłużnika? Czy naprawdę wszystko między nami było tylko transakcją?
W końcu zebrałam się na odwagę i wieczorem weszłam do jego gabinetu.
– Marek, musimy porozmawiać.
Spojrzał na mnie z chłodnym dystansem.
– O czym? O tym, że przez lata tylko brałaś? Że wszystko było na mojej głowie?
Zatkało mnie. Przecież pracowałam na pół etatu, żeby móc odbierać dzieci ze szkoły i prowadzić dom. To była nasza wspólna decyzja.
– Ty naprawdę tak myślisz? – zapytałam cicho.
– A jak mam myśleć? – wzruszył ramionami. – Ty miałaś czas na kawki z koleżankami, a ja harowałem po godzinach.
Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu.
– To nieprawda…
– A zdrada? – rzucił nagle.
Zamarłam.
– O czym ty mówisz?
– Wiem o twoich wiadomościach z Pawłem. Wiem o wszystkim.
Poczułam zimny pot na plecach. Paweł był moim kolegą z pracy. Rzeczywiście pisał do mnie często, ale nigdy nie przekroczyliśmy granicy przyjaźni.
– Marek… To nie tak…
– Nie tłumacz się. Wszystko policzyłem. Nawet twoje wyjścia do kina bez ze mną.
Patrzyłam na niego i nie poznawałam człowieka, którego kiedyś kochałam najbardziej na świecie.
Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Dzieci wyczuwały napięcie i coraz częściej pytały: „Mamo, dlaczego tata jest smutny?”. Nie umiałam im odpowiedzieć.
Pewnego dnia przyszła do mnie mama.
– Aniu, musisz zawalczyć o siebie – powiedziała stanowczo. – Nie możesz pozwolić się upokarzać.
Wtedy pierwszy raz pomyślałam o rozwodzie na serio. Ale bałam się. Bałam się samotności, bałam się reakcji rodziny i tego, co ludzie powiedzą w pracy czy w szkole dzieci.
Zaczęłam szukać pomocy u psychologa. Tam usłyszałam: „Pani Aniu, to nie pani jest winna temu rachunkowi. Wartość człowieka nie mierzy się pieniędzmi”.
To zdanie dźwięczało mi w głowie przez wiele dni.
W końcu postanowiłam porozmawiać z Markiem jeszcze raz. Tym razem spokojnie.
– Marek, wiem, że jesteś zły i rozczarowany. Ale nie pozwolę ci mnie upokarzać. Jeśli chcesz rozwodu – zgadzam się. Ale nie zapłacę ci za nasze życie razem. Bo to była nasza wspólna decyzja i nasza wspólna odpowiedzialność.
Spojrzał na mnie długo i pierwszy raz zobaczyłam w jego oczach cień żalu.
– Może masz rację… Może za bardzo dałem się ponieść złości…
Nie wiem, co będzie dalej. Może się rozstaniemy, może spróbujemy jeszcze raz od nowa. Ale wiem jedno: już nigdy nie pozwolę nikomu wystawić sobie rachunku za miłość.
Czy naprawdę można policzyć wartość wspólnie spędzonych lat? Czy godność można przeliczyć na złotówki?