Miłość czy naiwność? Moje życie między troską o syna a własnym sumieniem
— Jadwiga, znowu wysłałaś im pieniądze? — głos mojego męża, Andrzeja, rozbrzmiał w kuchni ostrym tonem, gdy zobaczył potwierdzenie przelewu na stole. Próbowałam ukryć drżenie rąk, ale nie potrafiłam. — Andrzej, nie rozumiesz… dzieciom brakuje butów, a Tomek mówił, że Zuzia płakała w szkole, bo koleżanki się z niej śmiały.
— Ale oni przecież mają dwie wypłaty! — Andrzej nie dawał za wygraną. — Na co wydają te pieniądze? Jadwigo, ile jeszcze będziesz ich ratować?
Nie odpowiedziałam. W głowie miałam obraz mojej wnuczki Zuzi w podartych tenisówkach i syna Tomka, który zawsze był taki dumny, a teraz dzwoni do mnie z prośbą o pomoc. Pamiętam, jak kiedyś mówił: „Mamo, ja sobie poradzę. Nie będę jak ci wszyscy, co żyją na garnuszku rodziców.”
A jednak co miesiąc to ja płacę za ich rachunki, kupuję ubrania dla dzieci i czasem nawet jedzenie. Aneta, jego żona, zawsze uśmiechnięta na Facebooku, wrzuca zdjęcia z nowych restauracji, a potem przychodzi do mnie i mówi: „Pani Jadwigo, wie pani jak drogie są teraz podręczniki?”
Czuję się rozdarta. Z jednej strony wiem, że powinnam pozwolić im dorosnąć i ponosić konsekwencje swoich decyzji. Z drugiej — jak mam patrzeć na głodne wnuki? Jak mam spać spokojnie, wiedząc, że Zuzia i Staś mogą nie mieć śniadania do szkoły?
Pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz poprosili o pomoc. To był listopad, zimno i szaro. Tomek zadzwonił wieczorem: „Mamo, nie damy rady zapłacić za prąd. Możesz nam pożyczyć?” Pożyczyłam. Potem już nie oddali. Potem przyszły kolejne prośby: na leki dla dzieci, na czynsz, na nowe kurtki.
Andrzej coraz częściej mówił: „Musisz postawić granicę.” Ale ja nie umiem. Może dlatego, że sama dorastałam w biedzie? Moja mama nigdy nie miała dla mnie czasu ani pieniędzy. Obiecałam sobie wtedy: moje dzieci nigdy nie będą głodne.
Ale czy to jeszcze pomoc czy już współuzależnienie? Czy ratując ich przed każdym problemem, nie odbieram im szansy na naukę odpowiedzialności? Czasem mam wrażenie, że Aneta traktuje mnie jak bankomat. Kiedyś usłyszałam przez przypadek jej rozmowę z koleżanką: „A co tam, teściowa zawsze coś dorzuci.”
Zabolało. Bardziej niż cokolwiek innego.
W zeszłym miesiącu postanowiłam powiedzieć „nie”. Tomek zadzwonił wieczorem:
— Mamo, Staś ma urodziny za tydzień. Nie mamy za co zrobić mu tortu.
— Tomek… może spróbujcie sami coś upiec? — zaproponowałam niepewnie.
— Mamo! Ty naprawdę nie rozumiesz! — krzyknął i się rozłączył.
Przez dwa dni nie spałam. W końcu pojechałam do nich z tortem i prezentem dla Stasia. Aneta przyjęła mnie z uśmiechem:
— Wiedziałam, że pani przyjedzie.
Wróciłam do domu i płakałam całą noc. Andrzej próbował mnie pocieszyć:
— Jadwigo, oni cię wykorzystują.
Ale ja nie potrafię przestać ich kochać.
Czasem myślę o tym, jak wyglądałoby moje życie bez tej troski. Może byłabym spokojniejsza? Może mielibyśmy z Andrzejem więcej pieniędzy na własne potrzeby? Ale wtedy widzę oczy Zuzi i Stasia i wiem, że nie umiałabym przejść obojętnie.
Ostatnio zaczęłam się zastanawiać: czy jestem dobrą matką? Czy może po prostu tchórzę przed trudną rozmową? Próbowałam porozmawiać z Tomkiem o ich wydatkach:
— Synku, może powinniście zrobić listę zakupów i trzymać się budżetu?
— Mamo, nie pouczaj mnie! — odpowiedział zirytowany. — Ty miałaś łatwiej!
Łatwiej? Pracowałam na trzy zmiany w szwalni, żeby go wychować! Ale nie powiedziałam tego głośno. Przełknęłam łzy i wyszłam do ogrodu.
W święta wszyscy udają, że jest dobrze. Aneta przynosi ciasto ze sklepu i chwali się nowym telefonem. Tomek siedzi cicho przy stole. Dzieci biegają po domu w starych ubraniach.
Czasem mam ochotę krzyczeć: „Zatrzymajcie się! Zobaczcie, co robicie!” Ale milczę. Boję się stracić kontakt z wnukami. Boję się samotności.
Wieczorami modlę się o siłę. O to, żeby Tomek w końcu dorósł. O to, żeby Aneta przestała traktować mnie jak portfel. O to, żeby moje wnuki były szczęśliwe.
Czy jestem złą matką? Czy powinnam przestać pomagać? A może to właśnie miłość matki jest największą słabością?
Czasem patrzę w lustro i pytam samą siebie: „Czy kiedyś nadejdzie dzień, w którym będę mogła powiedzieć: zrobiłam wszystko dobrze?”