Mąż powiedział mi, że jestem nikim w tym domu – Moja walka o własną wartość po czterdziestu latach małżeństwa

– Jesteś nikim w tym domu, rozumiesz? Nikim! – głos Marka odbił się echem od ścian naszej kuchni, a ja poczułam, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Stałam przy zlewie, z rękami zanurzonymi w pianie, i przez chwilę nie mogłam złapać tchu. Wpatrywałam się w swoje odbicie w oknie – zmęczone oczy, siwe pasma we włosach, dłonie popękane od pracy.

Przez czterdzieści lat byłam żoną Marka, matką naszych dzieci, gospodynią tego domu. Zawsze na drugim planie, zawsze gotowa pomóc, ugotować, wysłuchać. Nigdy nie narzekałam, nawet gdy bolały mnie plecy po całym dniu sprzątania czy gdy łzy cisnęły się do oczu po kolejnej kłótni dzieci. Ale tego wieczoru coś we mnie pękło.

– Jak możesz tak mówić? – wyszeptałam, czując jak głos mi drży. – Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy?

Marek wzruszył ramionami i wyszedł z kuchni, zostawiając mnie samą z moimi myślami. Słyszałam jeszcze, jak trzaska drzwiami do salonu i włącza telewizor. Zawsze tak robił – uciekał od rozmowy, od problemów. A ja zostawałam sama z bólem.

W nocy nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, słysząc jego równy oddech obok siebie. W głowie powtarzały mi się jego słowa: „Jesteś nikim”. Czy naprawdę tak o mnie myśli? Czy przez te wszystkie lata byłam dla niego tylko tłem?

Rano zadzwoniła moja siostra, Basia. Od razu wyczuła w moim głosie coś niepokojącego.

– Co się dzieje, Aniu? – zapytała cicho.

Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się do słuchawki.

– Marek powiedział mi… że jestem nikim w tym domu – wyszlochałam.

Basia milczała przez chwilę.

– Aniu, ty nigdy nie byłaś nikim. To on jest ślepy na to, co robisz. Przyjedź do mnie na kilka dni. Odpoczniesz.

Nie chciałam zostawiać domu, dzieci… Ale dzieci już dorosły. Kasia mieszkała w Krakowie, Tomek miał własną rodzinę pod Warszawą. Zawsze powtarzali: „Mamo, odpocznij czasem”. Ale ja nie umiałam.

Tego dnia Marek wrócił późno z pracy. Nie spojrzał na mnie nawet podczas kolacji. Jadł w milczeniu, a ja czułam się coraz bardziej przezroczysta.

– Marek… – zaczęłam niepewnie. – Może powinniśmy porozmawiać?

– O czym tu gadać? – burknął. – Wszystko jest jak zawsze.

Ale nic już nie było jak zawsze.

Wieczorem spakowałam kilka rzeczy do torby i napisałam krótką wiadomość: „Jadę do Basi. Muszę odpocząć.”

Wsiadłam do autobusu i patrzyłam przez okno na mijające pola i lasy. Czułam się jak dziecko uciekające z domu. Basia przywitała mnie ciepłym uściskiem i kubkiem herbaty.

– Musisz pomyśleć o sobie – powiedziała stanowczo. – Całe życie byłaś dla innych. Teraz czas na ciebie.

Przez kilka dni rozmawiałyśmy godzinami. Opowiadałam jej o wszystkim – o samotności w małżeństwie, o tym jak Marek coraz częściej mnie ignorował, jak dzieci dzwoniły coraz rzadziej…

– A czego ty chcesz? – zapytała pewnego wieczoru Basia.

Zamilkłam. Nie wiedziałam.

Zadzwoniła Kasia.

– Mamo, tata mówił, że wyjechałaś… Wszystko w porządku?

– Tak, kochanie. Muszę trochę pobyć sama.

– Jeśli chcesz, przyjedź do mnie do Krakowa. Albo może przyjadę po ciebie?

Poczułam łzy pod powiekami. Moje dzieci były już dorosłe, ale nadal mnie potrzebowały… a może to ja potrzebowałam ich?

Po tygodniu wróciłam do domu. Marek siedział przy stole z gazetą.

– Już wróciłaś? – rzucił bez entuzjazmu.

– Tak. Musimy porozmawiać.

Spojrzał na mnie z irytacją.

– O czym?

– O nas. O tym, co powiedziałeś…

Widziałam w jego oczach cień niepokoju.

– Przepraszam – mruknął po chwili ciszy. – Byłem zmęczony…

– To nie tylko o to chodzi – przerwałam mu. – Przez lata czułam się niewidzialna. Jakby moje życie nie miało znaczenia…

Marek spuścił wzrok.

– Może rzeczywiście za mało cię doceniałem…

Nie wiedziałam, czy to szczere przeprosiny czy tylko próba zamknięcia tematu.

Od tamtej pory zaczęłam robić coś dla siebie. Zapisałam się na zajęcia plastyczne w domu kultury. Poznałam nowe osoby, zaczęłam wychodzić z domu bez poczucia winy. Marek patrzył na to z dystansem, ale nie protestował.

Czasem jeszcze wracały do mnie jego słowa jak bumerang. Ale już nie bolały tak bardzo jak kiedyś.

Dziś wiem jedno: nigdy nie jest za późno, żeby zacząć żyć dla siebie. Nawet jeśli przez lata wydawało się to niemożliwe.

Czy można odzyskać własną wartość po tylu latach bycia „nikim”? A może to właśnie teraz zaczynam być kimś – dla siebie samej?