Mąż odszedł do młodszej, a potem wrócił. Czy można wybaczyć zdradę, jeśli serce już nie ufa?
— Zakochałem się. Muszę spróbować.
Te słowa wypowiedziane w mojej kuchni, spokojnym, niemal obcym głosem, rozdarły mnie na pół. Stał oparty o blat, patrzył gdzieś za moje ramię, jakby nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy. W dłoni trzymałam łyżkę, którą mieszałam zupę dla naszej córki. Odłożyłam ją na stół — nie chciałam, żeby upadła z hukiem. Usiadłam. Nogi zrobiły się miękkie jak wata.
Nie krzycz. Nie proś. Nie zadawaj pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi — powtarzałam sobie w myślach. Przez chwilę słyszałam tylko tykanie zegara i cichy szum lodówki. Potem on wyszedł. Spakował się w godzinę. Córka spała u babci. Nawet nie zdążyłam się rozpłakać.
Przez pierwsze dni żyłam jak automat. Praca, dom, zakupy, pranie. Wszędzie widziałam jego rzeczy — kubek z napisem „Najlepszy tata”, koszulę rzuconą na krzesło, zapach wody kolońskiej na poduszce. Ola, nasza córka, pytała: „Kiedy tata wróci?” Odpowiadałam: „Nie wiem, kochanie.”
Wieczorami siadałam na kanapie i patrzyłam w ścianę. Próbowałam sobie przypomnieć moment, kiedy coś zaczęło się psuć. Może wtedy, gdy coraz częściej zostawał dłużej w pracy? Może wtedy, gdy przestał mnie przytulać na dobranoc? A może to ja byłam winna — za bardzo skupiona na dziecku, na rachunkach, na codzienności?
Po tygodniu zadzwoniła do mnie jego matka.
— Aniu, czy ty wiesz…?
— Wiem — przerwałam jej.
— On zwariował — szlochała do słuchawki. — Przecież wy byliście tacy szczęśliwi…
Byliśmy? Czy tylko tak to wyglądało z zewnątrz?
W pracy wszyscy udawali, że nic się nie stało. Koleżanka z biura podsunęła mi czekoladę i mrugnęła porozumiewawczo.
— Dasz radę — powiedziała cicho.
Nie chciałam być „tą zdradzoną”. Nie chciałam litości.
Minął miesiąc. Nauczyłam się spać sama w łóżku. Nauczyłam się gotować dla dwóch osób zamiast trzech. Zaczęłam chodzić na jogę — pierwszy raz od lat zrobiłam coś tylko dla siebie.
Aż pewnego wieczoru usłyszałam dzwonek do drzwi. Stał tam on — mój mąż, z torbą podróżną i miną zbitego psa.
— Mogę wejść? — zapytał cicho.
Patrzyłam na niego długo. W końcu skinęłam głową.
Usiadł przy stole i zaczął mówić:
— To był błąd… Ja… Ona jest inna niż myślałem. Ciągle imprezy, znajomi… Nie ma obiadu, nie ma rozmów o niczym ważnym… Tęsknię za domem… Za tobą… Za Olą…
Słuchałam go i czułam, jak we mnie narasta gniew.
— A ja? Ja przez miesiąc zbierałam się z podłogi! Ola płakała po nocach! Myślisz, że możesz po prostu wrócić i wszystko będzie jak dawniej?
Zamilkł. Patrzył na swoje dłonie.
— Wiem, że zraniłem cię jak nikt inny… Ale proszę… Daj mi szansę…
Nie odpowiedziałam od razu. Przez kolejne dni mieszkał u matki. Przychodził do Oli, zabierał ją na lody, próbował naprawić to, co roztrzaskał jednym zdaniem wypowiedzianym w kuchni.
Moja mama mówiła:
— Aniu, ludzie popełniają błędy… Daj mu szansę dla dziecka…
Ale ja już nie byłam tą samą kobietą co miesiąc temu.
Pewnego wieczoru Ola zasnęła wtulona we mnie. Leżałam obok niej i myślałam: czy potrafię mu wybaczyć? Czy potrafię zaufać jeszcze raz? Czy to w ogóle możliwe?
Spotkaliśmy się w parku. Usiadł obok mnie na ławce.
— Kocham cię — powiedział cicho.
Poczułam łzy pod powiekami.
— Może i kochasz… Ale czy potrafisz być wierny? Czy potrafisz być odpowiedzialny?
Milczał długo.
— Chcę spróbować jeszcze raz…
Patrzyłam na niego i widziałam człowieka zagubionego, skruszonego… Ale też kogoś obcego.
Dziś minęły trzy miesiące odkąd wrócił. Staramy się — chodzimy razem na terapię, rozmawiamy więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Ale czasem budzę się w nocy i czuję lęk: czy to się nie powtórzy? Czy jestem wystarczająco silna, żeby wybaczyć?
Czasem patrzę na niego i pytam siebie: czy można odbudować coś, co zostało tak boleśnie zburzone? Czy miłość naprawdę wszystko wytrzyma? A może są rany, które nigdy się nie zagoją?