Mąż, który dwa lata temu wyjechał do kochanki, wrócił jakby nic się nie stało. Co zrobiłam, gdy stanął w moich drzwiach?
— Cześć, Aniu. — Jego głos zabrzmiał cicho, jakby bał się, że zaraz go przepędzę. Stał w progu, zmarznięty, z walizką w ręku. Przez chwilę miałam ochotę zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. Ale nie zrobiłam tego. Zamiast tego patrzyłam na niego, jakby był duchem — tym samym, który dwa lata temu zniknął z mojego życia bez słowa wyjaśnienia.
— Co ty tu robisz? — zapytałam, czując jak w gardle rośnie mi gula. W tle radio grało „Nie pytaj o Polskę”, a zapach pieczonych jabłek nagle wydał mi się mdły.
— Chciałem wrócić. — Wzruszył ramionami, jakby mówił o czymś zupełnie zwyczajnym. — Wszystko się posypało. Tam… u niej. Zrozumiałem, że tu jest mój dom.
W tej chwili przypomniałam sobie każdą bezsenną noc, każdy dzień, kiedy dzieci pytały: „Mamo, kiedy tata wróci?”. Przypomniałam sobie łzy, które ukradkiem ocierałam w łazience, żeby nie widziały. Przypomniałam sobie, jak musiałam tłumaczyć sąsiadom i rodzinie, że „wyjechał za pracą”, choć wszyscy dobrze wiedzieli, że to nieprawda.
— Myślisz, że możesz tak po prostu wrócić? — głos mi zadrżał. — Po tym wszystkim?
Z kuchni dobiegł mnie głos Julki:
— Mamo, kto to?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, ona już stała obok mnie. Miała dwanaście lat i oczy pełne niepokoju. Za nią pojawił się Kuba, młodszy o trzy lata, z piżamą w dinozaury.
— Tata? — wyszeptał Kuba i rzucił się mu na szyję.
Patrzyłam na tę scenę z mieszaniną bólu i złości. Dla nich był ojcem. Dla mnie — zdrajcą.
— Możemy porozmawiać? — zapytał cicho mój mąż, Michał.
Wpuściłam go do środka. Dzieci nie odstępowały go na krok. Siedzieliśmy przy stole w kuchni, a ja czułam się jak aktorka w kiepskim serialu. Michał opowiadał dzieciom o pracy za granicą, o tym, jak bardzo za nimi tęsknił. Ani słowa o niej. Ani słowa o tym, dlaczego naprawdę wyjechał.
Kiedy dzieci poszły spać, usiedliśmy naprzeciwko siebie. Przez chwilę panowała cisza.
— Aniu… Wiem, że zawaliłem. Wiem, że cię skrzywdziłem. Ale tam… to nie było to. Myślałem, że jestem zakochany. Że zaczynam nowe życie. Ale tęskniłem za tobą… za dziećmi… za domem.
Patrzyłam na niego i widziałam człowieka złamanego przez własne wybory. Ale widziałam też siebie — kobietę, która przez dwa lata musiała być silna dla wszystkich.
— Michał… Ja przez te dwa lata nauczyłam się żyć bez ciebie. Nauczyłam się być matką i ojcem jednocześnie. Nauczyłam się naprawiać cieknący kran i rozmawiać z nauczycielami na wywiadówkach. Nauczyłam się nie płakać przy dzieciach. A ty myślisz, że możesz po prostu wrócić?
— Chcę spróbować jeszcze raz…
— A ja nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć.
Przez następne dni Michał próbował odzyskać nasze zaufanie. Odprowadzał Kubę do szkoły, pomagał Julce z matematyką. Gotował obiady — nawet te jego nieszczęsne schabowe były lepsze niż kiedyś. Ale ja czułam mur między nami.
Moja mama zadzwoniła po tygodniu:
— I co teraz? Przyjmiesz go z powrotem? Przecież on cię zostawił dla innej!
— Nie wiem, mamo… Dzieci są szczęśliwe…
— A ty? O sobie też pomyśl!
Wieczorami leżałam w łóżku i słuchałam jego oddechu w drugim pokoju. Bo nie pozwoliłam mu spać ze mną. Czułam się rozdarta między tym, co powinnam zrobić jako matka a tym, co czuję jako kobieta.
Pewnego dnia Julka przyszła do mnie ze łzami w oczach:
— Mamo… Ty już nie kochasz taty?
Objęłam ją mocno.
— Kochanie… To nie takie proste.
A potem Michał przyszedł do mnie z bukietem tulipanów — tych samych, które zawsze mi kupował na urodziny.
— Aniu… Wiem, że nie zasługuję na drugą szansę. Ale błagam cię… spróbujmy jeszcze raz.
Patrzyłam na niego długo. Widziałam w jego oczach strach i nadzieję jednocześnie.
Nie wiem jeszcze, co zrobię. Może czas uleczy rany? Może już nigdy nie będziemy tacy jak dawniej? A może to właśnie teraz zaczyna się nowy rozdział mojego życia?
Czy można wybaczyć zdradę? Czy warto dawać drugą szansę komuś, kto raz już odszedł? Co byście zrobili na moim miejscu?