„Kiedy teściowa wchodzi drzwiami, wolność ucieka oknem” – Moja walka o własny dom i siebie

— Nie wierzę, że znowu to robisz, Piotr! — krzyknęłam, czując, jak łzy napływają mi do oczu. Stałam w kuchni, ściskając kubek z zimną już kawą, a on nawet nie podniósł wzroku znad telefonu.

— Przesadzasz, Aniu. To tylko na dwa miesiące. Mama nie ma się gdzie podziać na lato — odpowiedział spokojnie, jakby chodziło o zamówienie pizzy, a nie o moją codzienność.

W tej chwili poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi spod nóg dywan. Znowu. Bo to nie był pierwszy raz. Teściowa, pani Helena, pojawiała się w naszym życiu zawsze wtedy, gdy zaczynałam czuć się pewnie w swoim domu. Zawsze z walizką pełną swoich rzeczy i głową pełną rad. „Zrób to tak, Aniu”, „Nie powinnaś tak gotować”, „Dzieci powinny chodzić spać wcześniej”. Każde jej zdanie wbijało się we mnie jak szpilka.

Ale tym razem było inaczej. Tym razem byłam już zmęczona. Zmęczona udawaniem, że wszystko jest w porządku. Że nie przeszkadza mi, kiedy Helena przestawia moje rzeczy w kuchni, poprawia firanki i komentuje mój wygląd. Że nie boli mnie, kiedy Piotr staje po jej stronie, bo „to tylko mama”.

Pamiętam pierwszy dzień jej przyjazdu. Stała w drzwiach z szerokim uśmiechem i torbą większą niż moja walizka na wakacje. — No witajcie kochani! — zawołała radośnie. Dzieci rzuciły się jej na szyję, a Piotr pomógł jej z bagażem. Ja stałam z boku i czułam się jak intruz we własnym domu.

Pierwsze dni były jeszcze znośne. Udawałam, że nie widzę, jak Helena układa moje talerze po swojemu i wyciera kurze tam, gdzie ja już sprzątałam. Ale potem zaczęły się drobne uwagi. — Aniu, powinnaś częściej piec chleb sama, te sklepowe są pełne chemii. — Aniu, dzieci za dużo siedzą przy komputerze. — Aniu, Piotr wygląda na zmęczonego, może za dużo od niego wymagasz?

Każdego dnia czułam się coraz mniejsza. Przestałam zapraszać przyjaciółki, bo bałam się, że Helena będzie komentować ich wygląd albo sposób wychowania dzieci. Przestałam gotować swoje ulubione potrawy — bo „Piotr zawsze lubił schabowe mojej mamy”. Nawet wieczorami nie mogłam spokojnie obejrzeć serialu w salonie — Helena siadała obok i zaczynała opowiadać o swoich problemach zdrowotnych.

Pewnego wieczoru usłyszałam przez drzwi rozmowę Piotra z matką:
— Widzisz, Piotruś, ja to zawsze dbałam o dom. Ania jest dobra dziewczyna, ale taka… roztrzepana. Musisz jej czasem pomóc ogarnąć rzeczywistość.
— Mamo…
— No co? Ja tylko chcę dobrze!

Wtedy coś we mnie pękło. Poczułam się jak dziecko oceniane przez nauczycielkę — we własnym domu! Przez kolejne dni chodziłam jak cień. Piotr tego nie widział albo nie chciał widzieć. Dzieci były zachwycone babcią i jej opowieściami o dawnych czasach.

Któregoś ranka Helena weszła do kuchni i powiedziała:
— Aniu, przestawiłam ci przyprawy bliżej kuchenki, będzie ci wygodniej.
Nie wytrzymałam.
— Może po prostu powinnam oddać ci klucze do mieszkania i wyprowadzić się na te dwa miesiące? — rzuciłam z goryczą.
Helena spojrzała na mnie zdziwiona.
— Oj Aniu, nie przesadzaj…
Ale ja już nie słuchałam.

Wieczorem usiadłam z Piotrem przy stole.
— Musimy porozmawiać — powiedziałam cicho.
On westchnął ciężko.
— Znowu o mamie?
— Tak. Bo ja już nie mogę tak żyć. Czuję się tu jak gość. Jakby moje zdanie nic nie znaczyło.
Piotr milczał długo.
— Przesadzasz…
— Nie! — przerwałam mu drżącym głosem. — To jest mój dom! Chcę mieć prawo decydować o tym, co się tu dzieje!

Następnego dnia spakowałam walizkę. Dzieci patrzyły na mnie szeroko otwartymi oczami.
— Mamusiu, gdzie idziesz?
— Muszę odpocząć — odpowiedziałam łamiącym się głosem.
Piotr próbował mnie zatrzymać:
— Ania! Nie rób scen!
Ale ja już podjęłam decyzję.

Zamieszkałam u przyjaciółki. Przez pierwsze dni płakałam codziennie. Czułam się winna wobec dzieci, wobec Piotra… nawet wobec Heleny. Ale po raz pierwszy od dawna mogłam oddychać pełną piersią. Zaczęłam rozumieć, że jeśli sama nie zawalczę o swoje granice, nikt tego za mnie nie zrobi.

Po tygodniu Piotr zadzwonił.
— Wrócisz?
— Tylko jeśli ustalimy zasady. Jeśli zrozumiesz, że ja też mam prawo do swojego miejsca w tym domu.
Było ciężko. Rozmowy trwały godzinami. Helena była obrażona przez kilka tygodni.
Ale coś się zmieniło. Po raz pierwszy poczułam, że mam głos.

Czasem zastanawiam się: ile kobiet w Polsce przeżywa to samo? Ile z nas czuje się gościem we własnym domu? Czy naprawdę musimy wybierać między rodziną a sobą?

Może czas zacząć mówić głośno o tym, co nas boli? Może czas zawalczyć o siebie – zanim będzie za późno?