Kiedy rodzina żąda więcej, niż możesz dać: Moja walka o własne granice i serce
— Lucyna, przecież ty już tej kurtki nie nosisz! — głos mojej mamy rozbrzmiewa w słuchawce z nutą pretensji. — Po co ci ona? Daj ją Kasi, ona chodzi w czym popadnie.
Patrzę na szafę, w której wisi ta granatowa kurtka. To prawda, nie nosiłam jej od zimy, ale była droga, ciepła i planowałam zostawić ją dla mojej córeczki, Zosi, kiedy podrośnie. Zaciskam palce na telefonie. Wiem, że jeśli powiem „nie”, mama się obrazi. Jeśli powiem „tak”, znów poczuję się okradziona z czegoś swojego.
— Mamo, ale ja chciałam ją zostawić dla Zosi… — mówię cicho.
— Zosia ma jeszcze czas! A Kasi teraz jest zimno! — przerywa mi mama. — Ty zawsze musisz wszystko zatrzymywać dla siebie?
Czuję, jak narasta we mnie frustracja. To nie pierwszy raz. Odkąd pamiętam, moja rodzina traktuje mnie jak magazyn rzeczy „na później”. Gdy tylko coś przestaje być używane, natychmiast pojawia się telefon: „Daj to cioci”, „Oddaj kuzynce”, „Przecież i tak ci się nie przyda”. Nigdy nie pytają, czy chcę się czymś podzielić. Zawsze oczekują, że oddam wszystko bez słowa.
Mój mąż, Tomek, widzi moją minę, gdy odkładam telefon.
— Znowu chcą coś zabrać? — pyta spokojnie.
— Kurtkę… — odpowiadam i czuję łzy pod powiekami. — Chciałam ją zostawić dla Zosi.
Tomek przytula mnie delikatnie.
— Musisz nauczyć się mówić „nie”. To twoje rzeczy. Masz prawo je zatrzymać.
Ale czy naprawdę mam? W mojej rodzinie „nie” brzmi jak zdrada. Pamiętam, jak miałam osiem lat i nie chciałam oddać ulubionej lalki kuzynce. Mama wtedy powiedziała: „Nie bądź samolubna! W rodzinie trzeba się dzielić”. Od tamtej pory dzielę się wszystkim — nawet tym, czego oddać nie chcę.
Wieczorem siedzę na kanapie i patrzę na Zosię bawiącą się pluszowym misiem. Przypominam sobie, jak mama zabrała mi podobnego misia i oddała go córce swojej koleżanki. Płakałam wtedy całą noc. Czy chcę, żeby Zosia też czuła się tak bezsilna?
Następnego dnia dzwoni siostra.
— Lucyna, masz może jakieś ubranka po Zosi? Moja Ania wyrasta ze wszystkiego! — pyta z entuzjazmem.
— Mam kilka rzeczy… Ale część chciałabym zostawić dla Zosi na pamiątkę — odpowiadam ostrożnie.
— O matko, ty to zawsze musisz coś zatrzymać! — śmieje się siostra. — No ale dobra, daj co możesz.
Odkładam słuchawkę i czuję się winna. Czy naprawdę jestem samolubna? Przecież pomagam tyle, ile mogę. Oddałam już wózek, łóżeczko, mnóstwo ubranek… Ale kiedy chcę coś zostawić dla siebie lub córki, czuję się winna.
W pracy nie mam takich problemów. Tam moje granice są szanowane. Ale w domu? Każda próba postawienia granicy kończy się obrażaniem lub cichymi dniami.
Kilka dni później mama przychodzi do nas z wizytą. Widzi kurtkę wiszącą w przedpokoju.
— To ta kurtka? — pyta z wyrzutem.
— Tak — odpowiadam cicho.
— Kasi by się przydała… — mówi znacząco.
Zosia podbiega do mnie i chwyta mnie za rękę.
— Mamusiu, będę miała taką kurtkę jak ty? — pyta z nadzieją w oczach.
Patrzę na nią i nagle wszystko staje się jasne. Nie mogę pozwolić, by moje dziecko czuło się tak jak ja przez całe życie — zmuszane do oddawania tego, co kocha.
— Mamo, przepraszam, ale tym razem nie oddam tej kurtki — mówię stanowczo. — Chcę ją zostawić dla Zosi.
Mama patrzy na mnie zaskoczona.
— No dobrze… Jak chcesz — mówi chłodno i przez resztę wizyty jest oschła.
Wieczorem Tomek przytula mnie mocno.
— Jestem z ciebie dumny — szepcze. — W końcu postawiłaś granicę.
Ale ja nie czuję ulgi. Czuję ciężar winy i strach przed kolejną rozmową z rodziną. Czy będą mnie teraz traktować jak egoistkę? Czy przestaną dzwonić?
Następnego dnia dostaję SMS-a od mamy: „Nie rozumiem cię ostatnio. Kiedyś byłaś inna”. Przez chwilę mam ochotę zadzwonić i przeprosić. Ale patrzę na Zosię i wiem, że muszę być silna — dla niej i dla siebie.
Wieczorem długo rozmawiam z Tomkiem o tym, jak trudno jest stawiać granice w rodzinie. O tym, że miłość nie polega na ciągłym poświęcaniu siebie. Że czasem trzeba powiedzieć „dość” nawet najbliższym.
Zosia zasypia wtulona we mnie. Głaszczę jej włosy i myślę: czy uda mi się nauczyć ją tego, czego sama dopiero się uczę? Czy kiedyś przestanę czuć się winna za to, że dbam o siebie?
A wy? Czy też macie w rodzinie takie sytuacje? Jak radzicie sobie z poczuciem winy i presją bliskich?