Kiedy przeszłość wraca nocą: Tajemnica mojej córki i próba rodziny
– Mamo, musisz mi pomóc. – Jej głos drżał w słuchawce, a ja czułam, jak serce podchodzi mi do gardła. To była Ania, moja córka, która od lat żyła na własnych zasadach, często wbrew wszystkiemu, co próbowałam jej przekazać. Była już późna noc, a za oknem szalała burza. Deszcz bębnił o szyby tak głośno, że ledwo słyszałam własne myśli.
– Aniu, co się stało? – spytałam, choć przeczuwałam, że odpowiedź nie będzie prosta.
– Nie mogę teraz rozmawiać. Proszę… zaopiekuj się Kubą. – I rozłączyła się.
Kilka minut później usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je z bijącym sercem i zobaczyłam mojego wnuka, przemokniętego do suchej nitki, z wielkimi oczami pełnymi strachu. Miał tylko siedem lat. Bez słowa rzucił mi się na szyję.
– Gdzie mama? – zapytałam cicho, ale Kuba tylko pokręcił głową i zacisnął palce na mojej bluzce.
Zamknęłam drzwi, a burza uderzyła z nową siłą. Wzięłam Kubę na ręce i zaniosłam do kuchni. Zaparzyłam mu herbatę z miodem, choć sama ledwo trzymałam się na nogach. W głowie kłębiły mi się pytania: Gdzie jest Ania? Dlaczego zostawiła syna? Czy coś jej grozi?
Przez całą noc siedziałam przy łóżku Kuby, wsłuchując się w jego niespokojny oddech. Wspomnienia wracały falami – te dobre i te złe. Przypomniałam sobie dzień, w którym Ania oznajmiła mi, że jest w ciąży. Była wtedy taka młoda, uparta i przekonana, że poradzi sobie sama. Ja próbowałam ją wspierać, choć w środku czułam żal i strach. Ojciec Kuby zniknął zaraz po narodzinach syna. Od tamtej pory Ania walczyła z życiem na własną rękę.
Rano zadzwoniłam do niej dziesiątki razy – bez skutku. Zgłosiłam jej zaginięcie na policji, ale usłyszałam tylko: „Proszę czekać na kontakt”. Czekałam więc – dzień, dwa, tydzień. Kuba coraz częściej pytał o mamę. Wymyślałam wymówki: „Mama jest w pracy”, „Mama musi coś załatwić”. Ale widziałam w jego oczach narastający lęk.
Pewnego wieczoru Kuba zapytał:
– Babciu, czy mama mnie już nie kocha?
Zamarłam. Jak odpowiedzieć dziecku na takie pytanie? Przecież sama nie wiedziałam, co się stało z moją córką. Przytuliłam go mocno.
– Mama cię bardzo kocha. Czasem dorośli mają trudne sprawy do załatwienia.
Ale czy sama wierzyłam w te słowa?
Wkrótce zaczęły się plotki. Sąsiadka z naprzeciwka szepnęła mi na klatce:
– Pani Ania podobno miała długi… Może uciekła przed kimś?
Inna dorzuciła:
– Słyszałam, że widziano ją z jakimś mężczyzną pod dworcem.
Każda taka uwaga bolała jak cios. Próbowałam nie słuchać, ale w nocy nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok i zadawałam sobie pytania: Gdzie popełniłam błąd? Czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy byłam zbyt surowa? A może za mało wspierałam Anię?
Po miesiącu odebrałam list polecony. Drżącymi rękami otworzyłam kopertę. To był list od Ani.
„Mamo,
Wiem, że cię zawiodłam. Wiem też, że zostawiając Kubę u ciebie, zraniłam go i ciebie najbardziej na świecie. Ale musiałam odejść. Zrobiłam coś głupiego – zadłużyłam się u niewłaściwych ludzi. Bałam się o siebie i o Kubę. Nie mogłam pozwolić, żeby mu się coś stało przez moje błędy.
Proszę cię tylko o jedno: zaopiekuj się nim najlepiej jak potrafisz. Ja spróbuję wszystko naprawić i wrócić po niego.
Kocham was bardzo.
Ania”
Czytałam ten list dziesiątki razy. Płakałam nad nim całą noc. Z jednej strony czułam gniew – jak mogła zostawić własne dziecko? Z drugiej – rozpacz i współczucie dla mojej córki, która najwyraźniej była w desperacji.
Kuba coraz bardziej zamykał się w sobie. Przestał rozmawiać z kolegami w szkole, zaczął moczyć się w nocy. Psycholog szkolna zasugerowała terapię.
– Pani Mario – powiedziała mi kiedyś podczas rozmowy – dzieci czują więcej niż nam się wydaje. Kuba potrzebuje poczucia bezpieczeństwa.
Ale jak dać mu to bezpieczeństwo, skoro sama byłam kłębkiem nerwów?
Wkrótce pojawiły się kolejne problemy – sąd rodzinny zainteresował się sytuacją Kuby. Musiałam walczyć o prawo do opieki nad wnukiem. Brakowało mi pieniędzy na adwokata, ale nie mogłam pozwolić, by Kuba trafił do domu dziecka.
W tym wszystkim najbardziej bolało mnie milczenie mojego męża, Andrzeja. Od śmierci naszego syna zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Teraz tylko siedział wieczorami przed telewizorem i udawał, że nic się nie dzieje.
– Andrzej, musimy porozmawiać – powiedziałam pewnego wieczoru.
– O czym tu gadać? Wszystko już było powiedziane – burknął bez odrywania wzroku od ekranu.
– To nasza córka! Nasz wnuk! Nie możemy udawać, że to nas nie dotyczy!
– A co ja mogę zrobić? – wybuchł nagle. – Ty zawsze wiedziałaś lepiej! Teraz radź sobie sama!
Zostałam sama ze swoim bólem i odpowiedzialnością za dziecko.
Minęły kolejne miesiące. Kuba powoli zaczął odzyskiwać spokój – pomogły rozmowy z psychologiem i codzienna rutyna. Ja nauczyłam się żyć z niepewnością i tęsknotą za córką.
Pewnego dnia dostałam wiadomość od Ani przez Facebooka: „Mamo, jestem bezpieczna. Jeszcze trochę czasu… Proszę, wybacz mi”.
Nie wiem, czy kiedykolwiek wróci naprawdę. Nie wiem też, czy będę umiała jej wybaczyć wszystko to, przez co przeszliśmy.
Ale patrząc na Kubę śpiącego spokojnie obok mnie tej nocy, myślę: czy matka może przestać kochać swoje dziecko? Czy można wybaczyć wszystko?
A wy… co byście zrobili na moim miejscu?