Kiedy przeszłość nie daje spokoju: Jak nowa partnerka mojego byłego męża zburzyła mój świat
– Nie pozwolę ci zabrać Kacpra na weekend! – głos Agnieszki rozbrzmiewał w przedpokoju Pawła, kiedy przyszłam odebrać syna. Stała w drzwiach, z rękami skrzyżowanymi na piersi, a jej oczy błyszczały chłodnym gniewem. Paweł stał za nią, bezradny, jakby nie wiedział, po czyjej stronie powinien stanąć.
W tamtej chwili poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Jeszcze kilka miesięcy temu byłam przekonana, że po rozwodzie z Pawłem wreszcie będziemy mogli spokojnie dzielić się opieką nad Kacprem. Nie sądziłam, że ktoś trzeci tak brutalnie wkroczy w nasze życie i zacznie je układać według własnych zasad.
Agnieszka pojawiła się nagle. Paweł poznał ją w pracy – tak przynajmniej mówił. Na początku wydawała się miła, nawet zaproponowała, że upiecze ciasto na urodziny Kacpra. Ale szybko okazało się, że jej uprzejmość to tylko maska. Zaczęła podważać każdą moją decyzję dotyczącą syna. „Marta, może nie powinnaś pozwalać mu tyle grać na komputerze?”, „Nie sądzisz, że Kacper powinien jeść mniej słodyczy?” – rzucała niby mimochodem, ale zawsze przy Pawle, jakby chciała pokazać, że to ona teraz jest tą lepszą matką.
Najgorsze przyszło później. Zaczęła przekonywać Pawła, żeby ograniczył moje kontakty z Kacprem. „Ona go rozpuszcza”, mówiła. „Kacper wraca od niej rozdrażniony i nie chce mnie słuchać”. Paweł coraz częściej dzwonił do mnie z pretensjami. „Marta, musimy ustalić nowe zasady. Agnieszka uważa, że…” – i tu następowała lista zarzutów.
Pewnego dnia Kacper wrócił do mnie smutny i zamknięty w sobie. Zapytałam go, co się stało. Najpierw milczał, ale potem wybuchnął płaczem:
– Mama, Agnieszka powiedziała, że jak będę niegrzeczny, to już nie będę mógł do ciebie przychodzić…
Zamarłam. Jak można tak straszyć dziecko? Zadzwoniłam do Pawła. Rozmowa była krótka i pełna napięcia:
– Paweł, musimy porozmawiać o Agnieszce. Ona… – zaczęłam.
– Marta, nie przesadzaj. Agnieszka tylko chce dla Kacpra dobrze – przerwał mi zirytowany.
– Ale ona go szantażuje! On się boi!
– To twoja interpretacja. Może powinnaś popracować nad sobą?
Wtedy po raz pierwszy poczułam prawdziwą bezsilność. Byłam matką własnego dziecka, a ktoś obcy próbował wyrwać mi je z rąk. Zaczęłam walczyć – rozmowy z psychologiem szkolnym, konsultacje z prawnikiem, rozmowy z rodziną Pawła. Moja mama powtarzała: „Nie daj się zastraszyć! To twoje dziecko!” Ale każda kolejna wizyta u Pawła kończyła się awanturą.
Kacper coraz częściej zamykał się w sobie. Przestał opowiadać mi o szkole, o kolegach. Widziałam, jak bardzo cierpi między dwoma światami – moim i tym drugim, gdzie Agnieszka była królową.
Pewnego dnia odebrałam telefon od wychowawczyni:
– Pani Marto, czy wszystko w porządku z Kacprem? Ostatnio jest bardzo wycofany i płaczliwy…
Serce mi pękło. Wiedziałam już wtedy, że muszę działać bardziej stanowczo. Złożyłam wniosek do sądu o uregulowanie kontaktów z synem i poprosiłam o mediacje rodzinne. Paweł był wściekły:
– Chcesz mnie pozbawić syna?!
– Chcę tylko chronić Kacpra przed tym wszystkim! – krzyczałam przez łzy.
Mediacje były koszmarem. Agnieszka przyszła ubrana jak na rozmowę kwalifikacyjną i przez cały czas udawała zatroskaną macochę:
– Ja tylko chcę pomóc Kacprowi odnaleźć się w nowej sytuacji…
Psycholog widział jednak więcej niż Paweł. Po kilku spotkaniach powiedział mi na osobności:
– Pani Marto, proszę się nie poddawać. Widać, że Kacper najbardziej potrzebuje pani spokoju i obecności.
To dodało mi sił. Zaczęłam walczyć o każdy weekend z synem, o każdą wspólną chwilę. Rozmawiałam z nim godzinami, tłumaczyłam mu wszystko najlepiej jak potrafiłam.
Po kilku miesiącach sąd przyznał mi większe prawa do opieki nad Kacprem. Paweł był rozgoryczony, Agnieszka przestała się odzywać. Ale najważniejsze było to, że mój syn znów zaczął się uśmiechać.
Czasem jednak budzę się w nocy i pytam sama siebie: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy kiedyś naprawdę będziemy rodziną bez lęku i manipulacji? Co wy byście zrobili na moim miejscu?