Kiedy mój mąż oddał całą moją tygodniową kuchnię swojej matce – polska rodzinna burza od środka
– Tomek, gdzie jest bigos? – zapytałam, zaglądając do pustej lodówki. Wczoraj jeszcze cała półka była pełna: bigos, gołąbki, rosół na dwa dni, sernik dla dzieci. Przez cały weekend stałam przy garach, żeby w tygodniu mieć spokój po pracy. Teraz nie było nic. Ani śladu po moim wysiłku.
Tomek stał w przedpokoju, zdejmując buty. Unikał mojego wzroku.
– Oddałem mamie – powiedział cicho.
Zamarłam. – Co zrobiłeś?
– Mama dzwoniła rano, mówiła, że jest chora i nie ma siły gotować. Pomyślałem… – urwał, patrząc na swoje buty.
– Pomyślałeś? – powtórzyłam przez zaciśnięte zęby. – Pomyślałeś, żeby oddać wszystko? Nawet dzieciom sernik?
W głowie mi dudniło. Przez chwilę miałam ochotę rzucić czymś w ścianę. Zamiast tego usiadłam na krześle i poczułam łzy pod powiekami.
– Przecież mogłeś mnie zapytać – wyszeptałam. – To był cały mój weekend. Dla nas.
Tomek wzruszył ramionami, jakby to była drobnostka. – Przecież możemy zamówić pizzę albo coś ugotujesz jutro…
Wtedy coś we mnie pękło. To nie chodziło o jedzenie. To chodziło o to, że znowu zostałam zepchnięta na drugi plan. Że znowu jego matka była ważniejsza niż ja i nasze dzieci.
Od lat czułam się jak piąte koło u wozu w tej rodzinie. Kiedy urodził się nasz syn Michał, teściowa przyjeżdżała codziennie i poprawiała wszystko, co robiłam: „Nie tak się przewija dziecko”, „Zupa za słona”, „Tomek lubi inaczej”. Zawsze miałam być wdzięczna za jej rady i obecność. A Tomek? On tylko kiwał głową i mówił: „Mama wie lepiej”.
Próbowałam rozmawiać z nim o granicach, o tym, że czuję się niewidzialna. Zawsze kończyło się tak samo: „Przesadzasz”, „Mama jest sama”, „Trzeba jej pomóc”.
Ale tym razem było inaczej. Tym razem poczułam się zdradzona przez własnego męża.
Wieczorem dzieci pytały o sernik. Michał miał łzy w oczach: „Mamo, przecież obiecałaś…”
Nie spałam całą noc. W głowie układałam rozmowę z Tomkiem i teściową. Wyobrażałam sobie, jak staję w kuchni i krzyczę: „Dość! To jest mój dom!” Ale rano znów byłam cicha i zmęczona.
W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka Ania zauważyła, że jestem nieobecna.
– Coś się stało? – zapytała.
Opowiedziałam jej wszystko. Ania spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
– I co zrobiłaś?
– Nic…
– Musisz z nim pogadać. Inaczej nigdy się to nie skończy.
Wróciłam do domu z postanowieniem, że tym razem nie odpuszczę.
Tomek siedział przed telewizorem. Wyłączyłam pilotem ekran.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam stanowczo.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
– O co chodzi?
– O twoją matkę. O to, że zawsze jest ważniejsza ode mnie i dzieci. O to, że oddałeś wszystko, co ugotowałam, nie pytając mnie o zdanie.
Westchnął ciężko.
– Przesadzasz…
– Nie przesadzam! – podniosłam głos. – Od lat czuję się jak służąca w tym domu! Twoja mama decyduje o wszystkim! Nawet o tym, co jemy!
Tomek milczał przez chwilę.
– Mama jest sama…
– A ja? Ja też jestem sama! Sama ze wszystkim! Z gotowaniem, dziećmi, twoją matką! Czy kiedykolwiek pomyślałeś o mnie?
Widziałam, że jest zaskoczony moją reakcją. Może pierwszy raz zobaczył we mnie kogoś więcej niż tylko żonę od obowiązków.
Przez kilka dni panowała między nami cisza. Tomek unikał rozmów, a ja starałam się nie wybuchnąć przy dzieciach. Ale wiedziałam już, że nie mogę dłużej milczeć.
W sobotę zadzwoniła teściowa:
– Kasiu, Tomek mówił mi, że byłaś zła o to jedzenie… Przecież ja jestem sama…
Zacisnęłam pięści.
– Pani Zofio – powiedziałam spokojnie – rozumiem, że jest pani ciężko. Ale ja też mam swoją rodzinę i swoje granice. Proszę nie oczekiwać ode mnie więcej niż mogę dać.
Po tej rozmowie długo płakałam. Bałam się, że Tomek będzie miał do mnie żal. Ale wieczorem przyszedł do kuchni i powiedział cicho:
– Przepraszam… Nie wiedziałem, że aż tak cię to boli.
Nie odpowiedziałam od razu. W końcu spojrzałam mu w oczy:
– Chcę być dla ciebie partnerką, nie służącą twojej matki.
Od tamtej pory zaczęliśmy rozmawiać inaczej. Nie było łatwo – teściowa długo miała do mnie żal i często dawała mi to odczuć. Ale przynajmniej wiedziałam już, że potrafię zawalczyć o siebie.
Czasem patrzę na Tomka i zastanawiam się: ile jeszcze kobiet w Polsce żyje w cieniu swoich teściowych? Ile z nas boi się powiedzieć „dość”? Może czas zacząć mówić głośno o tym, co naprawdę czujemy?