Kiedy Babcia Dowiedziała Się, Że Jej Wnuk Czeka na Jej Dom – Historia, Która Zmieniła Naszą Rodzinę na Zawsze

– Ty naprawdę myślisz, że ja już umieram? – Babcia spojrzała na mnie z takim bólem w oczach, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. Stałam w kuchni, trzymając w rękach kubek z herbatą, który nagle stał się cięższy niż kiedykolwiek. Za ścianą słyszałam cichy szloch mojej mamy. Wszystko zaczęło się od jednej rozmowy, której nigdy nie powinnam była podsłuchać.

Był listopadowy wieczór, wiatr szarpał gałęziami starego orzecha pod oknem. Siedziałam w swoim pokoju, próbując skupić się na pracy, gdy usłyszałam podniesione głosy z salonu. To był mój brat, Tomek, i nasza mama. – Mamo, przecież to logiczne. Babcia już nie daje rady. Dom i tak kiedyś będzie nasz – mówił Tomek bez cienia skruchy. – Może lepiej już teraz pomyśleć, co z nim zrobić? Sprzedać? Wynająć?

Poczułam, jak coś we mnie pęka. Przecież babcia żyła! Była z nami, piekła jeszcze szarlotkę tydzień temu, opowiadała mi o swoim dzieciństwie w czasie wojny. Jak można tak mówić? Jak można planować czyjeś odejście?

Nie mogłam spać tej nocy. W głowie kłębiły mi się myśli: czy Tomek naprawdę jest aż tak bezduszny? Czy mama też tak myśli? Czy ja jestem naiwna, wierząc w rodzinne więzi? Rano postanowiłam porozmawiać z babcią. Weszłam do jej pokoju i zobaczyłam ją siedzącą przy oknie, patrzącą na ogród.

– Babciu… – zaczęłam niepewnie. – Czy wszystko u Ciebie w porządku?

Spojrzała na mnie uważnie. – Marto, coś się stało? Widzę po Tobie.

Zawahałam się. Nie chciałam być tą, która przynosi złe wieści. Ale nie mogłam już dłużej udawać. – Podsłuchałam wczoraj rozmowę Tomka z mamą… Mówili o Twoim domu. O tym, co z nim zrobić… kiedy Ciebie już nie będzie.

Babcia zbladła. Przez chwilę milczała, a potem tylko westchnęła głęboko. – Wiedziałam, że ten dzień kiedyś nadejdzie – powiedziała cicho. – Ale nie sądziłam, że tak szybko.

Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Babcia zamknęła się w sobie. Przestała rozmawiać z Tomkiem, unikała mamy. Ja czułam się rozdarta – kochałam ich wszystkich, ale nie mogłam wybaczyć bratu tej chciwości.

Kilka dni później babcia poprosiła mnie do siebie. – Marto, chcę Ci coś pokazać – powiedziała i wyjęła ze starej szuflady pożółkłą kopertę. – To jest testament. Spisałam go dawno temu. Chciałam, żeby dom został w rodzinie, żebyście tu wszyscy byli szczęśliwi… Ale teraz nie wiem, czy to ma sens.

Patrzyłam na nią ze łzami w oczach. – Babciu, dom to tylko mury. Najważniejsze jesteśmy my.

Uśmiechnęła się smutno. – Tak myślałam przez całe życie. Ale widzisz… czasem ludzie bardziej kochają mury niż siebie nawzajem.

Wkrótce konflikt wybuchł na dobre. Tomek coraz częściej przychodził do babci i próbował ją przekonać do przepisania domu na niego już teraz. Mama milczała, ale widziałam po niej, że jest rozdarta między synem a matką. Ja byłam jedyną osobą, która próbowała jeszcze ratować resztki rodzinnego ciepła.

Pewnego dnia babcia zebrała nas wszystkich w salonie. – Chcę wam coś powiedzieć – zaczęła stanowczo. – Wiem, że liczycie na ten dom. Ale ja jeszcze żyję i mam prawo decydować o swoim życiu! Nie pozwolę wam rozdzierać rodziny przez cegły i dach!

Tomek wzruszył ramionami. – Babciu, nie przesadzaj… Chcemy tylko wiedzieć, co dalej.

– Co dalej? – powtórzyła babcia z goryczą. – Dalej będziecie musieli nauczyć się żyć bez tego domu! Bo jeśli tak ma wyglądać rodzina, to wolę go oddać komuś obcemu!

Mama rozpłakała się i wybiegła z pokoju. Tomek zacisnął pięści i wyszedł bez słowa. Zostałyśmy same.

– Marto… przepraszam cię za to wszystko – powiedziała babcia cicho. – Nie chciałam cię w to mieszać.

Przytuliłam ją mocno. – Babciu, ja zawsze będę po Twojej stronie.

Od tamtej pory dom stał się miejscem pełnym napięcia i niedopowiedzeń. Każdy dzień był walką o normalność: wspólne obiady zamieniły się w milczące posiłki, święta były tylko formalnością bez radości i śmiechu.

Babcia coraz częściej chorowała. Czułam, że jej serce pęka nie przez wiek czy chorobę, ale przez naszą rodzinę.

Pewnego wieczoru usiadłyśmy razem przy kuchennym stole.

– Marto… pamiętaj jedno: dom to nie wszystko. Jeśli kiedyś będziesz musiała wybierać między rodziną a majątkiem… wybierz ludzi.

Przytuliłam ją mocno i obiecałam sobie nigdy nie dopuścić do podobnej sytuacji w przyszłości.

Babcia odeszła kilka miesięcy później. Testament zostawiła bez zmian – dom miał zostać podzielony między wszystkich wnuków po równo. Ale już nikt nie chciał tu mieszkać.

Dziś siedzę w pustym salonie i patrzę na zdjęcia z dawnych lat. Zastanawiam się: czy naprawdę warto było poświęcić miłość dla kilku metrów kwadratowych? Czy można wybaczyć rodzinie takie rozczarowanie?

A Wy… co byście zrobili na moim miejscu?