Każdy weekend to piekło: Wyznanie synowej, która walczy o swoje miejsce w domu

— Znowu przyszli bez zapowiedzi — myślę, patrząc przez okno na znajome sylwetki teściów, którzy już otwierają furtkę. Serce wali mi jak młotem. W kuchni jeszcze czuć zapach niedzielnego rosołu, ale ja nie czuję głodu, tylko narastającą panikę. — Aniu, otworzysz? — woła z przedpokoju mój mąż, Tomek, z tym swoim beztroskim uśmiechem, jakby nie widział, jak bardzo mnie to wszystko przytłacza.

Otwieram drzwi i już słyszę: — No wreszcie! — mówi teściowa, pani Halina, z uśmiechem, który bardziej przypomina grymas. — Mówiłam Tomkowi, że powinniście częściej nas zapraszać. W końcu rodzina to rodzina.

Teść, pan Zbyszek, już rozgląda się po salonie, jakby sprawdzał, czy wszystko stoi na swoim miejscu. — O, znowu przestawiłaś kanapę? — rzuca z lekkim wyrzutem. — U nas w domu wszystko miało swoje miejsce przez trzydzieści lat.

Zaciskam dłonie na fartuchu. Chciałabym powiedzieć: „To jest mój dom”, ale słowa więzną mi w gardle. Zamiast tego pytam grzecznie: — Napijecie się kawy?

— Tylko nie tej rozpuszczalnej! — rzuca teściowa. — Wiesz przecież, że Tomek zawsze pił parzoną.

Tomek siada przy stole i zaczyna rozmawiać z ojcem o pracy. Ja stoję przy kuchence i czuję się jak służąca we własnym domu. Przez uchylone drzwi słyszę, jak teściowa szepcze do Tomka:

— Ania powinna więcej się starać. Ty cały tydzień pracujesz, a ona nawet nie upiekła ciasta na weekend.

Czuję łzy pod powiekami. Przecież pracuję na pół etatu w bibliotece, zajmuję się domem i naszym synkiem Kubą. Ale dla nich to za mało. Dla nich zawsze będę „tą żoną Tomka”, nigdy Anią.

Gdy próbuję dołączyć do rozmowy, teściowa przerywa mi:

— Aniu, może byś posprzątała balkon? Widziałam z ulicy, że doniczki są brudne.

Tomek nawet nie reaguje. Udaje, że nie słyszy. Czuję się niewidzialna.

Wieczorem, kiedy teściowie wychodzą, próbuję porozmawiać z Tomkiem:

— Tomek, czy ty widzisz, jak oni mnie traktują?

Wzdycha ciężko:

— Daj spokój, Ania. Mama po prostu chce dobrze. Nie przesadzaj.

— Ale ja już nie wytrzymuję! — krzyczę nagle, sama siebie zaskakując. — To jest mój dom! Chcę czuć się tu bezpiecznie!

Tomek patrzy na mnie jak na wariatkę:

— Przesadzasz. Oni są rodziną.

Zostaję sama w kuchni. Słyszę tylko tykanie zegara i cichy płacz Kuby przez ścianę. Idę do jego pokoju i przytulam go mocno. On jest jedyną osobą, dla której czuję się ważna.

Kolejny weekend wygląda podobnie. Teściowie pojawiają się bez zapowiedzi. Teściowa krytykuje mój obiad („Za mało soli”), teść przestawia kwiatki na parapecie („Tak lepiej rosną”). Tomek śmieje się z nimi przy stole, a ja czuję się coraz bardziej samotna.

Pewnego dnia nie wytrzymuję. Gdy teściowa zaczyna narzekać na kurz na półkach, mówię stanowczo:

— Pani Halino, proszę nie komentować mojego domu. Robię wszystko najlepiej jak potrafię.

Zapada cisza. Teściowa patrzy na mnie zaskoczona.

— Oho! — mówi teść. — Ania ma swoje zdanie!

Tomek patrzy na mnie z wyrzutem:

— Po co ta scena?

Ale ja czuję ulgę. Po raz pierwszy od dawna powiedziałam coś głośno.

Wieczorem Tomek jest chłodny:

— Nie rozumiem cię. Po co się tak spinasz? Przecież to tylko rodzina.

Patrzę na niego i czuję przepaść między nami. Czy on naprawdę nie widzi, jak bardzo mnie to boli?

Zaczynam unikać weekendów w domu. Zabieram Kubę na spacery do parku albo do koleżanki. Tomek zostaje sam z rodzicami i dopiero wtedy zaczyna dostrzegać różnicę.

Pewnej niedzieli wracam późno do domu. W salonie cisza. Teściowie już wyszli. Tomek siedzi przy stole i patrzy w okno.

— Ania… Może masz rację — mówi cicho. — Może powinniśmy ustalić jakieś zasady.

Patrzę na niego długo. Czy to początek zmiany? Czy naprawdę mnie usłyszał?

Dziś wiem jedno: jeśli nie zawalczę o siebie teraz, już zawsze będę tylko niewidzialną gospodynią we własnym domu. Ale czy mam dość siły?

Czy każda synowa musi przechodzić przez to samo piekło? A może to ja jestem zbyt słaba? Jak długo można milczeć i pozwalać innym przekraczać nasze granice?