Jedna noc, która roztrzaskała moje życie: zdrada, tajemnice i matka mojego męża
– Otwórz! Proszę, otwórz! – usłyszałam przez drzwi głos Margity, mojej teściowej. Była druga w nocy. Siedziałam w kuchni, próbując zasnąć po kolejnej kłótni z Pawłem. W powietrzu wciąż wisiały niewypowiedziane słowa i ciężar milczenia. Drżącymi rękami przekręciłam klucz. Margita stała na progu, z mokrymi od łez policzkami, w rozpiętym płaszczu.
– Muszę z tobą porozmawiać. Teraz. – Jej głos był cichy, ale stanowczy.
Wpuściłam ją do środka. Usiadła przy stole, a ja nalałam jej herbaty, choć sama nie wiedziałam, czy to bardziej dla niej, czy dla siebie. Przez chwilę milczałyśmy. W końcu spojrzała na mnie oczami pełnymi bólu.
– On cię okłamuje, Aniu – powiedziała nagle. – Paweł… on nie jest tym, za kogo go uważasz.
Poczułam, jak serce mi zamiera. Przez ostatnie miesiące czułam, że coś jest nie tak. Paweł wracał coraz później, unikał rozmów, a kiedy pytałam, patrzył gdzieś obok mnie. Ale nigdy nie sądziłam, że to może być coś więcej niż stres w pracy.
– Co masz na myśli? – zapytałam szeptem.
Margita zaczęła płakać jeszcze mocniej. – On… on ma kogoś. Od dawna. Próbowałam z nim rozmawiać, błagałam, żeby się opamiętał. Ale on…
Nie mogłam oddychać. Wszystko zaczęło wirować. Przypomniałam sobie wszystkie te wieczory, kiedy mówił, że musi zostać dłużej w biurze, wszystkie te dziwne wiadomości na jego telefonie, które tłumaczył pracą.
– Skąd wiesz? – spytałam drżącym głosem.
– Bo widziałam ich razem. W kawiarni na rynku. Trzymali się za ręce. I… – zawahała się – ona jest w ciąży.
Zakręciło mi się w głowie. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Margita złapała mnie za rękę.
– Wiem, że to okrutne. Ale musisz wiedzieć prawdę. Nie mogę już tego dłużej ukrywać.
Siedziałyśmy tak przez długą chwilę w ciszy przerywanej tylko jej szlochem i moim przyspieszonym oddechem. W końcu Margita powiedziała coś jeszcze cichszym głosem:
– To nie pierwszy raz… Twój teść też miał romans. Przez lata żyłam z tym ciężarem i nie chciałam, żebyś ty musiała przez to przechodzić.
Poczułam się zdradzona przez wszystkich. Przez Pawła, przez rodzinę, przez własne serce, które nie chciało wierzyć w to wszystko.
Kiedy Margita wyszła nad ranem, zostałam sama z tysiącem myśli. Paweł wrócił dopiero po ósmej. Stał w progu zmęczony i jakby starszy o kilka lat.
– Aniu…
Nie pozwoliłam mu dokończyć.
– Wiem o wszystkim – powiedziałam zimno. – O niej. O dziecku.
Zbladł i usiadł ciężko na krześle.
– Chciałem ci powiedzieć… Ale nie wiedziałem jak.
– Nie wiedziałeś jak? – wybuchłam. – To trzeba było nie zdradzać!
Przez chwilę patrzył na mnie bez słowa. Potem zaczął mówić o tym, jak się pogubił, jak czuł się samotny nawet przy mnie, jak nie potrafił być szczery sam ze sobą.
– Przepraszam – wyszeptał w końcu.
Ale to słowo niczego nie zmieniało. Nie potrafiłam mu wybaczyć. Nie wtedy, kiedy wszystko we mnie krzyczało z bólu i żalu.
Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Margita dzwoniła codziennie, próbując mnie pocieszyć, ale ja nie chciałam już słuchać żadnych tłumaczeń ani historii o tym, jak kobiety w tej rodzinie zawsze musiały coś znosić.
Moja mama przyjechała po tygodniu. Przytuliła mnie mocno i powiedziała:
– Aniu, musisz pomyśleć o sobie. Nie o nim, nie o rodzinie. O sobie.
Ale jak myśleć o sobie, kiedy całe życie rozsypało się na kawałki?
W pracy wszyscy pytali o Pawła; byliśmy przecież tą „idealną parą”, którą wszyscy podziwiali za zgodę i spokój. Nikt nie wiedział o naszych kłótniach za zamkniętymi drzwiami ani o tym, jak bardzo bolało mnie jego milczenie.
Wieczorami siedziałam sama w sypialni i patrzyłam na zdjęcia z naszego ślubu. Na twarzy Pawła widziałam wtedy szczerość i miłość – czy to wszystko było tylko iluzją?
Margita przyszła jeszcze raz po miesiącu. Usiadłyśmy razem na balkonie.
– Wiem, że mnie nienawidzisz za to wszystko – powiedziała cicho.
– Nie nienawidzę cię – odpowiedziałam po chwili milczenia. – Ale nie wiem, czy kiedykolwiek będę mogła wybaczyć Pawłowi… albo sobie za to, że tak długo niczego nie widziałam.
Margita spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
– Ja też nigdy sobie nie wybaczyłam…
Patrzyłyśmy razem na zachodzące słońce nad blokami Warszawy i przez chwilę czułam się mniej samotna w swoim bólu.
Dziś wiem jedno: czasem najtrudniej jest wybaczyć nie innym, ale sobie samemu za własną ślepotę i nadzieję na lepsze jutro. Czy można jeszcze zaufać komuś po takim upadku? Czy da się odbudować siebie z popiołów cudzych kłamstw?