Dwie twarze prawdy: Moje życie po odkryciu, że mój mąż miał drugą rodzinę
– Kłamiesz! – krzyknęłam, czując jak głos drży mi ze złości i rozpaczy. Marek stał w przedpokoju, z kluczami w dłoni, a jego twarz była blada jak ściana za nim. – To nieprawda, Aniu… – zaczął, ale nie pozwoliłam mu dokończyć. – Widziałam was razem! Widziałam ją i… ich dziecko! Jak mogłeś?!
Wszystko zaczęło się od przypadkowego spotkania na rynku. Szłam po zakupy, kiedy zobaczyłam Marka z kobietą i małym chłopcem. Śmiali się, trzymali za ręce. Zamarłam. Przez chwilę myślałam, że to jakaś pomyłka, ale potem zobaczyłam, jak chłopiec mówi do niego „tato”. Przez kilka dni żyłam w zawieszeniu, próbując znaleźć logiczne wytłumaczenie. Może to kuzynka? Może opiekuje się dzieckiem przyjaciółki? Ale serce już wiedziało prawdę.
Kiedy w końcu skonfrontowałam Marka, nie miał już wyjścia. Przyznał się. Od pięciu lat prowadził podwójne życie – ze mną i z Magdą. Z nią miał syna, z nami córkę. – Kocham was obie… – wyszeptał, a ja poczułam mdłości. Jak można kochać dwie osoby i tak bardzo je ranić?
Przez kolejne dni nie jadłam, nie spałam. Córka, Zosia, pytała: – Mamo, dlaczego tata nie wraca na noc? – Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. W głowie miałam tylko obrazy Marka z tamtą kobietą. Zastanawiałam się, czy ona wie o mnie. Czy jest równie oszukana?
Po tygodniu zebrałam się na odwagę i odnalazłam Magdę. Mieszkała na drugim końcu miasta, w bloku z wielkiej płyty. Drżały mi ręce, gdy dzwoniłam do jej drzwi. Otworzyła drobna kobieta o zmęczonych oczach. – Dzień dobry… Jestem Anna. Żona Marka – powiedziałam cicho.
Magda pobladła. Przez chwilę patrzyła na mnie w milczeniu, potem zaprosiła do środka. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole, a jej syn bawił się klockami na dywanie. – Myślałam, że jestem jedyna – wyszeptała Magda. – On mówił, że pracuje za granicą…
Rozmawiałyśmy długo. Obie płakałyśmy. Obie czułyśmy się upokorzone i zdradzone. W pewnym momencie Magda zapytała: – Co teraz zrobimy? Zgłosimy go na policję? Powiemy wszystkim? A może… po prostu odejdziemy?
Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, słysząc w głowie słowa Magdy i płacz Zosi przez sen. Rano zadzwonił Marek. – Musimy porozmawiać – powiedział cicho. Spotkaliśmy się w parku, gdzie kiedyś chodziliśmy na spacery z córką.
– Przepraszam – zaczął. – Nie chciałem nikogo skrzywdzić…
– Ale skrzywdziłeś nas wszystkich! – przerwałam mu ostro.
– Nie potrafiłem wybrać… Bałem się samotności…
Patrzyłam na niego i widziałam człowieka słabego, zagubionego, ale przede wszystkim tchórza. Nie chciałam już więcej słuchać jego tłumaczeń.
Wróciłam do domu i zadzwoniłam do Magdy. – Musimy to zakończyć po swojemu – powiedziałam stanowczo.
Przez kolejne tygodnie wspierałyśmy się nawzajem. Spotykałyśmy się z dziećmi na placu zabaw, rozmawiałyśmy godzinami przez telefon. Z czasem pojawiły się plotki wśród sąsiadów i rodziny. Moja matka była wściekła: – Jak mogłaś pozwolić mu tak cię upokorzyć? Ojciec milczał przez kilka dni, potem przyszedł i powiedział tylko: – Jesteś silniejsza niż myślisz.
Najtrudniejsze były rozmowy z Zosią. – Mamo, czy tata nas już nie kocha? – pytała ze łzami w oczach.
– Tata popełnił błąd, kochanie… Ale ja zawsze będę przy tobie.
W końcu zdecydowałyśmy z Magdą: żadnej zemsty, żadnych awantur publicznych. Chciałyśmy spokoju dla siebie i dzieci. Złożyłam pozew o rozwód. Marek próbował jeszcze wrócić, błagał o wybaczenie, ale nie potrafiłam już mu zaufać.
Po kilku miesiącach zaczęłam powoli odzyskiwać równowagę. Znalazłam nową pracę w bibliotece miejskiej, zapisałam Zosię na balet. Magda również zaczęła układać sobie życie na nowo.
Czasem spotykamy się na kawie i śmiejemy się przez łzy z tego wszystkiego, co nas spotkało. Obie wiemy, że nigdy nie zapomnimy bólu zdrady, ale nauczyłyśmy się żyć dalej.
Często zastanawiam się: czy można naprawdę poznać drugiego człowieka? Czy warto jeszcze kiedyś zaufać? A może najważniejsze to nauczyć się ufać samej sobie?