„Dlaczego nie jestem wystarczająca?” – Moje życie w cieniu zdrady po sześćdziesiątce

– Co to jest, Janek? – zapytałam, trzymając w ręku jego telefon, który jeszcze przed chwilą wibrował na kuchennym stole. Moje palce drżały, serce waliło jak oszalałe. Na ekranie widniała wiadomość: „Dziękuję za wczoraj. Tęsknię już.” Pod spodem podpis: „Kasia”.

Janek spojrzał na mnie z przestrachem, jakby nagle zobaczył ducha. – To nic takiego, Marysiu… – zaczął, ale głos mu się załamał. – To tylko koleżanka z pracy.

W tej chwili poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Przez 38 lat byliśmy razem. Wspólne dzieci, wnuki, dom na obrzeżach Wrocławia. Zawsze myślałam, że jesteśmy szczęśliwi – może nie jak w filmach, ale po swojemu. A teraz? Wszystko zaczęło się sypać jak domek z kart.

Nie spałam tej nocy. Siedziałam przy kuchennym stole, patrzyłam na stare zdjęcia – ślubne, z wakacji nad Bałtykiem, z chrztu naszej wnuczki Zosi. Próbowałam znaleźć odpowiedź: kiedy to się zaczęło? Co przeoczyłam? Czy byłam zbyt skupiona na wnukach, na ogródku, na codzienności?

Rano Janek próbował rozmawiać. – Marysiu, proszę cię… To nic nie znaczyło. Byłem głupi. Sam nie wiem, dlaczego… – mówił cicho, unikając mojego wzroku.

– Dlaczego ona? – zapytałam. – Czego ci brakowało?

Nie odpowiedział od razu. Widziałam, jak walczy ze sobą. – Nie wiem… Chyba chciałem poczuć się znowu młody. Ona mnie podziwiała, słuchała… Ty zawsze jesteś taka zajęta wszystkim dookoła.

Te słowa bolały bardziej niż sama zdrada. Zawsze starałam się być dobrą żoną: gotowałam jego ulubione zupy, dbałam o dom, pamiętałam o jego lekach. Ale czy to wystarczało? Czy gdzieś po drodze zgubiliśmy siebie nawzajem?

Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak współlokatorzy. Ja zamykałam się w sypialni, on udawał, że wszystko jest w porządku. Dzieci dzwoniły, pytały o zdrowie, o plany na święta – nie miałam siły im powiedzieć prawdy.

Pewnego wieczoru przyszła do mnie moja siostra Basia. – Maryśka, musisz coś z tym zrobić. Albo mu wybaczysz i spróbujecie to naprawić, albo odejdź. Nie możesz tak wisieć w próżni.

Ale jak wybaczyć? Jak zaufać komuś, kto raz już zawiódł? Przecież nie jestem już młoda, nie zacznę wszystkiego od nowa. Z drugiej strony – czy chcę do końca życia żyć w cieniu podejrzeń?

Zaczęłam chodzić na spacery po parku Szczytnickim. Tam spotkałam panią Halinę z sąsiedztwa. Kiedyś też przeżyła zdradę męża. – Najgorsze jest to poczucie winy – powiedziała mi. – Człowiek myśli: co ze mną nie tak? Ale to nie twoja wina, Marysiu. On podjął decyzję.

Te słowa długo we mnie rezonowały. Czy naprawdę nie jestem winna temu, co się stało? Przecież zawsze słyszałam: „Dbaj o męża, bo jeszcze ci go ktoś sprzątnie.”

Po tygodniu Janek przyszedł do mnie wieczorem i ukląkł przy moim fotelu. – Marysiu, błagam cię… Nie chcę cię stracić. Zerwałem kontakt z Kasią. Chcę tylko ciebie.

Patrzyłam na niego długo. Widziałam łzy w jego oczach – pierwszy raz od śmierci jego matki.

– Nie wiem, czy potrafię ci jeszcze zaufać – powiedziałam szczerze. – Ale spróbuję… dla nas.

Zaczęliśmy chodzić razem na terapię małżeńską do pani psycholog Anny. Na pierwszym spotkaniu usłyszałam: „Zdrada to nie koniec świata, ale może być początkiem czegoś nowego.”

To nie było łatwe. Musiałam nauczyć się mówić o swoich uczuciach: o żalu, rozczarowaniu, strachu przed samotnością. Janek też musiał przyznać się do swoich słabości i lęków.

Dzieci dowiedziały się prawdy dopiero po kilku miesiącach. Syn Marek był wściekły na ojca: – Jak mogłeś to zrobić mamie?!

Córka Ania płakała razem ze mną: – Mamo, jesteś najważniejsza… Jeśli chcesz odejść od taty, zawsze możesz zamieszkać u mnie.

Ale ja nie chciałam uciekać. Chciałam odzyskać siebie i nasze małżeństwo – jeśli to jeszcze możliwe.

Minął rok od tamtego wieczoru. Nadal czasem budzę się w nocy i myślę: „A jeśli on znów mnie okłamuje?” Ale coraz częściej potrafię spojrzeć na siebie w lustrze i powiedzieć: „Jestem wystarczająca.”

Nie wiem, czy kiedykolwiek zapomnę o zdradzie Janka. Ale wiem jedno: życie po sześćdziesiątce też może być pełne emocji i wyborów.

Czy można naprawdę wybaczyć i zaufać na nowo po tylu latach? A może czasem trzeba nauczyć się kochać przede wszystkim samą siebie?