Co znaczy być matką, gdy własna córka cię zapomina? Historia o zaufaniu, pieniądzach i zdradzie
– Mamo, przecież wiesz, że Tomek odda ci wszystko do ostatniego grosza – powiedziała Ania, patrząc na mnie z tym swoim dziecięcym uporem, który pamiętałam jeszcze z czasów, gdy uczyłam ją jeździć na rowerze. Wtedy też nie chciała słuchać moich rad. Teraz była dorosła, miała męża, dwójkę dzieci i kredyt na mieszkanie w Warszawie. Ja miałam tylko swoje oszczędności i nadzieję, że rodzina będzie moją przystanią na stare lata.
Pamiętam tamten dzień jak przez mgłę. Siedzieliśmy przy kuchennym stole – ja, Ania i Tomek. On mówił dużo, gestykulował, tłumaczył, że to tylko chwilowe kłopoty w firmie, że potrzebuje wsparcia, a potem wszystko wróci do normy. Ania ściskała mnie za rękę. – Mamo, przecież zawsze mówiłaś, że rodzina jest najważniejsza – szepnęła. I wtedy podjęłam decyzję. Przelałam im całą swoją życiową oszczędność – ponad sto tysięcy złotych. Pieniądze, które odkładałam przez trzydzieści lat pracy w szkole.
Przez pierwsze miesiące wszystko było jak dawniej. Dzwonili, odwiedzali mnie z wnukami. Tomek zapewniał, że już niedługo odda pieniądze. Ale potem coś się zmieniło. Telefony ucichły. Ania coraz rzadziej odbierała. Gdy w końcu pojechałam do nich bez zapowiedzi, zobaczyłam ją przez okno – siedziała przy stole z Tomkiem i śmiali się do siebie. Nie otworzyli drzwi. Udawali, że nie ma mnie pod domem.
Wróciłam do pustego mieszkania na Pradze i poczułam się jak intruz we własnym życiu. Przez kolejne tygodnie próbowałam się dodzwonić. Pisałam wiadomości: „Aniu, proszę, odezwij się”, „Tomek, czy możecie mi oddać chociaż część pieniędzy?”. Odpowiedzi nie było.
Zaczęły się plotki w rodzinie. Moja siostra Zofia zadzwoniła: – Jadwiga, co ty najlepszego zrobiłaś? Przecież oni cię wykorzystali! – krzyczała przez telefon. Broniłam Ani jak lwica: – To moja córka! Ona by mnie nie skrzywdziła! Ale w środku czułam narastający lęk i wstyd.
Któregoś dnia spotkałam sąsiadkę na klatce schodowej. – Pani Jadwigo, wszystko w porządku? Dawno nie widziałam u pani wnuków… – zapytała z troską. Uśmiechnęłam się blado i skłamałam: – Mają dużo nauki…
Wieczorami siadałam przy oknie i patrzyłam na światła miasta. Przypominały mi się czasy, gdy Ania była mała. Jak tuliła się do mnie po koszmarach nocnych. Jak płakała po pierwszej kłótni z koleżanką w szkole. Zawsze byłam przy niej. Dlaczego teraz ona nie jest przy mnie?
W końcu zebrałam się na odwagę i pojechałam do nich jeszcze raz. Drzwi otworzył Tomek. Spojrzał na mnie chłodno.
– Czego pani chce?
– Chciałabym porozmawiać z Anią…
– Ania jest zajęta.
– Tomek… proszę…
Zamknął drzwi przed moją twarzą.
Wróciłam do domu i rozpłakałam się jak dziecko. Czułam się zdradzona przez własną córkę. Przez kolejne dni nie wychodziłam z łóżka. Nie miałam siły gotować ani sprzątać. Nawet telewizor grał dla pustych ścian.
Pewnego dnia zadzwonił telefon. To była Ania.
– Mamo…
– Aniu! – krzyknęłam z nadzieją.
– Nie dzwoń już do nas… Tomek jest zdenerwowany…
– Ale ja tylko chcę wiedzieć, co się dzieje! Oddacie mi pieniądze?
– Nie wiem… Nie dzwoń więcej.
Rozłączyła się.
Od tamtej pory minęły dwa lata. Nikt nie zapukał do moich drzwi. Nikt nie zadzwonił z życzeniami na imieniny ani na święta. Wnuki widuję tylko na zdjęciach wrzucanych przez Anię na Facebooka.
Czasem myślę o tym wszystkim nocami, kiedy cisza w mieszkaniu staje się nieznośna. Czy byłam złą matką? Czy za bardzo ufałam? Czy to ja zawiodłam jako rodzic?
Ostatnio sąsiadka zaprosiła mnie na herbatę. Siedziałyśmy razem przy stole i opowiadałyśmy sobie historie z młodości. Powiedziała mi wtedy: – Pani Jadwigo, czasem trzeba pomyśleć o sobie.
Ale jak mam myśleć o sobie, kiedy całe życie myślałam o innych? Co znaczy być matką, kiedy własna córka odwraca się plecami? Czy miłość naprawdę wszystko wybacza?