Cena zaufania: Historia polskiej synowej, która straciła wszystko przez rodzinne intrygi
— Podpisz to, Aniu. To tylko formalność — głos teściowej, pani Krystyny, rozbrzmiewał w moich uszach jak ostrzeżenie, którego wtedy nie umiałam jeszcze usłyszeć. Siedziałam przy kuchennym stole w naszym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie, a w powietrzu unosił się zapach świeżo parzonej kawy i napięcia, którego nie dało się już dłużej ignorować. Mój mąż, Tomek, patrzył na mnie z niepokojem, jakby sam nie był pewien, czy to wszystko jest w porządku.
— Aniu, przecież to dla naszego dobra — dodał cicho, unikając mojego wzroku. — Mama tylko chce nam pomóc. Wiesz, że bez tego aktu notarialnego nie dostaniemy kredytu na większe mieszkanie.
Wiedziałam. A przynajmniej tak mi się wydawało. Od miesięcy słyszałam te same argumenty: „To tylko papier”, „Zawsze będziemy razem”, „Rodzina jest najważniejsza”. Ale gdzieś głęboko czułam niepokój. Moje mieszkanie — kawalerka po babci na Mokotowie — było moim azylem, jedynym miejscem, które naprawdę należało do mnie. Po ślubie z Tomkiem zamieszkaliśmy tam razem, a ja wierzyłam, że tworzymy coś trwałego.
Pani Krystyna była kobietą silną i dominującą. Od początku naszego związku dawała mi do zrozumienia, że jej syn zasługuje na więcej niż „dziewczynę bez perspektyw”. Pracowałam jako nauczycielka w podstawówce i nie zarabiałam kokosów, ale kochałam swoją pracę i dzieci. Tomek był informatykiem i zarabiał dużo lepiej ode mnie, ale to ja miałam mieszkanie. To bolało jego matkę.
— Aniu, nie rozumiesz? — podniosła głos teściowa. — Jeśli przepiszesz mieszkanie na Tomka, będziemy mogli je sprzedać i kupić coś większego. Przecież nie chcesz całe życie gnieździć się w tej klitce?
Spojrzałam na Tomka. Milczał. W jego oczach widziałam lęk i… coś jeszcze. Może poczucie winy?
— Dobrze — powiedziałam w końcu, czując jak łzy napływają mi do oczu. — Zrobimy tak, jak chcecie.
Podpisałam dokumenty. Notariusz był uprzejmy, wszystko trwało kilkanaście minut. Wyszłam z kancelarii z poczuciem ulgi i… straty. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, jak bardzo zmieni się moje życie.
Przez kilka tygodni wszystko wydawało się być w porządku. Plany o nowym mieszkaniu, rozmowy o przyszłości, nawet teściowa była dla mnie milsza niż zwykle. Ale potem zaczęły się kłopoty.
— Aniu, musisz się wyprowadzić — powiedział Tomek pewnego wieczoru, kiedy wróciłam zmęczona po pracy. — Mama uznała, że lepiej będzie, jeśli zamieszkam z nią na czas remontu nowego mieszkania.
— Co? — zapytałam z niedowierzaniem.
— To tylko na chwilę…
Ale chwilę później zobaczyłam walizki spakowane przy drzwiach. Moje rzeczy były już przygotowane do wyniesienia.
— Tomek…
— Przepraszam, Aniu. Tak będzie lepiej dla wszystkich.
Nie pamiętam dokładnie, jak wyszłam z tego mieszkania. Pamiętam tylko zimno na klatce schodowej i łzy spływające po policzkach. Zadzwoniłam do mamy.
— Mamo… mogę wrócić do domu?
Wróciłam do rodzinnego domu w Radomiu jak zbity pies. Mama przyjęła mnie bez słowa wyrzutu, ale widziałam w jej oczach ból i rozczarowanie.
— Dlaczego im zaufałaś? — zapytała cicho pewnej nocy.
Nie umiałam odpowiedzieć.
Tomek przestał się odzywać. Po kilku tygodniach dostałam pismo od prawnika: rozwód bez orzekania o winie. Mieszkanie zostało sprzedane przez Tomka i jego matkę za cenę znacznie wyższą niż wtedy, gdy je przepisywałam. Z pieniędzy nie zobaczyłam ani grosza.
Przez długie miesiące żyłam jak w letargu. Straciłam wszystko: męża, dom, poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do ludzi. Praca w szkole była jedynym miejscem, gdzie czułam się potrzebna i doceniana.
Pewnego dnia jedna z moich uczennic podeszła do mnie po lekcji:
— Proszę pani… dlaczego dorośli tak często się ranią?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Może dlatego, że za bardzo ufamy tym, którzy powinni nas chronić?
Dziś mieszkam w wynajmowanym pokoju w Warszawie i próbuję zacząć wszystko od nowa. Często wracam myślami do tamtego dnia przy kuchennym stole i zastanawiam się: czy gdybym wtedy powiedziała „nie”, moje życie wyglądałoby inaczej? Czy naprawdę można kochać kogoś tak bardzo, żeby zapomnieć o sobie?
A Wy? Czy kiedykolwiek zaufaliście komuś tak bardzo, że straciliście wszystko? Jak odbudować siebie po zdradzie najbliższych?