Babka zostawiła nam dom, ale mama nie pozwoliła nam w nim żyć po swojemu. Oto jak walczyłyśmy o własne życie i godność.
– Znowu przestawiłyście meble? – głos mamy rozbrzmiał w korytarzu jak dzwon alarmowy. Stałam w kuchni z Magdą, moją młodszą siostrą, obie z kubkami herbaty w dłoniach. Wiedziałam, że zaraz zacznie się kolejna awantura.
– Mamo, to nasz dom – powiedziałam cicho, próbując nie patrzeć jej w oczy. – Babcia zapisała go nam. Chcemy tu żyć po swojemu.
Mama spojrzała na mnie z takim wyrzutem, jakbyśmy właśnie podpaliły rodzinny album. – Wasz dom? Dopóki ja żyję, nic tu nie będzie bez mojej zgody! – krzyknęła, trzaskając drzwiami od salonu.
Od śmierci babci minęły trzy miesiące. Testament był jasny: dom w podwarszawskiej wsi miał należeć do mnie i Magdy. Miałyśmy po dwadzieścia kilka lat, całe życie przed sobą i marzenia o własnym kącie. Ale mama nie potrafiła się pogodzić z tym, że to nie ona jest teraz panią na włościach.
Każda nasza decyzja była przez nią kontrolowana. Chciałyśmy przemalować ściany? „Nie wolno! Babcia by się przewróciła w grobie!” Chciałyśmy zaprosić znajomych? „To nie hotel!” Nawet zakupy spożywcze były powodem do kłótni: „Po co tyle mleka? Przecież ja nie piję!”
Najgorsze były wieczory. Mama siadała przy stole i zaczynała swój monolog:
– Gdybyście wiedziały, ile ja się napracowałam na ten dom… Babcia tylko dlatego wam go zapisała, bo wiedziała, że ja się nim zajmę na starość. A wy? Tylko imprezy wam w głowie!
Magda zaciskała pięści pod stołem. Ja próbowałam tłumaczyć:
– Mamo, chcemy tu mieszkać razem, ale musimy mieć trochę swobody.
– Swobody? – prychnęła. – To sobie znajdźcie mieszkanie w bloku! Tu są moje zasady!
Każdego dnia czułam się coraz bardziej jak intruz we własnym domu. Magda zaczęła coraz częściej nocować u chłopaka. Ja zostawałam sama z mamą i jej pretensjami.
Pewnego dnia wróciłam z pracy i zobaczyłam, że mama przegląda moje rzeczy w pokoju.
– Co ty robisz?!
– Szukam dokumentów od babci. Muszę sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
– Nie masz prawa grzebać w moich rzeczach!
– To mój dom! – wrzasnęła.
Tego wieczoru długo płakałam. Zadzwoniłam do Magdy:
– Nie dam już rady. Albo ona się wyprowadzi, albo my.
Magda milczała przez chwilę.
– Może powinniśmy zmienić zamki?
Wiedziałam, że to radykalny krok. Ale ile można żyć pod jednym dachem z kimś, kto codziennie przypomina ci, że jesteś nikim?
Następnego dnia pojechałyśmy do sklepu z zamkami. Wymiana trwała godzinę. Serce waliło mi jak młotem. Kiedy mama wróciła i nie mogła wejść do środka, zaczęło się piekło.
– Otwierajcie te drzwi natychmiast! – darła się przez domofon. – To ja was wychowałam! To ja tu rządzę!
Nie otworzyłyśmy. Siedziałyśmy skulone na kanapie, słuchając jej krzyków i płaczu za drzwiami.
Następnego dnia przyszła z policją. Pokazałyśmy testament, akt własności. Policjant spojrzał na mamę bezradnie:
– Pani córki mają prawo decydować o tym domu.
Mama patrzyła na nas z nienawiścią.
– Jeszcze pożałujecie!
Przez kolejne tygodnie dostawałyśmy od niej SMS-y pełne wyrzutów i gróźb:
„Zobaczycie, jak to jest być same!”
„Nie liczcie na mnie, jak będziecie potrzebować pomocy!”
„Jesteście niewdzięczne!”
Magda próbowała ją udobruchać:
– Mamo, możemy się dogadać…
Ale ona nie chciała słuchać.
W końcu przestała się odzywać. Zapanowała cisza, która bolała bardziej niż krzyki.
Zaczęłyśmy urządzać dom po swojemu. Przemalowałyśmy ściany na jasny błękit, kupiłyśmy nowe zasłony. Wieczorami siedziałyśmy na tarasie i rozmawiałyśmy o przyszłości.
Ale radość była gorzka. Czułam ciężar winy za to, co zrobiłyśmy. Czy naprawdę musiało do tego dojść? Czy nie dało się inaczej?
Pewnego dnia dostałam list od mamy:
„Nie wybaczę wam tego nigdy. Straciłam córki przez własny dom.”
Czy naprawdę dom jest wart więcej niż rodzina? Czy można odzyskać relacje po takim konflikcie?
Czasem patrzę na Magdę i widzę w jej oczach ten sam smutek co u siebie. Walczyłyśmy o własne życie i godność, ale czy wygrałyśmy?
Może dom to tylko ściany i dach… A może coś więcej? Czy warto było poświęcić rodzinę dla wolności? Co wy byście zrobili na naszym miejscu?