Synowa poprosiła mnie o odebranie wnuka z przedszkola: To, co usłyszałam od pani nauczycielki, sprawiło, że zaniemówiłam!

– Pani Anno, czy mogę z panią porozmawiać na osobności? – głos pani Magdy, wychowawczyni Jasia, był cichy, ale stanowczy. Stałam w szatni przedszkola, ściskając w dłoni małą czapkę z pomponem. Wokół biegały dzieci, a ja czułam, jak serce zaczyna mi walić coraz mocniej. Przecież miałam tylko odebrać wnuka. Nic więcej.

– Oczywiście – odpowiedziałam, starając się ukryć niepokój. Przeszłyśmy do pustej sali. Magda zamknęła za nami drzwi i spojrzała na mnie z troską.

– Pani Anno… – zaczęła powoli. – Czy w domu wszystko jest w porządku? Z Jasiem?

Zamarłam. Co ona sugeruje? Przecież Kasia i Tomek zawsze powtarzali, że Jaś jest szczęśliwy. – Oczywiście, że tak – odpowiedziałam szybko. – Dlaczego pani pyta?

Magda westchnęła i usiadła naprzeciwko mnie. – Jaś ostatnio jest bardzo wycofany. Dziś powiedział coś… niepokojącego. Że nie chce wracać do domu, bo „tam jest zimno i mama płacze”.

Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Zimno? Mama płacze? Przecież Kasia zawsze była taka opanowana, a w ich mieszkaniu nigdy nie było chłodno – wręcz przeciwnie, czasem narzekałam, że za ciepło.

– Może to jakieś nieporozumienie… – bąknęłam niepewnie.

– Pani Anno – Magda spojrzała mi prosto w oczy – dzieci nie wymyślają takich rzeczy bez powodu. Proszę porozmawiać z synową. To ważne.

Wyszłam z przedszkola z Jasiem za rękę. Chłopiec był cichy, patrzył w ziemię. Próbowałam go zagadywać:

– Jasiu, co się stało? Dlaczego powiedziałeś pani Magdzie, że mama płacze?

Wzruszył ramionami i ścisnął moją dłoń mocniej.

– Mama często płacze w łazience. Myśli, że nie słyszę… A tata krzyczy przez telefon.

Zatrzymałam się na chodniku. Ludzie mijali nas obojętnie, a ja miałam ochotę usiąść na krawężniku i płakać razem z nim. Co się dzieje w mojej rodzinie?

W domu zadzwoniłam do Kasi. Odebrała po kilku sygnałach.

– Mamo Aniu, wszystko w porządku? – jej głos był zmęczony.

– Kasia… musimy porozmawiać. Jaś powiedział dziś coś niepokojącego w przedszkolu.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Przyjadę po niego wieczorem – powiedziała tylko i rozłączyła się.

Czekałam na nią z duszą na ramieniu. Jaś bawił się klockami, ale co chwilę zerkał na drzwi. Gdy Kasia weszła do mieszkania, wyglądała na starszą o dziesięć lat niż jeszcze miesiąc temu.

– Kasiu, co się dzieje? – zapytałam delikatnie.

Usiadła przy stole i zaczęła płakać. Tak po prostu, bez słowa.

– Tomek… Tomek mnie zdradza – wyszeptała w końcu. – Od miesięcy. Myślałam, że to przejściowe, że się opamięta… Ale on już nawet nie ukrywa rozmów przez telefon. Krzyczy na mnie przy Jasiu. Nie wiem, co robić…

Przytuliłam ją mocno. W tej chwili nie byłam teściową, tylko kobietą dla drugiej kobiety.

– Musisz coś zrobić dla siebie i dla Jasia – powiedziałam cicho. – Nie możesz tak żyć.

Kasia otarła łzy i spojrzała na mnie bezradnie.

– Boję się. Nie mam rodziny w Warszawie, nie mam dokąd pójść… A Tomek mówi, że jeśli odejdę, zabierze mi Jasia.

Poczułam gniew na własnego syna. Jak mógł tak ją traktować? Przecież wychowałam go na dobrego człowieka! Czy to moja wina? Czy coś przeoczyłam?

Następnego dnia zadzwoniłam do Tomka.

– Synu, musimy porozmawiać. Natychmiast.

Przyszedł wieczorem, naburmuszony i zirytowany.

– O co chodzi? Jestem zmęczony po pracy.

– Tomek… Co się dzieje między tobą a Kasią? Jaś cierpi przez wasze kłótnie!

Wzruszył ramionami.

– To nie twoja sprawa, mamo.

– Jest moją sprawą! Bo chodzi o mojego wnuka! I twoją żonę!

Tomek spojrzał na mnie z pogardą.

– Kasia sobie radzi świetnie jako ofiara. Może powinnaś jej współczuć jeszcze bardziej?

Nie poznałam własnego syna. Gdzie podział się ten czuły chłopak, który kiedyś tulił mnie do snu po koszmarach?

Po tej rozmowie długo nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli: czy powinnam ingerować bardziej? Czy powinnam namawiać Kasię do rozwodu? A może spróbować pogodzić ich dla dobra Jasia?

Kolejne dni były pełne napięcia. Kasia coraz częściej zostawiała Jasia u mnie pod pretekstem nadgodzin. Tomek wracał późno albo znikał na całe weekendy. Jaś zamknął się w sobie jeszcze bardziej.

Pewnego wieczoru Kasia przyszła do mnie zapłakana.

– Aniu… On mnie dziś uderzył – wyszeptała drżącym głosem.

To był moment przełomowy. Zadzwoniłam po policję, choć Kasia błagała mnie o dyskrecję. Wiedziałam jednak, że jeśli teraz nie zareaguję, stanie się coś gorszego.

Tomek dostał zakaz zbliżania się do Kasi i Jasia na trzy miesiące. Kasia zamieszkała u mnie z wnukiem. Przez pierwsze tygodnie obie byłyśmy wrakami nerwów – ona bała się każdego dźwięku za drzwiami, ja czuwałam nocami przy łóżku Jasia.

Powoli zaczęłyśmy odbudowywać nasze życie. Kasia znalazła wsparcie w grupie kobiet po przejściach, Jaś zaczął się uśmiechać coraz częściej. Ja… nauczyłam się być silna dla nich obu.

Czasem patrzę na zdjęcia Tomka z dzieciństwa i pytam siebie: gdzie popełniłam błąd? Czy mogłam zrobić coś inaczej?

Dziś wiem jedno: rodzina to nie tylko więzy krwi, ale przede wszystkim miłość i bezpieczeństwo. Czy wy też mieliście kiedyś poczucie winy za błędy swoich bliskich? Jak daleko można się posunąć, by chronić tych, których kochamy?