Spotkanie po latach: Czy można zapomnieć pierwszą miłość?

– Aniu… czy to naprawdę ty? – usłyszałam głos, który kiedyś znałam lepiej niż własny. Zamarłam z kieliszkiem w dłoni, a świat wokół na chwilę przestał istnieć. Wystarczyło jedno spojrzenie w jego szare oczy, by wszystkie wspomnienia wróciły z siłą lawiny. Adam. Moja pierwsza miłość, mój pierwszy ból, mój pierwszy żal.

Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. W głowie szumiały mi słowa, których nigdy nie wypowiedziałam, listy, których nigdy nie wysłałam. Adam stał przede mną, starszy, z siwymi włosami, ale wciąż miał ten sam uśmiech – lekko ironiczny, trochę nieśmiały.

– Adam… – wyszeptałam, czując jak serce wali mi w piersi. – Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę.

– Ja też tak myślałem – odpowiedział cicho. – Ale chyba oboje się myliliśmy.

Wokół nas gwar spotkania absolwentów trwał w najlepsze. Ludzie śmiali się, wspominali stare czasy, a ja czułam się jakby ktoś wyciągnął mnie z rzeczywistości i wrzucił prosto w przeszłość. Przez chwilę staliśmy w milczeniu, patrząc na siebie. W końcu Adam przerwał ciszę:

– Chodźmy na balkon. Tu za głośno.

Wyszliśmy na chłodne powietrze. Warszawskie światła migotały gdzieś w oddali, a ja poczułam się jak nastolatka na pierwszej randce. Adam oparł się o balustradę i spojrzał na mnie z powagą.

– Aniu… chciałem cię przeprosić. Za wszystko. Za tamten list, którego nie odpisałem. Za to, że zniknąłem bez słowa.

Zacisnęłam dłonie na poręczy. Przez tyle lat próbowałam sobie wmówić, że to nie miało znaczenia. Że życie potoczyło się dobrze – mam męża, dzieci, dom pod Warszawą. Ale teraz wszystko wróciło: tamto lato nad jeziorem, nasze spacery po lesie, pocałunki pod starym dębem… I ten dzień, kiedy Adam po prostu przestał się odzywać.

– Myślałam, że mnie znienawidziłeś – powiedziałam cicho. – Albo że coś zrobiłam źle.

Adam pokręcił głową.

– To nie była twoja wina. Mój ojciec wtedy zachorował… Mama nie dawała sobie rady. Musiałem wrócić do domu i zająć się wszystkim. Nie miałem siły na nic więcej. A potem… potem już było za późno.

Łzy napłynęły mi do oczu. Przez tyle lat żyłam z przekonaniem, że to ja zawiniłam. Że mogłam zrobić coś inaczej.

– Dlaczego nie napisałeś? – zapytałam drżącym głosem.

– Wstydziłem się. Bałem się twojej reakcji… i tego, że zobaczysz mnie słabego.

Zamilkliśmy na chwilę. W oddali rozległ się śmiech i muzyka. Przypomniałam sobie własnego męża – Marka – który został w domu z naszymi synami. Czy kiedykolwiek kochałam go tak mocno jak Adama? Czy to możliwe, żeby pierwsza miłość nigdy nie przemijała?

Adam spojrzał mi prosto w oczy.

– Aniu… czy jesteś szczęśliwa?

To pytanie uderzyło mnie mocniej niż cokolwiek innego tej nocy. Czy jestem szczęśliwa? Mam wszystko, czego chciałam: rodzinę, stabilizację, dom pełen śmiechu dzieci… Ale czy to wystarczy?

– Nie wiem – odpowiedziałam szczerze. – Czasem wydaje mi się, że tak… a czasem budzę się w nocy i czuję pustkę.

Adam uśmiechnął się smutno.

– Ja też tak mam. Mam żonę, córkę… Ale czasem myślę o tym, co by było gdybyśmy wtedy zostali razem.

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Czułam narastające napięcie – tę znajomą mieszankę tęsknoty i żalu.

– Może powinniśmy byli wtedy walczyć o siebie – powiedziałam cicho.

Adam westchnął.

– Może… Ale wtedy byliśmy dziećmi. Teraz jesteśmy dorośli i mamy swoje życia.

Wróciliśmy do sali balowej. Ludzie zaczęli tańczyć; ktoś pociągnął mnie do wspólnego zdjęcia. Adam zniknął gdzieś w tłumie, ale przez cały wieczór czułam jego spojrzenie na sobie.

Po powrocie do domu długo nie mogłam zasnąć. Marek spał spokojnie obok mnie, a ja patrzyłam w sufit i zastanawiałam się nad wszystkim od nowa: nad wyborami, które podjęłam; nad tym, czy można być naprawdę szczęśliwym bez zamknięcia dawnych spraw; nad tym, czy pierwsza miłość naprawdę nigdy nie przemija.

Kilka dni później dostałam wiadomość od Adama: „Dziękuję za rozmowę. Byłaś i zawsze będziesz dla mnie kimś wyjątkowym.”

Odpisałam tylko: „Ty też.”

Czasem życie daje nam drugą szansę tylko po to, byśmy mogli zamknąć pewne drzwi i pójść dalej. Ale czy naprawdę potrafimy zamknąć drzwi do własnego serca?

Czy można być szczęśliwym, jeśli część duszy zawsze zostaje w przeszłości? Czy wy też czasem wracacie myślami do swojej pierwszej miłości?