Resztki miłości – historia o teściowej, szwagierce i walce o własne miejsce w rodzinie

– Znowu zapomniałaś o sałatce, Aniu? – głos teściowej przeszył ciszę jak nóż. Stałam w kuchni, ścierając dłonie o fartuch, próbując ukryć drżenie. Wokół mnie krzątała się szwagierka, Kasia – jej ulubienica, która zawsze miała wszystko pod kontrolą.

– Przecież mówiłam, że zrobię – odpowiedziałam cicho, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Teściowa już była przy Kasi, chwaląc jej idealnie pokrojone warzywa.

– Widzisz, Kasiu, ty to zawsze potrafisz się zorganizować. Nie to co niektóre… – dodała znacząco, rzucając mi spojrzenie pełne dezaprobaty.

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu, ale przełknęłam je razem z goryczą. To nie był pierwszy raz. Od lat czułam się w tej rodzinie jak ktoś gorszy, jakby moje starania nigdy nie były wystarczające. Mój mąż, Tomek, zawsze powtarzał: „Nie przejmuj się, mama taka już jest”, ale on nie rozumiał. Dla niego to była codzienność, dla mnie – codzienna walka o odrobinę szacunku.

Kiedy usiedliśmy do stołu, teściowa z dumą postawiła przed wszystkimi sałatkę Kasi. – Spróbujcie, dzieci! Kasia robi ją najlepiej! – zachwycała się. Ja dostałam tylko pytanie: – A ty, Aniu, może chociaż herbatę dobrze zaparzysz?

Wtedy coś we mnie pękło. Przez chwilę miałam ochotę rzucić wszystko i wyjść. Ale zostałam – dla Tomka, dla dzieci. Udawałam, że wszystko jest w porządku, choć w środku czułam się coraz bardziej niewidzialna.

Wieczorem, kiedy wróciliśmy do domu, Tomek zapytał: – Co się z tobą dzieje? Jesteś jakaś nieobecna.

– Nic… Po prostu jestem zmęczona – skłamałam. Bałam się powiedzieć mu prawdę. Bałam się, że uzna mnie za przewrażliwioną.

Ale to nie był koniec. Kolejne tygodnie przynosiły nowe okazje do upokorzeń. Urodziny teściowej – Kasia dostała od niej złoty łańcuszek „za to, że jest taka kochana i pomocna”. Ja dostałam krem do rąk i komentarz: „Może ci się przyda, bo masz takie szorstkie dłonie”.

Zaczęłam unikać rodzinnych spotkań. Wymyślałam wymówki: praca, choroba dzieci, cokolwiek. Tomek coraz częściej patrzył na mnie z wyrzutem.

– Nie możesz tak ciągle uciekać – powiedział pewnego wieczoru. – To moja rodzina.

– A ja? Ja też jestem twoją rodziną? – zapytałam z rozpaczą w głosie.

Milczał długo. W końcu tylko wzruszył ramionami i wyszedł do drugiego pokoju.

Czułam się coraz bardziej samotna. Nawet dzieci zauważyły zmianę. – Mamo, dlaczego babcia cię nie lubi? – zapytała kiedyś Zosia.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Jak wytłumaczyć dziecku coś, czego sama nie rozumiem?

Pewnego dnia zadzwoniła Kasia.

– Aniu, może byś przyszła pomóc mamie? Źle się czuje ostatnio.

Zacisnęłam zęby. – A dlaczego ja? Przecież ty zawsze jesteś tą najlepszą córką.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Wiesz… Mama naprawdę cię lubi. Tylko nie umie tego okazać – powiedziała cicho Kasia.

Poczułam gniew i żal jednocześnie.

– Może gdyby choć raz powiedziała coś miłego…

– Spróbuj z nią porozmawiać – zaproponowała Kasia.

Długo biłam się z myślami. W końcu postanowiłam spróbować. Pojechałam do teściowej sama. Siedziała w fotelu, blada i zmęczona.

– Chciała pani ze mną porozmawiać? – zaczęłam niepewnie.

Spojrzała na mnie zaskoczona.

– O czym?

– O tym… że czuję się tu obco. Że nigdy nie jestem wystarczająco dobra.

Westchnęła ciężko.

– Aniu… Może rzeczywiście byłam dla ciebie surowa. Ale chciałam dobrze dla Tomka. Ty jesteś inna niż Kasia…

– Ale czy to znaczy gorsza?

Nie odpowiedziała od razu. Patrzyła gdzieś w dal.

– Czasem trudno mi zaakceptować zmiany… Ale widzę, że Tomkowi z tobą dobrze. Może powinnam była częściej to mówić.

Łzy napłynęły mi do oczu. Po raz pierwszy poczułam cień nadziei.

Wróciłam do domu lżejsza o ten ciężar. Opowiedziałam Tomkowi o rozmowie z jego mamą. Przytulił mnie mocno.

– Przepraszam, że cię nie wspierałem – wyszeptał.

Od tamtej pory coś się zmieniło. Teściowa nie stała się nagle ciepłą osobą, ale przestała mnie ranić słowami. Kasia częściej dzwoniła „tak po prostu”.

Czasem myślę: ile kobiet w Polsce przeżywa to samo? Ile z nas milczy latami, bojąc się zawalczyć o swoje miejsce? Czy naprawdę musimy wybierać między własnym szczęściem a spokojem rodziny?