Moja teściowa zażądała, by jej syn zamieszkał z nami – i wszystko się rozpadło. Czy rodzina to zawsze poświęcenie?
– Nie rozumiesz, Marto? On nie ma dokąd pójść! – głos mojej teściowej, pani Haliny, rozbrzmiewał w mojej głowie jeszcze długo po tej rozmowie. Stałam w kuchni, ściskając kubek z zimną już herbatą, a w mojej głowie kłębiły się myśli.
To był zwykły wtorkowy wieczór. Mój mąż, Tomek, wrócił z pracy zmęczony i od razu usiadł przed telewizorem. Ja kończyłam kolację dla naszej córki, Zosi. Nagle zadzwonił telefon. Wiedziałam, że to ona – teściowa dzwoniła zawsze o tej samej porze. Tym razem jednak nie pytała o zdrowie wnuczki ani nie opowiadała o promocjach w Biedronce.
– Marto, musimy porozmawiać poważnie – zaczęła bez zbędnych wstępów. – Christian nie może dłużej mieszkać sam. Po tym wszystkim… po tym rozwodzie… On jest załamany. Musicie go przyjąć do siebie.
Zamarłam. Christian, młodszy brat Tomka, był zawsze oczkiem w głowie mamy. Rozwiódł się miesiąc temu, podobno żona wyrzuciła go z mieszkania. Ale czy to znaczy, że mamy teraz oddać mu nasz pokój gościnny? Naszą prywatność?
– Mamo, ale my mamy swoje życie… Zosia ma szkołę, Tomek pracuje na zmiany… Ja też mam swoje obowiązki… – próbowałam tłumaczyć.
– Nie bądź samolubna! – przerwała mi ostro. – Rodzina jest najważniejsza! Tomek na pewno się zgodzi.
Wiedziałam już wtedy, że to nie będzie zwykła prośba. To było żądanie.
Wieczorem, gdy Zosia zasnęła, usiadłam z Tomkiem przy kuchennym stole.
– Twoja mama chce, żeby Christian zamieszkał z nami – powiedziałam cicho.
Tomek spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
– Wiem. Dzwoniła też do mnie. Marto, on naprawdę nie ma gdzie pójść… To tylko na chwilę.
– Ale co z nami? Co z naszym spokojem? Przecież ledwo wiążemy koniec z końcem! – głos mi się załamał.
Tomek spuścił wzrok. Wiedziałam, że czuje się rozdarty między mną a matką. I wiedziałam też, że przegrałam tę walkę zanim się zaczęła.
Christian wprowadził się tydzień później. Przyniósł ze sobą dwie walizki i mnóstwo problemów. Był cichy, zamknięty w sobie, całymi dniami siedział przed komputerem lub wychodził na papierosa na balkon. Zosia bała się go – nie był dla niej wujkiem z opowieści babci, tylko obcym mężczyzną w naszym domu.
Zaczęły się drobne konflikty: brudne naczynia w zlewie, głośna muzyka nocą, wieczne narzekania na życie. Próbowałam rozmawiać z Tomkiem, ale on tylko wzdychał:
– Daj mu czas. On musi się pozbierać.
Ale ile czasu można czekać? Mijały tygodnie, a Christian coraz bardziej rozgaszczał się w naszym domu. Zaczął zapraszać kolegów na piwo, raz nawet wrócił pijany nad ranem i obudził Zosię swoim krzykiem.
Pewnego dnia wróciłam z pracy wcześniej i zobaczyłam Zosię płaczącą w swoim pokoju.
– Co się stało, kochanie? – zapytałam przerażona.
– Wujek powiedział, żebym się zamknęła i nie przeszkadzała mu grać… – wyszeptała przez łzy.
Poczułam wściekłość i bezsilność jednocześnie. To był nasz dom! Nasze zasady! A teraz wszystko było podporządkowane jednemu dorosłemu dziecku mojej teściowej.
Wieczorem wybuchła awantura. Krzyczałam na Tomka, że nie poznaję już własnego męża. On krzyczał na mnie, że jestem bez serca. Christian zamknął się w pokoju i udawał, że nic nie słyszy.
Następnego dnia zadzwoniła teściowa.
– Słyszałam, że robisz problemy – powiedziała chłodno. – Może powinnaś się zastanowić nad sobą. Rodzina to poświęcenie.
Wtedy coś we mnie pękło.
– A co z moją rodziną? Z moją córką? Z moim małżeństwem? – zapytałam drżącym głosem.
Nie odpowiedziała.
Przez kolejne dni żyliśmy jak obcy pod jednym dachem. Zosia coraz częściej spała u koleżanki, ja zostawałam dłużej w pracy, byle tylko nie wracać do tego domu pełnego napięcia. Tomek zamknął się w sobie i coraz częściej wychodził z Christianem na piwo.
Pewnej nocy nie wytrzymałam. Spakowałam siebie i Zosię i pojechałam do mojej mamy do Piaseczna. Tomek zadzwonił dopiero rano.
– Marto… gdzie jesteście?
– Tam, gdzie czujemy się bezpiecznie – odpowiedziałam cicho.
Przez tydzień nie rozmawialiśmy. W końcu Tomek przyjechał do Piaseczna sam. Był blady i zmęczony.
– Przepraszam – powiedział tylko. – Nie umiałem postawić granic mamie ani Christianowi. Bałem się ich zawieść… Ale straciłem ciebie i Zosię.
Płakaliśmy oboje długo tej nocy. Ustaliliśmy jedno: Christian musi znaleźć własne miejsce na świecie. Nasza rodzina też zasługuje na spokój i szacunek.
Dziś mieszkamy znów razem – tylko we troje. Christian wynajął pokój u znajomego, a teściowa… Cóż, długo nie odzywała się do mnie słowem. Ale wiem jedno: czasem trzeba postawić granice nawet najbliższym.
Czy rodzina naprawdę oznacza poświęcenie za wszelką cenę? A może prawdziwa miłość to umiejętność powiedzenia „dość” wtedy, gdy ktoś przekracza nasze granice?