Kolacja u mnie w domu: Miłość na przekór oczekiwaniom i uprzedzeniom

– Joanna, serio? Znowu on przyniósł jedzenie? – głos Kasi przebił się przez gwar rozmów w moim salonie. Wszyscy spojrzeli na mnie, a potem na Michała, który właśnie rozpakowywał pojemniki z domowym żurkiem i pierogami. Poczułam, jak policzki mi płoną.

– Może po prostu lubi gotować – odpowiedziałam cicho, ale nikt nie zwrócił uwagi na moje słowa.

Kasia przewróciła oczami. – Albo nie stać go na restaurację. Joanna, zasługujesz na coś więcej niż kolacje w plastikowych pudełkach.

Michał udawał, że nie słyszy. Uśmiechnął się do mnie nieśmiało i postawił talerze na stole. – Mam nadzieję, że lubicie domowe jedzenie – powiedział, ale jego głos był cichy, jakby już wiedział, że nikt nie doceni jego starań.

Zawsze byłam tą, która godziła wszystkich, łagodziła konflikty. Ale tego wieczoru czułam się jak dziecko przyłapane na czymś wstydliwym. Moje przyjaciółki – Kasia, Ania i Marta – patrzyły na mnie z mieszaniną współczucia i rozbawienia. Michał był inny niż ich chłopacy: nie miał własnego samochodu, nie zabierał mnie do modnych knajp, nie wrzucał wspólnych zdjęć na Instagram. Ale był czuły, uważny, gotował dla mnie obiady po pracy i pamiętał o moich ulubionych kwiatach.

Po kolacji Kasia podeszła do mnie w kuchni. – Joasia, nie chcę być wredna, ale serio myślisz, że to facet na całe życie? Zobacz na Bartka czy Pawła – chłopaki Ani i Marty. Mają dobrą pracę, mieszkania… Michał nawet nie ma stałego etatu.

Zacisnęłam dłonie na zlewie. – Ale jest dobry. I kocha mnie.

– Dobrocią się nie najesz – rzuciła Marta z progu. – Pomyśl o przyszłości.

Wróciłam do salonu z wymuszonym uśmiechem. Michał już zbierał swoje rzeczy. – Muszę wracać – powiedział cicho. – Dzięki za wieczór.

Chciałam go zatrzymać, ale nie potrafiłam. Zamiast tego patrzyłam, jak wychodzi, a potem usiadłam na kanapie i poczułam łzy napływające do oczu.

Następnego dnia zadzwoniła mama.

– Joasiu, słyszałam od cioci Basi, że twój Michał to taki trochę… artysta? – zaczęła ostrożnie.

– Pracuje dorywczo w kawiarni i pisze teksty do gazet – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

– A ty nie myślałaś o kimś bardziej… stabilnym? Wiesz, tata zawsze powtarzał: „Miłość miłością, ale rachunki same się nie zapłacą”.

Zacisnęłam powieki. Byłam rozdarta między tym, co czułam do Michała, a tym, czego oczekiwali ode mnie inni. Czy naprawdę byłam aż tak naiwna?

Wieczorem Michał napisał: „Przepraszam za dzisiaj. Chyba nie pasuję do twojego świata”.

Odpisałam: „To mój świat jest za ciasny dla nas?”.

Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, analizując każde słowo Kasi i mamy. Przypomniałam sobie pierwsze spotkanie z Michałem: przypadkowa rozmowa w tramwaju o książkach Olgi Tokarczuk, jego nieśmiały uśmiech i to uczucie lekkości, które wtedy poczułam. Czy naprawdę miałam to wszystko przekreślić przez cudze opinie?

Następnego dnia spotkałam się z Anią na kawie.

– Wiesz, że cię lubię – zaczęła ostrożnie – ale może powinnaś trochę ochłonąć? Michał jest miły, ale… czy ty naprawdę jesteś szczęśliwa?

– Jestem szczęśliwa wtedy, kiedy nikt mi nie mówi, co powinnam czuć – odpowiedziałam ostrzej niż zamierzałam.

Ania westchnęła. – Po prostu się o ciebie martwimy.

Wróciłam do domu i długo patrzyłam w lustro. Kim jestem bez opinii innych? Czy potrafię być szczęśliwa na własnych warunkach?

Wieczorem zadzwonił Michał.

– Joasiu… Nie chcę ci robić problemów. Jeśli chcesz… mogę się wycofać.

– Nie chcę tego – przerwałam mu szybko. – Ale muszę coś zrozumieć. Czy ty też czujesz się gorszy przez to wszystko?

Usłyszałam jego ciężki oddech po drugiej stronie słuchawki.

– Czasem tak. Ale najbardziej boli mnie to, że musisz wybierać między mną a resztą świata.

Milczałam długo. Potem powiedziałam: – Chcę spróbować jeszcze raz. Ale tym razem bez nikogo wokół.

W kolejne dni ograniczyłam kontakty z przyjaciółkami i rodziną. Spotykaliśmy się z Michałem tylko we dwoje: spacerowaliśmy po Starym Mieście, piliśmy herbatę w jego małym mieszkaniu na Pradze. Było inaczej – spokojniej, prawdziwiej. Zaczęłam dostrzegać rzeczy, które wcześniej umykały mi przez szum cudzych głosów: jak bardzo lubię jego opowieści o dzieciństwie w małym miasteczku pod Lublinem; jak śmiesznie marszczy nos, kiedy się śmieje; jak bardzo potrafi być obecny tu i teraz.

Ale świat nie dawał o sobie zapomnieć. Mama dzwoniła codziennie: „Joasiu, nie zapominaj o sobie! Pomyśl o przyszłości!”. Kasia wysyłała mi linki do artykułów o „toksycznych relacjach” i „syndromie ratowniczki”.

Pewnego wieczoru Michał przyniósł do mnie bukiet polnych kwiatów i powiedział:

– Wiem, że nie mam wiele do zaoferowania poza sobą samym. Ale jeśli chcesz… mogę być dla ciebie wszystkim.

Patrzyłam na niego długo. W końcu powiedziałam:

– Chcę tylko ciebie. Reszta to szum.

Ale czy naprawdę potrafię wyłączyć ten szum? Czy jestem gotowa zawalczyć o siebie i o nas?

Czasem myślę: ile z naszych wyborów to naprawdę nasze wybory? Ile odwagi potrzeba, żeby żyć po swojemu? Może właśnie teraz jest czas, by przestać się bać.