Zastałam teściową w mojej szafie. Czy można jeszcze zaufać rodzinie?

— Co ty tu robisz?! — mój głos zadrżał, gdy zobaczyłam teściową pochyloną nad półką z moimi swetrami. Klucz do mieszkania, który kiedyś dałam jej „na wszelki wypadek”, teraz leżał na komodzie, jakby przypominał mi o mojej naiwności.

Teściowa, pani Halina, odwróciła się powoli, zaskoczona, ale nie speszona. — O, Aniu, nie słyszałam, że wróciłaś. Chciałam tylko zobaczyć, czy masz jeszcze ten niebieski sweter, co tak ładnie na tobie leży. — Jej głos był spokojny, jakby to było coś zupełnie naturalnego.

Zamarłam. W głowie dudniło mi jedno pytanie: „Dlaczego ona grzebie w moich rzeczach?” Przez chwilę nie mogłam wydusić słowa. W końcu wykrztusiłam: — Prosiłam, żebyś dzwoniła, zanim przyjdziesz.

— Przecież jestem jak matka — odpowiedziała z lekkim uśmiechem. — Nie mam przed tobą tajemnic.

Ale ja miałam przed nią. I chciałam mieć. To był mój dom, moja szafa, moje życie. Poczułam się jak intruz we własnym mieszkaniu.

Kiedy wieczorem wrócił Tomek, mój mąż, opowiedziałam mu wszystko. Siedział na kanapie i patrzył w podłogę.

— Przesadzasz — powiedział w końcu. — Mama chciała dobrze. Zawsze była ciekawska.

— To nie jest ciekawość, tylko brak szacunku! — wybuchłam. — Nie chcę, żeby ktoś bez pytania grzebał w moich rzeczach!

Tomek wzruszył ramionami. — Przecież nic się nie stało.

Ale dla mnie stało się wszystko. Od tamtej pory nie mogłam spać spokojnie. Zaczęłam zamykać szafę na klucz i chować drobiazgi po kątach. Każdy dźwięk na klatce schodowej sprawiał, że serce podchodziło mi do gardła.

Pani Halina pojawiała się coraz częściej. Przynosiła ciasta, zupę dla Tomka, czasem kwiaty do wazonu. Ale ja widziałam w jej oczach coś więcej niż troskę — widziałam kontrolę.

Pewnego dnia znalazłam ją w kuchni, jak przeglądała moje rachunki.

— Muszę wiedzieć, czy dobrze gospodarujesz pieniędzmi Tomka — powiedziała bez cienia skruchy.

— To nie twoja sprawa! — krzyknęłam. — Proszę cię, zostaw naszą prywatność!

Wybiegła z mieszkania obrażona. Tomek był wściekły.

— Po co ją atakujesz? Przecież ona chce pomóc!

— Pomóc? Czy to jest pomoc? — łzy napłynęły mi do oczu. — Czuję się jak dziecko pod nadzorem!

Zaczęliśmy się kłócić coraz częściej. Każda rozmowa kończyła się pretensjami o jego matkę lub o moje „przesadne reakcje”.

Przestałam zapraszać znajomych, bo bałam się, że teściowa pojawi się nagle i zacznie ich wypytywać o nasze życie. Zaczęłam unikać własnego domu.

Pewnego wieczoru wróciłam późno z pracy i zobaczyłam Tomka siedzącego przy stole z mamą. Szeptali coś do siebie. Kiedy weszłam, zamilkli.

— Musimy porozmawiać — powiedziała pani Halina chłodno. — Uważam, że powinnaś bardziej otworzyć się na rodzinę.

— Ja chcę tylko trochę prywatności! — odpowiedziałam drżącym głosem.

— Prywatność? W rodzinie nie ma tajemnic! — odparła stanowczo.

Tomek milczał.

Wtedy zrozumiałam, że jestem sama w tej walce. Że nikt nie stanie po mojej stronie, jeśli sama nie postawię granic.

Zadzwoniłam do mamy i opowiedziałam jej wszystko. Płakałam przez telefon.

— Aniu, musisz być silna — powiedziała cicho. — Jeśli nie postawisz granic teraz, będziesz cierpieć całe życie.

Następnego dnia spakowałam kilka rzeczy i pojechałam do rodziców. Tomek dzwonił, pisał SMS-y: „Wróć”, „Mama już nie będzie przychodzić”, „Przesadzasz”.

Ale ja wiedziałam, że to nie jest tylko kwestia jednej wizyty w szafie czy przeglądania rachunków. To była kwestia zaufania i szacunku.

Po tygodniu wróciłam do mieszkania tylko po resztę rzeczy. Pani Halina czekała na mnie na klatce schodowej.

— Myślałam, że będziemy rodziną — powiedziała cicho.

— Rodzina to też granice i wzajemny szacunek — odpowiedziałam spokojnie.

Dziś mieszkam sama. Czasem tęsknię za Tomkiem, za tym co mieliśmy na początku. Ale wiem jedno: wolę być sama niż żyć w cieniu cudzych oczekiwań i bez własnej przestrzeni.

Czy naprawdę w polskich rodzinach nie ma miejsca na prywatność? Czy musimy wybierać między miłością a własnymi granicami?