Nowa żona mojego byłego męża stanęła w moich drzwiach z ironicznym uśmiechem… Nie spodziewałam się, że będę musiała bronić domu mojego ojca

— Proszę otworzyć, wiem, że pani tam jest! — głos za drzwiami był ostry, nieznoszący sprzeciwu. Spojrzałam przez wizjer i zobaczyłam ją: Magda, nowa żona mojego byłego męża. Stała wyprostowana, z ramionami skrzyżowanymi na piersi i uśmiechem, który bardziej przypominał grymas triumfu niż uprzejmość.

Otworzyłam drzwi tylko na tyle, by mogła mnie zobaczyć.

— Czego chcesz? — zapytałam chłodno, czując jak serce wali mi w piersi.

— Przyszłam po to, co nam się należy — odpowiedziała bez cienia wahania. — Dom. Twój ojciec już nie żyje, a twój były mąż ma do niego prawo. Teraz ja jestem jego żoną.

Zamrugałam z niedowierzaniem. Przez chwilę miałam wrażenie, że śnię. Ten dom był wszystkim, co mi zostało po tacie. Każdy kąt niósł wspomnienia: zapach świeżo pieczonego chleba, śmiech podczas świąt, ciepło jego dłoni na moim ramieniu.

— To nie jest wasz dom — powiedziałam cicho, ale stanowczo. — To mój dom. Mój ojciec zapisał go mnie.

Magda przewróciła oczami.

— Twój były mąż twierdzi inaczej. Mamy dokumenty. Lepiej zacznij się pakować.

Zatrzasnęłam drzwi i oparłam się o nie plecami. Ręce mi drżały. Przez chwilę miałam ochotę po prostu usiąść na podłodze i płakać. Ale wtedy zadzwonił telefon.

— Anka? — głos Hani był jak kojący balsam. — Słyszałam, że Magda kręci się po okolicy. Wszystko w porządku?

Opowiedziałam jej wszystko, łamiącym się głosem. Hania była moją przyjaciółką od liceum i teraz prawniczką. Wiedziałam, że mogę na nią liczyć.

— Słuchaj mnie uważnie — powiedziała stanowczo. — Nie podpisuj niczego, nie rozmawiaj z nimi bez świadka. Przyjadę wieczorem z papierami. Twój ojciec zostawił testament, prawda?

— Tak… — wyszeptałam.

— To dobrze. Nie pozwolimy im tego zabrać.

Wieczorem siedziałyśmy przy kuchennym stole, otoczone stertą dokumentów i kubkami zimnej już herbaty. Hania wertowała papiery z miną detektywa.

— Tu jest wszystko czarno na białym — powiedziała w końcu. — Twój ojciec zapisał dom wyłącznie tobie. Twój były mąż nie ma żadnych praw do tej nieruchomości.

Poczułam ulgę, ale i gniew. Jak mogli próbować mnie zastraszyć? Jak mogli sądzić, że dam się tak po prostu wyrzucić?

Następnego dnia Magda wróciła, tym razem z moim byłym mężem, Pawłem. Stał obok niej z miną niewiniątka.

— Aniu, nie rób scen — zaczął łagodnie. — Chcemy tylko to, co nam się należy.

— Nic wam się nie należy! — wybuchłam. — To jest mój dom! Paweł, dobrze wiesz, co napisał tata!

Magda spojrzała na niego z irytacją.

— Mówiłeś, że to załatwione!

Paweł spuścił wzrok.

— Aniu… Potrzebujemy tego domu. Magda jest w ciąży…

Poczułam ukłucie zazdrości i żalu. Przez lata staraliśmy się o dziecko i nigdy nam się nie udało. Teraz miał je mieć z nią?

— To nie moja sprawa — powiedziałam zimno. — Nie oddam wam domu mojego ojca.

Magda zrobiła krok do przodu.

— Możemy to zrobić po dobroci albo przez sąd. Wybieraj.

Uśmiechnęłam się gorzko.

— W takim razie widzimy się w sądzie.

Przez kolejne tygodnie żyłam jak w zawieszeniu. Każdy dzień zaczynał się od lęku: czy dziś przyjdzie list z sądu? Czy znów zobaczę ich pod domem? Hania była przy mnie na każdym kroku, tłumaczyła procedury, uspokajała mnie i powtarzała: „Nie dasz się zastraszyć”.

W końcu przyszło wezwanie na rozprawę. Siedziałam w sali sądowej z dłońmi zaciśniętymi na torebce. Paweł unikał mojego wzroku, Magda patrzyła na mnie z pogardą.

Sędzia był rzeczowy i konkretny. Przedstawiłyśmy testament ojca, Hania wyjaśniła wszystkie szczegóły prawne. Paweł próbował przekonywać, że dom był wspólnym majątkiem małżeńskim, ale dowody były po mojej stronie.

Po godzinie zapadł wyrok: dom należy do mnie.

Magda wyszła z sali trzaskając drzwiami. Paweł spojrzał na mnie smutno.

— Przepraszam… — wyszeptał.

Nie odpowiedziałam. Wyszłam na korytarz i poczułam łzy napływające do oczu – tym razem ze wzruszenia i ulgi.

Wieczorem siedziałam sama w kuchni i patrzyłam na zdjęcie taty stojące na parapecie.

— Udało się, tato… — szepnęłam.

Zastanawiam się tylko: ile jeszcze razy będziemy musieli walczyć o to, co nam się naprawdę należy? Czy rodzina zawsze musi oznaczać ból i zdradę? Co wy byście zrobili na moim miejscu?