„Mama, sprzedaj dom” – Czy naprawdę mogę oddać wszystko, co budowałam przez całe życie?
– Mama, sprzedaj dom – powiedziała Lejla, patrząc na mnie z takim uporem, jakiego nie widziałam w jej oczach od lat. Za oknem lał deszcz, krople bębniły o parapet, a ja czułam, jakby każda z nich uderzała prosto w moje serce.
– Zaraz… Co ty mówisz? – zapytałam cicho, choć w środku wrzało we mnie wszystko. – To jest nasz dom. Twój dom. Tu się wychowałaś.
Lejla westchnęła ciężko i odwróciła wzrok. – Mamo, ja i Tomek… My nie damy rady kupić mieszkania bez twojej pomocy. Ty tu sama siedzisz w tym wielkim domu. Przecież to nie ma sensu.
Przez chwilę miałam ochotę krzyknąć. Powiedzieć jej, że nie rozumie, że dom to nie tylko ściany i dach. Ale zamiast tego poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Przypomniałam sobie, jak Lejla biegała po tym korytarzu w różowych kapciach, jak razem piekłyśmy szarlotkę na święta, jak jej ojciec malował pokój na żółto, bo „żółty to kolor szczęścia”.
– Lejla… – zaczęłam drżącym głosem. – Czy ty naprawdę chcesz, żebym sprzedała wszystko, co budowałam przez całe życie?
– Mamo, nie wszystko… Po prostu… Potrzebujemy pomocy. Ty masz tylko ten dom. My mamy całe życie przed sobą.
Słowa „ty masz tylko ten dom” dźwięczały mi w głowie jeszcze długo po tym, jak Lejla wyszła trzaskając drzwiami. Siedziałam w kuchni, patrząc na stare kafelki i zastanawiałam się: czy naprawdę zostało mi już tylko to?
Wieczorem zadzwoniła do mnie siostra, Basia.
– Co się stało? Słyszałam, że Lejla była u ciebie.
Opowiedziałam jej wszystko. Basia milczała przez chwilę.
– Wiesz… Może ona ma trochę racji? Sama tu siedzisz…
– Ty też?! – wybuchłam. – Czy wy wszyscy oszaleliście? To jest mój dom! Tu żyliśmy razem! Tu umarł mój mąż!
Basia westchnęła. – Ale może czas ruszyć dalej? Dla niej…
Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, słysząc w głowie głosy: Lejli, Basi, nawet mojego zmarłego męża. „Dom to ludzie”, mówił zawsze. Ale co jeśli ci ludzie już odeszli?
Następnego dnia Lejla przyszła z Tomkiem.
– Mamo – zaczęła ostrożnie – wiem, że to trudne. Ale my naprawdę nie mamy innego wyjścia.
Tomek stał z boku, czułam jego skrępowanie.
– Pani Zosiu… My nie chcemy pani krzywdzić. Po prostu… ceny mieszkań są kosmiczne. Kredytów nie dostaniemy na tyle…
Patrzyłam na nich i widziałam siebie sprzed lat – młodą dziewczynę z marzeniami o własnym kącie. Tylko że ja nigdy nie prosiłam swoich rodziców o taką ofiarę.
– A co jeśli sprzedam dom? Gdzie ja pójdę? Do bloku? Do was? – zapytałam gorzko.
Lejla spuściła wzrok.
– Możesz zamieszkać z nami… Albo kupić coś mniejszego…
Wiedziałam, że to nie będzie to samo. Że nigdy już nie poczuję zapachu starego drewna w przedpokoju ani nie usłyszę stukotu deszczu na tym dachu.
Przez kolejne dni unikaliśmy się z Lejlą. W domu panowała cisza tak gęsta, że można ją było kroić nożem. Każdy kąt przypominał mi o przeszłości: zdjęcia na ścianie, dziecięce rysunki schowane w szufladzie, nawet stara filiżanka po babci.
Pewnego wieczoru zadzwonił telefon.
– Mamo… Przepraszam – usłyszałam cichy głos Lejli. – Nie chciałam cię zranić. Po prostu… Boję się, że nigdy nie będziemy mieć własnego miejsca. Że zawsze będziemy wynajmować…
Poczułam ukłucie żalu i współczucia. Moja córka walczyła o swoje szczęście tak, jak ja kiedyś walczyłam o nasze.
– Lejla… Ja też się boję. Boję się zostać sama bez tego domu. Boję się zapomnieć o tacie… O tobie jako małej dziewczynce…
Zapanowała cisza.
– Może powinniśmy porozmawiać razem? – zaproponowała Lejla.
Spotkaliśmy się wszyscy przy kuchennym stole – ja, Lejla i Tomek. Rozmawialiśmy długo: o marzeniach, o strachu przed samotnością i o tym, czym jest dom.
– Dom to nie tylko ściany – powiedziała Lejla cicho. – To my.
Popatrzyłam na nią i zrozumiałam: może czasem trzeba coś stracić, by dać komuś innemu szansę na szczęście.
Ale czy jestem gotowa oddać wszystko?
Czasem pytam siebie: czy dom to miejsce czy ludzie? Czy można naprawdę zacząć od nowa mając tylko wspomnienia? Co wy byście zrobili na moim miejscu?