Kiedy teściowa staje się centrum mojego świata: Moja walka o siebie w cieniu rodziny
— Ivana, czy możesz mi podać sól? — głos Mari, mojej teściowej, rozbrzmiewał w kuchni jak dzwon. Siedziałam przy stole, próbując zjeść śniadanie przed pracą, ale jej obecność sprawiała, że każdy kęs stawał mi w gardle. Damir, mój mąż, przeglądał wiadomości na telefonie, udając, że nie słyszy napięcia.
— Oczywiście, już podaję — odpowiedziałam, choć w środku miałam ochotę wykrzyczeć: „Podnieś się i sama sobie weź!”
Mara zamieszkała z nami pół roku temu. Po śmierci teścia nie chciała zostać sama w swoim domu na wsi. Damir nie miał rodzeństwa, więc decyzja była oczywista — „Mama zamieszka z nami, to tylko na chwilę, aż się pozbiera.”
Ta „chwila” trwała już sześć miesięcy. Każdego dnia czułam, jak moje życie kurczy się do roli gospodyni i opiekunki. Mara była wszędzie: w kuchni poprawiała moje gotowanie („U nas w domu zawsze robiło się to inaczej”), w salonie przesuwała meble („Tak będzie lepiej wyglądać”), a w moim małżeństwie… Cóż, tam była najbardziej obecna.
— Damirku, nie zapomnij o lekarstwach! — wołała za nim każdego ranka. — Ivana, czy wyprasowałaś mu koszulę?
Czułam się jak służąca we własnym domu. Praca zawodowa przestała być odskocznią — wracałam do mieszkania pełnego jej obecności i pretensji. Nawet nasze łóżko wydawało się mniejsze, jakby Mara rozciągała swoje wpływy także na naszą intymność.
Pewnego wieczoru, kiedy Damir oglądał mecz, a Mara układała słoiki w spiżarni (bo „porządek musi być”), zebrałam się na odwagę.
— Damir, musimy porozmawiać.
Spojrzał na mnie niechętnie, oderwany od ekranu.
— O czym?
— O twojej mamie. Nie mogę tak dalej żyć. Czuję się jak intruz we własnym domu.
Westchnął ciężko.
— Ivana, przesadzasz. Mama jest starsza, potrzebuje nas. To nie jest na zawsze.
— Ale ja też tu jestem! Ja też czegoś potrzebuję! — głos mi się załamał.
W tym momencie do pokoju weszła Mara.
— Coś się stało?
Zamilkliśmy oboje. Damir wzruszył ramionami i wrócił do meczu. A ja poczułam się jeszcze bardziej samotna niż kiedykolwiek.
Z czasem zaczęłam unikać domu. Zostawałam dłużej w pracy, spotykałam się z koleżankami na kawie, tylko po to, by nie musieć wracać do tej dusznej atmosfery. Mara zauważyła zmianę.
— Ivana, czy coś ci jest? Wyglądasz na zmęczoną.
— Wszystko w porządku — kłamałam.
Ale nie było. Zaczęłam mieć problemy ze snem. Budziłam się w środku nocy z poczuciem winy i żalu. Czy jestem złą synową? Czy powinnam bardziej się starać? A może to ja jestem egoistką?
Pewnej soboty Mara postanowiła zrobić generalne porządki. Przeszukiwała szafki w łazience i znalazła moje prywatne rzeczy.
— Ivana, po co ci tyle kosmetyków? To marnotrawstwo pieniędzy!
Nie wytrzymałam.
— Mamo, proszę… To są moje rzeczy i moja przestrzeń. Proszę to uszanować.
Spojrzała na mnie zaskoczona i dotknięta.
— Chciałam tylko pomóc…
Wybiegłam z łazienki i zamknęłam się w sypialni. Po raz pierwszy od dawna pozwoliłam sobie płakać. Czułam się winna i bezsilna jednocześnie.
Wieczorem Damir przyszedł do mnie.
— Mama jest smutna przez ciebie. Nie możesz być trochę milsza?
— A kto jest smutny przez nią? — zapytałam cicho.
Nie odpowiedział. Wyszedł bez słowa.
Zaczęłam rozważać terapię. Moja przyjaciółka Ania poleciła mi psychologa. Na pierwszym spotkaniu wybuchłam płaczem już po kilku minutach.
— Czuję się niewidzialna — powiedziałam. — Jakby moje potrzeby nie miały znaczenia.
Psycholog zapytał: — A czy próbowała pani powiedzieć to mężowi?
— Próbowałam… Ale on zawsze wybiera mamę.
Wróciłam do domu z postanowieniem: muszę zawalczyć o siebie. Następnego dnia zaprosiłam Damira na spacer.
— Albo coś się zmieni, albo nie dam rady tu dłużej żyć — powiedziałam mu prosto w oczy. — Kocham cię, ale nie mogę być tylko dodatkiem do twojej mamy.
Damir milczał długo. W końcu powiedział:
— Nie wiem, co mam zrobić…
To był pierwszy raz, kiedy zobaczyłam w nim zagubienie. Może nawet strach.
Minęły kolejne tygodnie. Mara zaczęła chorować coraz częściej. Damir był rozdarty między mną a nią. Ja czułam się coraz bardziej obca we własnym życiu. Pewnego dnia spakowałam walizkę i pojechałam do Ani na kilka dni.
— Musisz wybrać siebie — powiedziała mi przyjaciółka. — Inaczej nikt cię nie wybierze.
Po powrocie do domu zastałam ciszę. Mara leżała w łóżku, Damir siedział przy niej ze spuszczoną głową.
Usiadłam obok niego i po raz pierwszy od dawna złapałam go za rękę.
— Musimy znaleźć rozwiązanie dla nas wszystkich — powiedziałam cicho.
Nie wiem jeszcze, jak potoczy się dalej nasze życie. Czy znajdziemy kompromis? Czy będziemy umieli znów być rodziną?
Czasem zastanawiam się: ile jeszcze kobiet musi poświęcić siebie dla innych? Czy naprawdę mamy wybór? A może odwaga zaczyna się wtedy, gdy pierwszy raz powiemy „dość”?