Kiedy mąż wyjechał w delegację, teściowa wyrzuciła mnie z domu – Moja polska historia o zdradzie i walce o własne miejsce
„Nie wracaj tu więcej!” – krzyczała teściowa, a jej głos odbijał się echem po klatce schodowej. Stałam tam, trzymając w rękach walizkę, której nie zdążyłam nawet dobrze spakować. Deszcz bębnił o okno na półpiętrze, a ja czułam, jak łzy mieszają się z kroplami wody na mojej twarzy. Była druga w nocy. Mój mąż, Tomek, był właśnie w delegacji w Poznaniu. Nie miałam do kogo zadzwonić, nie miałam gdzie pójść. Wszystko, co znałam i kochałam, zostało za zamkniętymi drzwiami mieszkania, które przez ostatnie trzy lata nazywałam domem.
Jeszcze kilka godzin wcześniej siedziałam przy stole w kuchni, próbując rozmawiać z teściową o czymś neutralnym. Zawsze była chłodna, ale tego wieczoru jej spojrzenie było lodowate. „Nie rozumiesz, że Tomek zasługuje na kogoś lepszego?” – rzuciła nagle. Zatkało mnie. „Pani Anno, ja naprawdę kocham Tomka…” – zaczęłam nieśmiało. „Miłość? Ty nawet nie potrafisz ugotować porządnego rosołu! Moja matka przewraca się w grobie, widząc jaką synową mam!”
Wiedziałam, że nie jestem idealną gospodynią. Pracowałam jako nauczycielka w podstawówce i często wracałam zmęczona do domu. Ale czy to powód, żeby mnie nienawidzić? Przez trzy lata starałam się zdobyć jej sympatię – piekłam ciasta na święta, pomagałam w ogrodzie, znosiłam kąśliwe uwagi o mojej rodzinie z małego miasteczka pod Lublinem. Tomek zawsze powtarzał: „Nie przejmuj się mamą, ona taka już jest”. Ale nigdy nie stanął po mojej stronie.
Tamtej nocy wszystko się zmieniło. Teściowa weszła do mojego pokoju bez pukania. „Pakuj się i wynoś! Nie będę dłużej znosić twojej obecności pod moim dachem!” – wrzasnęła. Próbowałam zadzwonić do Tomka, ale nie odbierał. Wysłałam mu SMS-a: „Twoja mama wyrzuca mnie z domu. Proszę, odezwij się.” Odpowiedzi nie było.
Zeszłam na dół z walizką i usiadłam na zimnych kafelkach klatki schodowej. Przez chwilę miałam nadzieję, że to tylko zły sen. Ale drzwi pozostały zamknięte. W końcu zadzwoniłam do mojej przyjaciółki Magdy. „O Boże, Anka! Przyjeżdżaj do mnie natychmiast!” – powiedziała bez wahania.
Wsiadłam do nocnego autobusu. Siedząc przy oknie, patrzyłam na rozmazane światła miasta i czułam się jak ktoś zupełnie obcy w swoim własnym życiu. W głowie kłębiły mi się pytania: Co zrobiłam źle? Czy Tomek naprawdę mnie kocha? Czy to wszystko ma jeszcze sens?
Magda przyjęła mnie z otwartymi ramionami. „Nie możesz pozwolić im sobą pomiatać!” – mówiła stanowczo. Ale ja czułam się jak wrak człowieka. Przez kolejne dni czekałam na telefon od Tomka. W końcu zadzwonił.
„Anka… mama mówiła mi, że byłaś wobec niej niegrzeczna” – zaczął bez przywitania.
„Tomek! Ona wyrzuciła mnie z domu! Nawet nie pozwoliła mi zabrać wszystkich rzeczy!”
„Może powinnaś była bardziej się postarać… Wiesz, jak ona potrafi być drażliwa.”
Zamarłam. Czy on naprawdę wierzył swojej matce bardziej niż mnie? Przez chwilę miałam ochotę krzyczeć, ale tylko cicho szlochałam do słuchawki.
„Nie wiem, co mam robić…” – wyszeptałam.
„Może powinnaś wrócić do rodziców na jakiś czas? Muszę to wszystko przemyśleć.”
Rozłączył się pierwszy.
Wróciłam do rodzinnego domu pod Lublinem. Mama przyjęła mnie bez słowa wyrzutu, ale widziałam w jej oczach smutek i troskę. Tata milczał przez pierwsze dwa dni, potem zapytał: „Anka… czy ty naprawdę chcesz tam wracać?”
Nie wiedziałam. Każdego dnia budziłam się z nadzieją na wiadomość od Tomka. Ale on milczał. Po tygodniu napisał tylko krótkiego SMS-a: „Muszę zostać z mamą. Ona jest chora.”
Czułam się zdradzona przez wszystkich – przez męża, który nie potrafił stanąć po mojej stronie; przez teściową, która nigdy mnie nie zaakceptowała; przez samą siebie, bo pozwoliłam im decydować o moim życiu.
Minęły dwa miesiące. Znalazłam pracę w pobliskiej szkole i zaczęłam powoli układać sobie życie na nowo. Magda dzwoniła codziennie: „Anka, jesteś silniejsza niż myślisz!”
Pewnego dnia Tomek pojawił się niespodziewanie pod domem moich rodziców.
„Anka… Mama zmarła tydzień temu” – powiedział cicho.
Patrzyłam na niego długo.
„I co teraz?” – zapytałam.
„Chciałbym, żebyśmy spróbowali jeszcze raz…”
Poczułam w sobie gniew i żal.
„A gdzie byłeś wtedy, kiedy najbardziej cię potrzebowałam?”
Nie odpowiedział.
Dziś wiem jedno: czasem trzeba stracić wszystko, żeby odnaleźć siebie. Już nigdy nie pozwolę nikomu decydować za mnie o moim szczęściu.
Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między sobą a rodziną? Jak poradziliście sobie z poczuciem zdrady i samotności?