Awans, który rozdarł moją rodzinę: Historia Magdy Nowak

– Magda, czy ty w ogóle jeszcze nas widzisz? – głos mojego męża, Piotra, odbił się echem w kuchni. Stałam przy blacie, z telefonem przy uchu, próbując jednocześnie wysłać maila do szefa i nalać mleka do kubka naszej córki.

– Piotrze, proszę cię, to ważne – rzuciłam przez ramię, nie odrywając wzroku od ekranu.

– Ważne? – powtórzył z goryczą. – Od miesięcy wszystko jest ważniejsze od nas.

Zamknęłam oczy na chwilę. W głowie miałam tylko jedno: prezentacja dla zarządu. To od niej zależał mój awans na stanowisko dyrektorki działu. Pracowałam na to latami – po godzinach, w weekendy, kosztem snu i rodzinnych obiadów. Ale czy naprawdę nie widziałam już własnej rodziny?

Moja córka, Zosia, podeszła do mnie nieśmiało.

– Mamo, pomożesz mi z zadaniem z matematyki?

– Za chwilę, kochanie – odpowiedziałam automatycznie.

Zosia spuściła głowę i wyszła z kuchni. Piotr patrzył na mnie z wyrzutem.

– Magda, obiecałaś jej wczoraj, że dziś znajdziesz czas.

Poczułam ukłucie winy, ale zaraz potem przypomniałam sobie słowa mojej matki: „Kobieta musi być niezależna. Nie możesz polegać na nikim poza sobą.” To ona nauczyła mnie ambicji i pracowitości. Ale czy nauczyła mnie też, jak nie zgubić siebie po drodze?

W pracy atmosfera była gęsta. Każdy wiedział o nadchodzącym awansie. Moja koleżanka, Ania, z którą przyjaźniłam się od lat, nagle zaczęła traktować mnie chłodno.

– Słyszałam, że już rozmawiałaś z dyrektorem finansowym – powiedziała pewnego dnia przy ekspresie do kawy.

– Rozmawiałam, bo poprosił mnie o opinię w sprawie projektu – odpowiedziałam spokojnie.

– Jasne… – mruknęła i odeszła bez słowa.

Czułam się coraz bardziej samotna. Każdy mój ruch był obserwowany i oceniany. Plotki krążyły po firmie szybciej niż maile. „Magda zrobi wszystko dla awansu”, „Podkłada ludziom nogi” – słyszałam za plecami.

Wieczorami wracałam do domu wykończona. Piotr coraz częściej spał na kanapie w salonie. Zosia zamykała się w swoim pokoju. Nawet moja matka zaczęła mnie krytykować:

– Magda, dziecko, nie przesadzasz? Praca to nie wszystko. Rodzina jest najważniejsza.

– Mamo, przecież sama mnie tego uczyłaś! – wybuchłam któregoś dnia.

– Uczyłam cię być silną, ale nie kosztem bliskich.

Te słowa bolały bardziej niż wszystkie plotki w pracy.

W końcu nadszedł dzień prezentacji. Byłam przygotowana perfekcyjnie. W sali konferencyjnej panowała cisza. Przedstawiłam swój projekt z pasją i pewnością siebie. Po wszystkim dyrektor uścisnął mi dłoń:

– Gratuluję, Magdo. To było imponujące.

Kilka dni później dostałam oficjalną informację: awansowałam na dyrektorkę działu. Powinnam była czuć dumę i szczęście. Zamiast tego poczułam pustkę.

Wróciłam do domu z butelką szampana. Piotr siedział przy stole z Zosią.

– Mam dla was dobrą wiadomość! – powiedziałam z uśmiechem.

Piotr spojrzał na mnie chłodno:

– My też mamy dla ciebie wiadomość. Zosia chce zamieszkać u babci na jakiś czas.

Zamarłam.

– Co? Dlaczego?

Zosia spuściła wzrok:

– Bo tam mam czas na rozmowę… i ktoś mi pomaga w lekcjach.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Piotr dodał:

– Magda, musisz się zastanowić, co jest dla ciebie ważniejsze: praca czy rodzina.

Przez kolejne dni próbowałam naprawić relacje z córką i mężem, ale oni byli coraz bardziej zamknięci. Ania przestała się do mnie odzywać zupełnie. W pracy czułam się jak intruz we własnym gabinecie.

Pewnego wieczoru usiadłam sama w kuchni z kubkiem herbaty i spojrzałam na zdjęcie naszej trójki sprzed kilku lat – uśmiechnięci, szczęśliwi, razem na Mazurach. Łzy napłynęły mi do oczu.

Czy naprawdę warto było poświęcić wszystko dla kariery? Czy sukces zawodowy może zastąpić miłość i bliskość? A może jeszcze nie jest za późno, by coś zmienić?

Czasem zastanawiam się: ile jesteśmy w stanie oddać za spełnienie swoich ambicji? I czy to naprawdę daje nam szczęście?