Między synem a synową: Jeden rodzinny obiad, który rozdarł moje serce
— Mamo, musimy z tobą porozmawiać — Piotr spojrzał na mnie z powagą, jakiej nie widziałam u niego od dzieciństwa. Marta siedziała obok, nerwowo obracając filiżankę w dłoniach. W powietrzu unosił się zapach pieczonego schabu i świeżo parzonej kawy, a ja czułam, jak serce zaczyna mi walić coraz szybciej.
Przygotowywałam ten obiad przez cały tydzień. Chciałam, żeby wszystko było idealne: dom wysprzątany, stół nakryty białym obrusem, ulubione dania Piotra i Martusi. Odkąd się pobrali, rzadko bywali u mnie razem. Zawsze coś stawało na przeszkodzie — praca, wyjazdy, zmęczenie. Tym razem miało być inaczej. Miało być rodzinnie.
— Co się stało? — zapytałam, próbując ukryć drżenie głosu.
— Rozwodzimy się — powiedziała Marta cicho, nie patrząc mi w oczy. — I chcemy, żebyś wiedziała pierwsza.
Poczułam, jak świat usuwa mi się spod nóg. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. Przypomniałam sobie ich ślub — jak Piotr patrzył na Martę z takim uwielbieniem, jak ona śmiała się przez łzy szczęścia. Przypomniałam sobie nasze wspólne wakacje nad morzem, ich pierwsze mieszkanie, wieczory przy planszówkach.
— Ale… dlaczego? — wyszeptałam.
Piotr spojrzał na Martę z wyrzutem. — To nie jest twoja wina, mamo. Po prostu… nie możemy już być razem.
Marta odsunęła się lekko od stołu. — Próbowałam wszystkiego. Ale Piotr jest ciągle nieobecny. Praca jest dla niego ważniejsza niż rodzina.
— A ty nigdy mnie nie rozumiałaś! — wybuchł Piotr. — Zawsze tylko pretensje i wymagania!
Patrzyłam na nich bezradnie. Dwoje dorosłych ludzi, których kochałam jak własne dzieci. Przez lata starałam się być dla Marty drugą matką. Pomagałam im finansowo, wspierałam w trudnych chwilach. Byłam dumna z ich sukcesów i martwiłam się ich porażkami.
— I co teraz? — zapytałam cicho.
— Chcemy, żebyś wybrała — powiedział Piotr twardo. — Kogo będziesz wspierać? Kto zostanie w rodzinie?
Zamarłam. Jak można postawić matkę przed takim wyborem? Czy to możliwe, by kochać syna i jednocześnie nie odrzucić synowej?
Marta spuściła głowę. — Wiem, że to trudne. Ale nie chcę być tu niemile widziana. Jeśli zdecydujesz się trzymać z Piotrem… po prostu powiedz mi to wprost.
Wstałam od stołu i podeszłam do okna. Za szybą padał deszcz, krople spływały po szybie jak łzy. W głowie miałam mętlik: wspomnienia z dzieciństwa Piotra, jego pierwsze kroki, szkolne przedstawienia… Ale też Martę — jej ciepło, troskę o mnie po operacji biodra, jej uśmiech podczas wspólnego pieczenia ciast.
— Nie mogę wybrać — powiedziałam w końcu drżącym głosem. — Jesteście dla mnie rodziną. Oboje.
Piotr zacisnął pięści. — Ale musisz! Nie możesz być neutralna!
— Piotrze…
— Zawsze byłaś po stronie Marty! Nigdy mnie nie rozumiałaś! — krzyknął i wybiegł z pokoju.
Marta została przy stole, łzy spływały jej po policzkach. Usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem.
— Przepraszam… — wyszeptała. — Nie chciałam cię ranić.
— To nie twoja wina — odpowiedziałam cicho. — Czasem życie układa się inaczej, niż byśmy chcieli.
Siedziałyśmy tak przez dłuższą chwilę w milczeniu. Słyszałam tylko szum deszczu i cichy płacz Marty. W końcu podniosła się i wyszła bez słowa.
Zostałam sama w pustym mieszkaniu, w którym jeszcze przed chwilą było tyle życia i nadziei na wspólne chwile. Przeszłam do kuchni i zaczęłam sprzątać talerze po niedokończonym obiedzie. Każdy ruch był ciężki jak kamień.
Wieczorem zadzwonił telefon. To była moja siostra, Anna.
— Jak poszedł obiad? — zapytała radośnie.
Nie potrafiłam odpowiedzieć od razu. Głos ugrzązł mi w gardle.
— Rozwodzą się — powiedziałam w końcu szeptem.
Anna westchnęła ciężko. — Wiedziałam, że coś jest nie tak…
— Poprosili mnie, żebym wybrała stronę…
— O Boże…
Rozpłakałam się do słuchawki jak dziecko. Anna próbowała mnie pocieszyć, ale wiedziałam, że tego bólu nie da się zagłuszyć słowami.
Przez kolejne dni chodziłam jak cień samej siebie. Piotr nie odbierał telefonów. Marta napisała krótkiego SMS-a: „Dziękuję za wszystko”. Czułam się zdradzona przez los i przez własną rodzinę.
W pracy koleżanki pytały: „Coś się stało?”. Uśmiechałam się sztucznie i mówiłam: „Nic takiego”. Ale w środku krzyczałam z bólu.
Wieczorami siadałam przy stole i patrzyłam na puste krzesła po obu stronach. Zastanawiałam się: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy powinnam była bardziej wspierać Piotra? Czy za bardzo pokochałam Martę?
Pewnego dnia Piotr przyszedł niespodziewanie wieczorem.
— Mamo… przepraszam za tamto zachowanie — powiedział cicho. — Jestem zagubiony…
Objęłam go mocno i płakaliśmy razem długo w ciszy.
Dziś wiem jedno: matka nigdy nie przestaje kochać swoich dzieci, nawet jeśli ich drogi się rozchodzą. Ale czy można być sprawiedliwym wobec wszystkich? Czy serce matki może wytrzymać taki ból?
A Wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Czy można wybrać między synem a synową?