Cztery lata bycia żywicielem rodziny – czy jestem tylko portfelem dla własnego męża?

– Anka, nie przesadzaj, przecież wiesz, że teraz nie mam z czego – głos Michała odbił się echem w naszej kuchni, tej samej, w której przez cztery lata gotowałam obiady, licząc każdy grosz. Stałam przy zlewie, ściskając w dłoni rachunek za prąd. Nasz syn Kuba bawił się w pokoju obok, a ja czułam, jak narasta we mnie fala rozczarowania i gniewu.

– Michał, ja już nie daję rady – powiedziałam cicho, ale stanowczo. – Od czterech lat wszystko jest na mojej głowie. Praca, dom, dziecko. Ty nawet nie próbujesz znaleźć czegoś na stałe. Ile jeszcze mam wytrzymać?

Michał wzruszył ramionami i spojrzał na mnie z irytacją. – Przecież próbuję! Ale teraz wszędzie zwalniają ludzi. Poza tym, przecież dobrze zarabiasz, więc po co się spinasz?

Te słowa uderzyły mnie mocniej niż jakakolwiek kłótnia. Po co się spinam? Czy naprawdę jestem dla niego tylko portfelem? Przypomniałam sobie wszystkie wieczory, kiedy wracałam zmęczona po pracy, a on siedział przed komputerem, grając w gry albo przeglądając Facebooka. Każde „zaraz się za to wezmę” zamieniało się w kolejne tygodnie bez działania.

Kiedyś byliśmy szczęśliwi. Michał miał plany, marzenia. Był ambitny, zabawny, potrafił mnie rozśmieszyć nawet w najgorszy dzień. Ale odkąd stracił pracę cztery lata temu, coś w nim pękło. Najpierw tłumaczył się pandemią, potem kryzysem gospodarczym, a potem już tylko powtarzał, że „jeszcze trochę” i „wszystko się ułoży”.

Początkowo go wspierałam. Wierzyłam, że to chwilowe. Przynosiłam mu kawę do łóżka, zachęcałam do wysyłania CV. Ale z czasem zaczęłam czuć się coraz bardziej samotna. Każda rozmowa o pieniądzach kończyła się kłótnią lub milczeniem. Michał zamykał się w sobie, a ja coraz częściej płakałam po nocach.

Dziś zebrałam się na odwagę i poprosiłam go o pomoc finansową. Nawet nie o całość rachunku – wystarczyłoby mi kilkaset złotych na zakupy dla Kuby. Ale on tylko wzruszył ramionami i powiedział: – Nie przesadzaj.

Wtedy coś we mnie pękło.

– Michał, czy ty w ogóle rozumiesz, jak to wygląda? Ja nie chcę być sama z tym wszystkim! – głos mi zadrżał. – Potrzebuję partnera, a nie kolejnego dziecka do utrzymania.

Michał spojrzał na mnie z chłodem. – To może powinnaś znaleźć sobie kogoś innego? Skoro tak ci źle.

Te słowa bolały bardziej niż cokolwiek wcześniej. Zawsze wierzyłam, że jesteśmy drużyną. Że razem przetrwamy wszystko. Ale teraz poczułam się jak obca osoba we własnym domu.

Wieczorem usiadłam na kanapie i patrzyłam na śpiącego Kubę. Zastanawiałam się, czy robię mu krzywdę, trwając w tym związku tylko ze względu na niego. Czy lepiej mieć dwoje rodziców pod jednym dachem, którzy się mijają i ranią nawzajem, czy jedną matkę, która przestaje być cieniem samej siebie?

Próbowałam przypomnieć sobie momenty szczęścia z Michałem. Nasze pierwsze mieszkanie na Pradze, wspólne wakacje nad Bałtykiem, śmiech do łez przy planszówkach. Ale te wspomnienia wydawały się teraz tak odległe i nierealne jak sen.

Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama.

– Aniu, słyszę po głosie, że coś jest nie tak. Chcesz pogadać?

Nie chciałam jej martwić, ale nie potrafiłam już dłużej udawać.

– Mamo… Ja już nie wiem, co robić. Michał od czterech lat nie pracuje i nawet nie próbuje nic zmienić. Wszystko jest na mojej głowie.

Mama westchnęła ciężko.

– Kochanie… Wiem, że chcesz być silna dla Kuby. Ale pamiętaj też o sobie. Nie możesz ciągnąć wszystkiego sama.

Te słowa dały mi do myślenia. Może rzeczywiście za bardzo chciałam być niezniszczalna? Może pozwoliłam Michałowi wejść sobie na głowę?

Wieczorem spróbowałam jeszcze raz porozmawiać z Michałem.

– Michał… Ja naprawdę potrzebuję twojego wsparcia. Nie tylko finansowego. Chcę wiedzieć, że jesteśmy razem w tym wszystkim.

On tylko wzruszył ramionami i wyszedł do drugiego pokoju.

Zostałam sama ze swoimi myślami i poczuciem porażki. Czy naprawdę jestem tylko portfelem dla własnego męża? Czy to jeszcze ma sens?

Czasem zastanawiam się: ile można poświęcić siebie dla rodziny? Czy warto walczyć o coś, co istnieje już tylko na papierze? A może powinnam w końcu zawalczyć o siebie?