Serce większe niż strach: Jak zostałam mamą szóstki dzieci w jedną noc – prawdziwa historia z warszawskiego blokowiska

– Mamo, ktoś dzwoni do drzwi! – krzyknęła Zosia, moja najstarsza córka, zaspana i wystraszona. Była 2:17 w nocy. Wstałam z łóżka, czując jak serce wali mi jak młot. W korytarzu światło jarzeniówki oświetliło moją twarz w lustrze – zmęczoną, z podkrążonymi oczami. Otworzyłam drzwi. Na klatce stała pani Teresa z administracji i policjant.

– Pani Aniu… – zaczęła niepewnie. – Stało się coś strasznego. Pan Ivan… nie żyje. Zawał. Jego dzieci… są same.

Wtedy zobaczyłam ich za plecami dorosłych – szóstka dzieci, od trzynastoletniej Olgi po trzyletniego Stasia, stali w piżamach, z oczami pełnymi łez i przerażenia. Najmłodszy tulił do siebie pluszowego misia, starsza dziewczynka ściskała brata za rękę.

– Nie mają nikogo – powiedziała cicho pani Teresa. – Matka zmarła dwa lata temu. Rodzina za granicą, nie odbierają telefonu. Musimy ich gdzieś umieścić na noc… Może u pani?

Zamarłam. Przez głowę przelatywały mi myśli: „Mam już trójkę własnych dzieci, ledwo wiążemy koniec z końcem… Praca, kredyt, szkoła… Jak ja dam radę?”

Ale spojrzałam na te dzieci – ich twarze pełne strachu i samotności. Przypomniałam sobie, jak sama byłam mała i bałam się ciemności po śmierci taty. Westchnęłam głęboko.

– Dobrze – powiedziałam, czując jak łzy napływają mi do oczu. – Nie zostawię ich.

Tej nocy nasz trzypokojowy blokowy świat rozszerzył się do granic możliwości. Dzieci spały na materacach w salonie, a ja siedziałam w kuchni z kubkiem zimnej herbaty, patrząc przez okno na puste podwórko. Mój mąż Marek był na delegacji w Gdańsku – nie miałam nawet z kim porozmawiać.

Rano zadzwoniłam do niego drżącym głosem.

– Marek… musisz wrócić. Mamy szóstkę dzieci więcej.

– Co?!

Opowiedziałam mu wszystko, a on milczał przez długą chwilę.

– Aniu… damy radę. Przyjadę pierwszym pociągiem.

Przez kolejne dni wszystko działo się jak we śnie. Dzieci Ivana były ciche, skulone, nieufne. Najstarsza Olga próbowała być dzielna dla rodzeństwa, ale widziałam, jak nocami płacze w poduszkę. Mój syn Kuba oddał im swoje klocki lego, Zosia dzieliła się ubraniami z dziewczynkami. Ale nie było łatwo.

Pewnego wieczoru, gdy próbowałam ogarnąć kolację dla dziewięciu osób, wybuchła awantura.

– To niesprawiedliwe! – wrzasnął Kuba. – Czemu oni tu są? Nie mamy już miejsca! Nie chcę dzielić się pokojem!

Zosia płakała cicho przy stole. Olga patrzyła na mnie z wyrzutem.

– Przepraszam… – wyszeptała. – Może powinniśmy iść do domu dziecka?

Zamarłam. Wiedziałam, że nie mogę pozwolić im odejść.

– Nie! – powiedziałam stanowczo. – Jesteście tu bezpieczni. To wasz dom tak długo, jak będzie trzeba.

Ale nocami sama płakałam w łazience, żeby nikt nie widział. Bałam się przyszłości: czy starczy nam pieniędzy? Czy dam radę pokochać te dzieci tak samo jak własne? Czy Marek mnie nie zostawi?

Po tygodniu przyszła opiekunka społeczna.

– Pani Aniu, to nie jest rozwiązanie na długo. Dzieci muszą mieć rodzinę zastępczą albo trafią do domu dziecka.

Patrzyłam na nią z rozpaczą.

– Ale one już tu są! Już je kocham!

Marek objął mnie ramieniem.

– Spróbujemy zostać rodziną zastępczą – powiedział cicho.

Rozpoczęła się walka z urzędami: papiery, wywiady środowiskowe, kontrole mieszkania. Sąsiadki plotkowały na klatce:

– Po co jej tyle dzieci? Chce kasę od państwa!
– Pewnie zaraz odda je do domu dziecka…

Czułam się osaczona i oceniana. Nawet moja mama zadzwoniła:

– Aniu, czy ty zwariowałaś? Przecież nie dasz rady! Twoje dzieci cię znienawidzą!

Ale kiedy patrzyłam na Olgę, która pierwszy raz od tygodnia się uśmiechnęła, gdy Staś zasnął przytulony do mojej nogi – wiedziałam, że nie mogę się poddać.

Były dni pełne krzyku i łez: kiedy Zosia pokłóciła się z Olgą o miejsce przy stole; kiedy Staś rozbił ulubiony kubek Kuby; kiedy zabrakło pieniędzy na nowe buty dla wszystkich i musiałam wybierać.

Ale były też chwile czułości: wspólne pieczenie pierogów na Wigilię; wieczorne czytanie bajek; pierwszy raz, gdy najmłodszy Michał powiedział do mnie „mamo”.

Po trzech miesiącach przyszła decyzja: zostaliśmy rodziną zastępczą dla szóstki dzieci Ivana.

Nie wiem, czy jestem bohaterką. Często czuję się słaba i zagubiona. Ale wiem jedno: serce naprawdę może być większe niż strach.

Czasem pytam siebie: czy zrobiłabym to jeszcze raz? Czy wybralibyście tak samo na moim miejscu? Co znaczy być rodziną – czy to tylko więzy krwi?