Po śmierci taty wyrzuciłam jego partnerkę z domu. Rodzina uważa mnie za potwora, ale czy naprawdę nim jestem?

— Nie masz prawa mnie wyrzucać! — krzyknęła pani Halina, stojąc w progu mojego dzieciństwa, z walizką w ręku i łzami w oczach. — Twój ojciec by na to nie pozwolił!

Zacisnęłam pięści. W głowie dudniło mi od wspomnień: tata, który po śmierci mamy zamknął się w sobie, a potem nagle pojawiła się ona — Halina. Przez piętnaście lat była przy nim, gotowała mu obiady, śmiała się z jego żartów, a ja… ja nigdy nie potrafiłam jej zaakceptować. Dla mnie była intruzem, który zajął miejsce mamy. Nawet jeśli mama odeszła dawno temu, na raka, kiedy miałam dziesięć lat.

— To nie jest już twój dom — powiedziałam cicho, ale stanowczo. — Tata nie zostawił ci nic w testamencie. To mój dom. Mój i mojej rodziny.

Halina spojrzała na mnie z niedowierzaniem. — Przecież byłam przy nim do końca! Ty przyjeżdżałaś tylko na święta i urodziny! To ja go pielęgnowałam, kiedy był chory! To ja trzymałam go za rękę, kiedy umierał!

Poczułam ukłucie winy, ale zaraz potem wrócił gniew. Przez lata czułam się jak gość we własnym domu. Halina urządziła wszystko po swojemu: firanki w kwiatki, zapach jej perfum w łazience, zdjęcia jej wnuków na komodzie. Tata był szczęśliwy, ale ja czułam się coraz bardziej obca.

Kiedy tata zachorował na serce, Halina nie pozwalała mi nawet zostać z nim sama. „Nie męcz go rozmowami o przeszłości,” mówiła. „On potrzebuje spokoju.” A ja chciałam tylko usłyszeć od niego, że mnie kocha. Że mama byłaby ze mnie dumna.

Po pogrzebie rodzina zebrała się w salonie. Ciotka Zosia spojrzała na mnie z wyrzutem:

— Aniu, naprawdę musisz być taka bezwzględna? Halina nie ma dokąd pójść.

— To nie moja sprawa — odpowiedziałam chłodno. — Dom należy do mnie. Tata tak zdecydował.

Wujek Marek pokręcił głową:

— Twój ojciec kochał Halinę. Może nie była twoją matką, ale była dla niego wszystkim.

Zacisnęłam usta. Nikt nie rozumiał, jak bardzo bolało mnie patrzenie na ich szczęście. Jak bardzo tęskniłam za mamą i jak bardzo czułam się zdradzona przez ojca, że tak szybko znalazł sobie kogoś innego.

Halina spakowała się w milczeniu. Widziałam jej drżące dłonie, słyszałam cichy szloch za zamkniętymi drzwiami sypialni taty. Przez chwilę chciałam wejść i powiedzieć: „Zostań. Przepraszam.” Ale nie potrafiłam. Coś we mnie pękło już dawno temu.

Kiedy wychodziła z domu, zatrzymała się na schodach.

— Aniu — powiedziała cicho — wiem, że mnie nigdy nie zaakceptowałaś. Ale twój ojciec był szczęśliwy. Może kiedyś mi wybaczysz.

Nie odpowiedziałam. Patrzyłam tylko, jak odchodzi w deszczu, z walizką i parasolką taty.

Przez następne dni telefon dzwonił bez przerwy. Ciotki, kuzynki, nawet sąsiadka spod trójki — wszyscy mieli mi coś do powiedzenia.

— Jak mogłaś ją wyrzucić? — pytała ciocia Basia. — Przecież była dla twojego ojca jak żona!

— A gdzie była, kiedy mama umierała? — wybuchnęłam raz przez telefon. — Gdzie była wtedy?!

Cisza po drugiej stronie słuchawki była wymowna.

Wieczorami chodziłam po pustym domu i czułam się jeszcze bardziej samotna niż kiedykolwiek wcześniej. Każdy pokój przypominał mi o tacie i o tym, jak bardzo się od siebie oddaliliśmy przez te wszystkie lata.

Znalazłam stare zdjęcia mamy w szufladzie biurka taty. Usiadłam na podłodze i płakałam jak dziecko. Czy gdyby mama żyła, wszystko potoczyłoby się inaczej? Czy tata byłby innym człowiekiem? Czy ja byłabym inną córką?

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Halina.

— Chciałam tylko powiedzieć… — zaczęła niepewnie — …że rozumiem twoją decyzję. I że życzę ci szczęścia.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przez chwilę miałam ochotę zapytać ją o tatę, o to, czy był szczęśliwy naprawdę. Ale nie potrafiłam przełamać dumy.

Minęły tygodnie. Rodzina przestała dzwonić tak często, ale spojrzenia na rodzinnych spotkaniach mówiły wszystko: „To ta bez serca.” „To ona wyrzuciła Halinę na bruk.” Nawet mój brat Michał unikał rozmów ze mną.

Czasem myślę o tym wszystkim nocami, leżąc w łóżku w pustym domu rodzinnym. Czy naprawdę jestem potworem? Czy miałam prawo odebrać Halinie dach nad głową tylko dlatego, że nie była moją matką?

Może powinnam była dać jej szansę? Może powinnam była spróbować ją zrozumieć?

A może to ja jestem tą skrzywdzoną dziewczynką sprzed lat, która nigdy nie pogodziła się z utratą mamy?

Czy można wybaczyć sobie decyzje podjęte w gniewie i żalu? Czy rodzina ma prawo mnie oceniać?

Czasem pytam siebie: co by zrobiła mama? I czy tata naprawdę byłby ze mnie dumny?